O kostiumach scenicznych w trzech aktach

16 września 2011

Akt I

Kostium to pierwszy krok w nadawaniu ciała figurze, która dotychczas składała się z tekstu – to cytat Tilo Wernera otwierający wiedeńską wystawę „Przebierać, przeobrażać, uwodzić” poświęconą kostiumom teatralnym. Kostium niejako połyka osobę go ubierającą i zdradza informacje o płci, wieku czy pochodzeniu postaci. Opowiada historie i jest nieodłącznym elementem akcji dziejącej się na scenie, pomaga w jej zrozumieniu. A do tego wszystkiego jest pięknie wykonanym strojem, z niesamowitą dbałością o szczegóły, szytym na miarę dla konkretnej osoby.

Oglądając film towarzyszący wystawie byłam zaskoczona ilością i jakością kostiumów wytwarzanych w pracowniach krawieckiech Art for Art, które współpracują m.in. ze scenami operowymi Wiednia, Nowego Jorku czy Zurychu. Informacja o tym miejscu ma też szczególne znaczenie dla osób, które pociąga tworzenie ubrań „dla sztuki” – przy tworzeniu przedstawienia pracuje cała grupa krawcowych i krawców damskich i męskich, modystki oraz szewcy. Wszystko jest robione dla występujących osób nie dość, że na wymiar, to musi jeszcze odpowiednio prezentować się na scenie – materiał ma powiewać na wietrze, odbijać światło, umożliwiać taniec i śpiew. Zainteresowani tym wyzwaniem mogą zajrzeć do zakładki „praca” – akurat są poszukiwani specjaliści do tworzenia tak wymagających kreacji.

Wystawę można obejrzeć do 12. grudnia w wiedeńskim Muzeum Teatru.

Przykładowe eksponaty:

Źródło: http://www.theatermuseum.at/ausstellungen/aktuell/verkleiden-verwandeln-verfuehren/?back=%2Fausstellungen%2Faktuell2F&open=5328&cHash=cbf53c628cab418845c3fad607969138

Akt II

Oglądając wystawę wróciłam myślą do czerwcowej premiery Mandragory w poznańskiej operze, do której kostiumy zaprojektował nasz rodzimy stylista Tomasz Jacyków. Przyznaję, to był wabik, na który się złapałam. Plus fakt, że spektakl odbywał się nie w budynku opery, ale na poznańskich placu Wolności przy budynku Arkadii.

Powitała mnie postać turecka, której z turbanu zwisał łańcuszek z czerwonych kuleczek znany mi w roli łańcucha choinkowego (była kiedyś taka moda). Główny bohater, niejaki pan Jourdain, wystąpił na scenie w szarych śpiochach z naszytymi złotymi gwiazdkami i księżycem oraz w futrzanej kamizelce, z której zwisały główkami w dół tulipany. Miał on symbolizować uosobienie złego gustu – i to się niewątpliwie panu Jacykowowi udało. Sceneria przy Arkadii również była trafionym pomysłem, tym bardziej, że na codzień ten plac Poznania trochę się marnuje i potocznie nazywany bywa placem bankowym z racji wielości tych instytucji przy nim położonych. Napiszę może jeszcze, że recenzja Anny Luboń w jednym z ostatnich numerów Elle jest entuzjastyczna – jeśli ktoś szuka innego głosu w dyskusji niż mój. A jednak wyszłam przed końcem pierwszego aktu, bo dowcip zaprezentowany w spektaklu określiłabym mianem przaśnego i jego skondensowanie sprowokowało decyzję o opuszczeniu widowni. Nie trafia do mnie wyprowadzanie na scenę osoby z publiczności, która nie dość aktywnie uczestniczyła w interaktywnej części przedstawienia i „za karę” wylądowała na scenie na podeście i dostała od jednego z aktorów „klapsy”. Nie bardzo też dałam przekonać się do pomysłu założenia na głowę turbanu, co do którego nie wiadomo kto i ile razy nosił już na głowie. Z duża trudnością w akcji dziejącej się na scenie odnalazłam to, co opisane było w programie – jakby opis i przedstawienie to były dwie odrębne rzeczy. Cóż, przede mną wyszło już kilka osób, więc nie ja jedyna zrezygnowałam. Niemniej, nie polecam tego wydatku w najnowszym sezonie opery poznańskiej, a jeśli chcecie czegoś sprawdzonego i dobrego to wybierzcie się w grudniu na „Dziadka do orzechów”. Warto i stroje ciekawe.

Akt III

W temacie kostiumów teatralnych: w programie Art&Fashion Festival pojawiła się już lista wykładów, a na niej m.in. wykład na temat „Profession: Costume Designer”. Można zatem się wybrać i u źródła zapytać, jak to jest z tymi kostiumami.