Moda mówi – jak mówić o modzie

26 października 2011

Kilka wpisów temu pisałam, że metafora „języka” mody nieszczególnie do mnie trafia, ponieważ poszczególne części naszego ubioru to nie literki, z których składamy zdania. W myśl tej metafory w ten właśnie sposób „przemawiamy” odzieżowym językiem do spotykanych codziennie osób. Dyskusyjne.

Jednak berlińska wystawa Fashion Talks jest oparta na właśnie na założeniu, że zanim sami cokolwiek werbalnie wyartykułujemy nasze ubrania już zdążyły udzielić na nasz temat sporo informacji. Może nie powiedziały, czy podobał mi się ostatni film Koterskiego oraz co zjadłam dziś na śniadanie, ale mogą „powiedzieć” w niektórych przypadkach jaki zawód uprawiamy (mundur policjanta, lekarski kitel, uniform kolejarza) bądź do jakiej subkultury przynależymy. Wystawa jest też bardzo dobrym przykładem, jak można mówić o historii mody i ubioru w sposób atrakcyjny dla zwiedzających. I na tym właśnie chciałabym się skupić.

Na tę wystawę zdecydowało się berlińskie muzeum komunikacji, którym samym w sobie można się nacieszyć – zarówno pod względem wystawy związanej z rozwojem środków komunikacji, jak i pod kątem architektury budynku, w którym ma swoją siedzibę. Zanim jeszcze wejdziemy do sal prezentujących zbiory mamy do dyspozycji multimedialne zestawienie związane z historią mody, publikacjami na temat mody czy stronami o sprawiedliwym handlu. Jest tego sporo, momentami jednak miałam wrażenie, że strony były wybierane trochę na chybił-trafił, po trochu z każdego tematu. Ale i tak ze swojej strony jestem wdzięczna autorom, którzy zrobili to zestawienie, ponieważ na wiele stron pewnie byłoby mi trudno samej trafić, a tak mam spis adresów internetowych, dzięki którym mogę nadal prowadzić bloga ;)

Pierwszym eksponatem, na którym zawiesiłam oko był zamknięty w gablotce płaszcz. Krój płaszcza to bolesna klasyka, ale sposób wykonania – cóż, podobno jest to najdroższy płaszcz na świecie. Jego autorką jest Silke Wawro, która uszyła ten płaszcz z metek różnych towarów, nierzadko z tych uznawanych raczej za luksusowe. Do jego uszycia zużyła 7521 rzeczy, od których odpruła metki. Wartość tych rzeczy – a tym samym samego płaszcza – to 759.987,20 euro (tu chwila na oddech…). Sam płaszcz prezentuje się następująco:

Inną ciekawostką są buty firmy Adidas, z których na „językach” wystają głowy misiów panda. Nie wiem, czy stała za tym jakakolwiek ideologia, nie wiem też, czy weszły do jakiejś szerszej produkcji, ale jest to produkt powiedzmy niestandarowy:

W muzeum możecie także skorzystać ze stanowiska do samodzielnego postarzenia dżinsów. Mniej zorientowani w temacie mogą skorzystać z porad zawartych w filmiku wyświetlanym tuż obok stanowiska pracy. Przyznam, że obrazek fachowca, który umiejętnie postarza nowe dżinsy jest o tyle kuriozalny, co prawdziwy patrząc na ofertę spodni dżinsowych w sklepach. Dzięki filmikowi dowiecie się, jak uzyskać oczekiwany wygląd spodni, ale bez przesady, bo naturalnie nie chcemy, żeby w wyniku naszego wysiłku odpadła nam nogawka…

Innym interaktywnym zajęciem jest zaprojektowanie własnego wzoru kratki i możliwość jego wydrukowania i zabrania ze sobą do domu. O ile zabawa kolorami i wielkościami kratek jest ciekawym muzealnym doświadczeniem, o tyle akurat wydruki uważam za zbędne (drzewa giną…) i przy dostępnej technologii może lepiej byłoby móc wysłać sobie „własną kratkę” na skrzynkę mailową. Oczywiście robimy to po zapoznaniu się z historią tego wzoru, jego wzlotami (kariera na dworze królewskim) czy bardziej codziennym zastosowaniem (flanelowe koszule – a skoro już jestem w nawiasie to przy okazji zapytam: pamiętacie szał na flanelowe koszule w kratkę? Miałam dwie, w tym jedną po tacie ;) Teraz się temu nieco dziwię patrząc na zdjęcia, ale przynajmniej ładnie dobrałam kolory ;))

Podobnie jak w przypadku wystawy Visions&Fashions tutaj również ekspozycja nie zajęła zbyt wielkiej powierzchni, ale wielość załączonych filmów, interaktywnych zajęć oraz podanych informacji starczyła mi spokojnie na cztery godziny. Przy studenckiej cenie biletu 1,50 euro uważam to za szczególnie udaną inwestycję.

Tym razem swoje wrażenia podzielę na dwie części i mam nadzieję, że jutro lub pojutrze uda mi się dopisać ciąg dalszy. A teraz pora odpocząć.

  • http://www.welldressedmind.blox.pl/ well-dressed_mind

    Ja również jestem nieco sceptyczna jeśli chodzi o teorię pt. „moda mówi”. Naturalnie wierzę, że to co ubieramy nie jest przypadkowe i daje pewne świadectwo o nas samych. Ale np. pomysł że noszenie biżuterii to próba zrekompensowania sobie przez kobiety braku penisa („Rozbierz mnie. Psychoanaliza garderoby” , C.Joubert) jest nieco przesadzony:)

  • http://modologia.blox.pl/html modologia

    No więc właśnie :) W przeszłości istniały na przykład kolory zastrzeżone dla arystokracji, czy rodzaj kamieni szlachetnych jakimi różnym klasom wolno się było obwieszać. W ten sposób to, co ludzie mieli na sobie informowało pozostałych o ich statusie. Regulowały to tzw. sumptuary laws (póki co nie znalazłam na to dobrego polskiego odpowiednika). Natomiast dziś takie podziały w żaden sposób niczego już o noszących nie „mówią”. Książki, którą przywołujesz nie znam, ale w myśl tej koncepcji patrząc na moje zbiory kolczyków, to moje kompleksy dawno przebiły Himalaje ;)