Oh-my-Gok

1 lipca 2011

Alleluja! Gok Wan zabrał się za mężczyzn, bo i wśród nich znajdują się tacy, którzy nie akceptują swojego ciała. Dziś chyba była premiera na TVN Style, więc program jeszcze kilka razy w najbliższym tygodniu będzie można obejrzeć. Nie chcę pisać o głównym bohaterze, żeby nie spalać niespodzianki tym, którzy chcą obejrzeć całość na świeżo bez mojej zapowiedzi ;)


Z dostępnych telewizyjnych stylistów i stylistek najchętniej oglądam właśnie Goka, bo jego propozycje są – moim zdaniem – najlepiej dostosowane do osobowości bohaterek (i od dziś: bohaterów) i najbardziej oryginalne. Jeżeli proces zmiany trwa kilka tygodni, to ma szansę być czymś trwałym, bo wymiana całej szafy, zmiana fryzury i makijażu w kilka dni to terapia co najmniej szokowa. Jestem tylko „stylistyczną obserwatorką” i nie zajmuję się stylizacjami zawodowo, ale interesuje mnie dlaczego niektóre osoby poddają się takiej radykalnej zmianie i co one symbolizują. Chciałabym np. dowiedzieć się, co zmieniło się w życiu osób występujących w takim gokowym programie, czy zmiana była tymczasowa, czy trwała i co – poza wyglądem zewnętrznym – uległo jeszcze zmianie. Bo obserwując przemiany na ekranie telewizora widzę, jak kobiety zaczynają się uśmiechać, podnoszą głowę w górę i prostują plecy. Zatem warto :) Hmm, najwidoczniej wciąż zadziwia mnie oczywistość, że nasze samopoczucie bardzo często zależy od tego, co widzimy w lustrze, jak wpisujemy się w rolę narzuconą nam przez nasz strój.


A skoro jesteśmy przy modzie z tiwi, to zderzenie słów Goka o akceptowaniu swojego ciała takiego, jakim jest z przerywającą program reklamą o środku odchudzającym (znowu!), który mówi, że gruba kobieta to „świnka”, a mężczyzna to „hipopotam” może powodować lekkie rozjechanie jaźni. Proponuję trzymać się gokizmu i w czasie reklamowym oddalić się do kuchni ;)


PS. Trochę prywaty: jak dorastałam do dużej zmiany w swoim życiu, to sukcesywnie skracałam włosy. W końcu obcięłam włosy zupełnie na krótko, podjęłam decyzję i wszystko złożyło się w harmonijną całość. Gdyby mój ówczesny pracodawca wiedział, że ścięcie włosów symbolizuje radykalną zmianę, to może zmiana oznaczałaby wzrost wysokości wynagrodzenia, a nie zmianę pracodawcy? ;)