Z gorsetu pod obcas

23 września 2011

Czasy gorsetów jako nieodzownej części codziennego kobiecego przyodziewku mamy już za sobą. Marzenie o szczupłej talii być może jeszcze do końca nie przebrzmiało, ale jego realizacja nie jest okupiona zniekształconymi narządami wewnętrznymi, ograniczeniem możliwości ruchu czy drastycznym odmawianiem sobie jedzenia. Kobiety zrzuciły patriarchalne narzędzie opresji sprowadzające ich rolę do pachnących paprotek omdlewających na sofach. Niektóre zrzucają również staniki, a co tam. Każda może ubierać się jak chce… Czyżby?

Natknęłam się niedawno na taki fragment o obcasach: (…) noszenie ich jest ideologiczną praktyką w patriarchacie, w którym kobieta uczestniczy. Być może praktyka ta jest nawet silniejsza, niż wymagałaby tego sama ideologia. Noszenie butów na wysokich obcasach akcentuje te części kobiecego ciała, które, dzięki treningowi narzuconemu nam przez patriarchat, zwykliśmy uważać za atrakcyjne dla mężczyzn – pośladki, uda i piersi. Tak więc kobieta uczestniczy  w „stawaniu się” atrakcyjną dla męskiego oka, a przez to właśnie poddaje się męskiej władzy (wyrażenie aprobaty lub dezaprobaty). Noszenie takich butów ogranicza też fizyczną sprawność kobiety i jej siłę – powoduje, że utyka i porusza się niepewnie – a zatem jest formą podporządkowania się kobiet patriarchatowi. Kobieta na wysokich obcasach powiela i rozprzestrzenia patriarchalne znaczenie płci, które przyjmuje element męski jako silniejszy i wykazujący dużą aktywność, żeński zaś jako słabszy i w większym stopniu bierny.

Trudno mi się nie zgodzić z argumentami autora, mając w pamięci próbę pokonania poznańskiego rynku na szpilkach. Takiego poziomu koncentracji na podłożu dawno nie doświadczyłam, a gdyby nie Silne Ramię tuż obok, to rozważyłabym opcję ubrania szpilek dopiero siedząc w lokalu. W dzień później na spacer do warzywniaka ubrałam sportowe, sznurowane obuwie i jakość chodu zwiększyła się niepomiernie. Nie wierzę, że bezboleśnie można spędzić dzień w butach na obcasach, choć od czasu do czasu porywam się na to szaleństwo i w drodze powrotnej do domu marzę tylko o tym, żeby się pozbyć ze stóp tego narzędzia tortur. Nie pomaga mi myśl o wydłużonej nodze i podniesionym tyłku, a poniższy rysunek po prostu odstrasza od pakowania nogi w obuwie upośledzające poruszanie się.

Źródło: http://www.dirttime.org/2007/06/04/you-cant-run-in-these-girl/

Ciekawie spojrzała też na sprawę Barbara Hoff. U zwierząt to samiec jest tym, który ma się podobać. Paw jest piękniejszy od pawicy. Gatunek ludzki postanowił jednak odwrócić tę zależność i to kobiety mają się podobać. .…dziwny jest charakter kobiet. Będą walczyć o parytety, równe płace, o dostęp do wiedzy, ale zupełna cisza w sprawie opresyjnej mody. Wąskie, eleganckie spódnice, niebotyczne szpilki i koniecznie pończochy, nawet w upały. Stoi za tym „grupa fachowców”, którzy najwyraźniej nie przepadają za kobietami
i zastanawiają się, jak udręczyć kobiety w kolejnym sezonie. Trochę to gorzko brzmi.

Kto ma rację? A może te uwagi to przesada?

Tak sobie pomyślałam, podczas Art & Fashion Festival w Poznaniu jednym z gości w ramach Open University będzie Nicholas Kirkwood, który tworzy głównie buty na niebotycznych obcasach. Ciekawe, czy kiedykolwiek spróbował zrobić takiego buta dla siebie i pójść w nim na spacer?

A dlaczego tak trudno (żeby nie napisać „niemożlwe”) przekonać mężczyzn do butów na obcasie?

Polecam oddać się weekendowej refleksji ;)

Wyczytane:

    • Fiske, J. (2003) Wprowadzenie do badań nad komunikowaniem, Wydawnictwo ASTRUM, Kraków;
  • Hoff, B. „Kobieta wyzwolona?” w: Rynek mody, nr 4/11
  • http://www.blox.pl/html?page=userProfilePreview&username=fidrygauka fidrygauka

    Z jednej strony się zgodzę, że obcasy to koszmar dla nóg (przynajmniej dla moich), z drugiej strony fajnie się w nich czuję i zupełnie nie czuję się w nich płcią pogardzanyą przez patrialchalnie nastawionych mężczyzn. Mam wrażenie że w pędzie do niezależności część kobiet próbuje za wszelką cenę wykreślić ze swojego życia wszystko, co możnaby przypisać tzw. kobiecej naturze – zaprzeczając, że coś takiego w ogóle istnieje.

  • http://www.blox.pl/html?page=userProfilePreview&username=fidrygauka fidrygauka

    pogardzaną czy nawet podziwianą (chodziło mi o to, że – wg niektórych – gorszą :))

  • http://modologia.blox.pl/html modologia

    Ile głów, tyle myśli ;) Jeśli dobrze się czujesz w obcasach, to super (i właśnie pomyślałam, żeby wymazać do zdanie, bo brzmi to trochę protekcjonalnie, a zupełnie nie takie jest moje podejście). Słowem komentarza, co Autorka miała na myśli: miała na myśli ogólną refleksję, żeby nie rzucać się bezrefleksyjnie na wszystko, co modowe magazyny określają mianem „hot”, „top” czy może jeszcze „must-have”. Plus czasem warto pomyśleć po prostu o zdrowiu – w tym akurat przypadku, czy chcemy mieć za lat kilkanaście koślawe paluchy. Chyba o to mi chodzi ;)

  • http://www.blox.pl/html?page=userProfilePreview&username=fidrygauka fidrygauka

    To że dobrze się czuję, to jeszcze nie znaczy, że w nich chodzę :) (nie mam kiedy i nie ma dokąd – nie będę przecież gonić metra na szpileczkach :))
    Absolutnie się zgadzam, żeby się nie rzucać bezrefleksyjnie. Ba, ja nawet idę o krok dalej, gdyż nie rzucam się wcale, do czego pewnie nie powinnam przyznawać się na blogu ‚Modologia’ :))