Wymiana ciuchów – iść czy nie iść?

10 sierpnia 2011

Przed takim pytaniem stanęłam w poniedziałkowe popołudnie. Czy można mieć wątpliwości? Można, a co ;) Bo czy uda mi się cokolwiek wymienić? A jak niczego nie znajdę, to co? Może jednak lepiej wystawić na allegro ubrania, w których nie zamierzam już wystąpić? Przynajmniej parę złotych do przodu, a taka wymiana to co? Wiadomo, kto i z czym przychodzi? Oczami wyobraźni widziałam stosy szaroburych koszulek wśród których rozpaczliwie usiłuję coś znaleźć… Jednak z drugiej strony wystawianie aukcji to za dużo roboty, samo jakoś nic nie chce się wystawić, więc – decyzja podjęta: idę.


Zapakowałam swój wkład w imprezę i ruszyłam do poznańskiej winiarni Encantado, gdzie wymiana ciuchów miała miejsce. Na dzień dobry należało oświadczyć, że nie przynależy się do gatunku „sępiara ciuchowa”. Kto to taki? Sępiara przynosi na wymianę byle-co, a wychodzi z workiem ubrań, często łapanych na oślep i bez przymierzania. Wynalazek ten znalazł moje pełne poparcie, bo wymiana ma być wspólną zabawą, a nie łowami na ilość. Po rozpakowaniu rzeczy na wieszakach i stołach dostawałyśmy od winiarni powitalny kieliszek wina – do wyboru do koloru między białym, różowym a czerwonym. Potem coraz szybciej przybywało w otoczeniu osób i rzeczy :) Po pierwszym „oglądzie” udałam się do toaletowej przymierzali, żeby sprawdzić, czy to, co złowione faktycznie na mnie pasuje – z bólem serca pożegnałam jedwabną koszulę w żołędzie, ale niestety wyglądałam w niej jak w leśnym namiocie. Natomiast miętowy sweterek, biało-czerwone korale i oryginalną spódnicę w złote róże przyjęłam z otwartymi ramionami. Potem jeszcze kilka razy powtórzyłam cykl „przeszukiwanie-przymierzanie-zwrot/moje!” i ostatecznie z kilkoma skarbami postanowiłam zawrzeć znajomość.


W ramach dodatkowych atrakcji można było porozmawiać z konsultantką kosmetyków Mary Kay, posłuchać o winach oferowanych przez Encantado oraz wziąć udział w konkursie na najlepszą stylizację ze złowionych rzeczy. Bardzo energetyczna atmosfera, przesympatyczne organizatorki i satysfakcja z wymiany – same plusy z poniedziałkowego popołudnia powodują, że już czekam na kolejny termin ciuch-change’a (bo to oficjalna nazwa spotkania). Mój początkowy sceptycyzm (za który teraz biję się w klatkę) rozpłynął się całkowicie. W ramach „gratisu” dodatkowo cieszącego w ramach wymiany jest widok osoby, która dobrze wygląda w rzeczy, którą przyniosłam :)


Zachęconych moją laudacją odsyłam na stronę Ciuch Change na fejsbuku oraz na bloga i jak tylko pojawi się nowy termin, to również go tutaj zaanonsuję. Byłam, sprawdziłam, polecam :)

  • http://www.blox.pl/html?page=userProfilePreview&username=fidrygauka fidrygauka

    No proszę, jaki to człowiek nieświadomy, że takie eventy w ogóle mają miejsce. Jak dla mnie ciekawostka przyrodnicza pierwszego stopnia. A jak się odbywały te przymierzania? Ktoś dawał ci swoje ciuchy, ty zostawiałyaś samopas to co przyniosłaś ze sobą i szłaś do przymierzalni? Nie mogę sobie tej akcji wyobrazić od strony technicznej :)

  • http://modologia.blox.pl/html modologia

    No to też mnie dręczyło ;) Było tak, jak podejrzewasz: zostawiasz swoje ciuchy samopas na dostępnych wieszakach i stołach, a sama przebierasz w tych, co już tam się znajdują i w tych, które właśnie się pojawiały wraz z kolejnymi dziewczynami. Jak znajdziesz, możesz przymierzyć w toalecie – w to też początkowo nie wierzyłam, ale obyło się bez ścisku i przepychanek, a lustro było na tyle duże, że bez problemu można się było pooglądać z każdej strony.