Z modą przez XX wiek

3 września 2011

Polacy nie gęsi, swoją wystawę o modzie też mają. W Łodzi jest, w Muzeum Włókiennictwa.
W perspektywie nadciągającego Fashion Weekwarto odnotować jako miejsce do odwiedzenia. Wystawa jest stała, ale zmienna – stała, bo najwyraźniej na stałe zagości w muzeum, więc stres, że nie zdąży się zobaczyć odpada; zmienna – bo eksponaty wymagają odświeżenia, więc ta sama wystawa może przy kolejnej wizycie okazać się nieco inna. Już teraz żałuję, że nie zabrałam ze sobą aparatu, bo na wystawie w tej chwili znajduje się np. bluza z napisem Hoffland na jednym ramieniu, a nie ma tego eksponatu w katalogu, więc jak tu potem ją odnaleźć?


W katalogu jest natomiast płaszcz zatytułowany „Zepsuty telewizor” (1983) autorstwa Lidii Cankovej – skąd pomysł na taki tytuł można tylko zgadywać, ale i pozazdrościć wyboraźni ;) Płaszcz znajduje się w części ubiorów autorskich, unikatowych, które nie weszły do masowej produkcji, więc jak nie zobaczymy ich na wystawie, to poza wystawą szanse są zupełnie nikłe.


Drugie nazwisko, które chciałabym zaanonsować, to Zonia Pionk – „kupiła” mnie pięknym zestawem balowym z malowanego jedwiabiu. Ten z kolei ubiór należy do kolekcji strojów projekowanych i realizowanych w łódzkim Domu Mody „Telimena”.


To tylko kilka subiektywnie wybranych ciekawostek, które akurat wpadły mi w oko, pewnie przy kolejnej wizycie zwrócę uwagę na coś innego. Wystawa pozostawia jednak pewien niedosyt – skoro eksponaty są wymieniane podejrzewam, że strojów w ogóle może być całkiem sporo, więc dlaczego poświęcono im tylko dwie sale? Można zakupić katalog z wystawy w zupełnie znośnej cenie (25 zł), ale sposób wyeksponowania ubiorów na zdjęciach zatrzymał się w epoce nieco zamierzchłej. No i naturalnie nie można kupić go na stronie internetowej, tylko trzeba pofatygować się osobiście – to już końcowy prztyczek w kwestiach marketingowych muzeum.


Mam nadzieję, że wystawa jednak z czasem się rozrośnie, bo inicjatywa ze wszech miar godna pochwały. Jak będziecie w Łodzi, zobaczcie koniecznie. Osoby żądne zdjęć odsyłam na stronę internetową Muzuem Włókiennictwa.


Jak będziecie w Łodzi, zajrzyjcie do baru „Owoce i Warzywa” – trzeba trochę odbić od Piotrkowskiej na ulicę Traugutta 9, ale warto. I jeszcze sklep „Pan tu nie stał” – na pewno części z Was znany już z innych blogów. W rzeczywistości prezentuje się nawet lepiej niż w sieci i na moje oko „prawdziwy” sklep ma szerszą ofertę. Bardzo przyjemne miejsca.


P.S. Jak ktoś lubi lumpeksy, second-handy czy sklepy z używaną odzieżą – jakkolwiek je nazwiemy – to w Łodzi poczuje się jak w raju. Takiego zagęszczenia tych obiektów nie widziałam w żadnym innym miejscu.

  • http://www.blox.pl/html?page=userProfilePreview&username=fidrygauka fidrygauka

    Ha! I kto by pomyślał, że te bawełniane bluzy, te spódnice ‚stęplowane’ na krzyż, te koszulki z logo Hoffland, upolowane w domach Centrum (też już obiektem należącym do przeszłości) przejdą do historii polskiej mody. I przy okazji człowiek uświadamia sobie ten nieubłagany upływ czasu.
    A swoją drogą to aż się prosi o zdjęcia, więc następnym razem to faktycznie weź aparat :)