Buty kopytka

9 maja 2011

Pouprawiam dziś nieco obuwniczego malkontenctwa, taki dzień, trudno. Otóż chodzi o buty na koturnach (ale nie o buty na platoformach, bo jak się okazuje jest różnica). Jak coś mi się nie podoba, to w pierwszym odruchu zwalam wszystko na wrodzoną zachowawczość w kwestii ubioru i jego wszelakich elementów. W drugim odruchu – wytresowanym – pojawia się w mojej głowie neon „pomyśl, zanim krytykujesz”, czasem okazuje się to całkiem przydatnym rozwiązaniem. Niemniej w kwestii butów, które tytuuję mianem „kopytek” żadna obejrzana do tej pory stylizacja nie trafiła mi do przekonania. A po tym, jak na jednym z wybiegów pojawiły się te buty całe w sierści, to kopytkowa metafora utrwaliła się na dobre w mojej głowie.
W erze pre-kopytkowej (bo to nie pierwsza faza na koturny jaką obserwuję w swoim życiu) posługiwałam się innym nośnym skojarzeniem, czyli ceglanych skarpetek. W czasie jednej
z babskich, bibliotecznych rozmów (taaa, moda zeszła do bibliotek…) koleżanka skomentowała ten wybryk obuwnictwa określając go mianem cegły włożonej w skarpetę i założonej na stopę. Ziarno padło na glebę młodego, chłonnego umysłu i przez lata wyrosło w dębową niechęć do tego rodzaju obuwia. Nie podoba mi się to ani na mojej stopie, ani na żadnej innej stopie.
W połączeniu z nogą i całością Istoty w ten sposób obutej za każdym razem mam wrażenie karykatury. Czy można mnie nawrócić na koturnową drogą, skoro jak kopytne zwierzę zaryłam się we własnym poglądzie? Spróbować zawsze można, ale to droga pod górkę ;) Może jednak ktoś przyjmie wezwanie? ;)


A co do różnicy między platformą a koturnem, to zdałam sobie z niej sprawę dopiero po przejrzeniu dziś obuwia na stronie deezee.pl (która to firma nie sponsoruje tego wpisu i mam nadzieję, że nie będzie się skarżyć, że jej nazwa pojawia się w takim oto kontekście – niniejszym uroczyście oświadczam, że bez względu na producenta i sprzedawcę buty na koturnach do mnie nie przemawiają ;)). A stronie jestem wdzięczna za rozwianie mojej koturnowo-platformowej ignorancji :) Podaję adres strony też dlatego, że dziś lenistwo wzięło górę i nie wklejam żadnych zdjęć, a jak kto zajrzy na podaną stronę, to się dowie o co Autorce chodzi.