Jak stracić 14 minut i 40 sekund z życia? (dwa razy!)

16 grudnia 2011

W końcu zabrałam się za przeglądanie twórczości filmowej Romy Gąsiorowskiej, a konkretnie pierwszego odcinka serii zatytułowanej „Bold and Beautiful”. Pani Gąsiorowska wypuściła na rynek już czas jakiś temu swoją pierwszą kolekcję ubrań, a przy okazji wyprodukowała również wspomniany filmik.


Skojarzenie z „Modą na sukces” z racji tytułu nawet dla mnie jest oczywiste, ale na tym jasności dla mnie się kończą. Być może winić za to należy moją nieznajomość oryginalnego serialu?


A co jest niejasne?


Przede wszystkim zastanawiam się, jaki jest sens kręcenia filmiku przedstawiającego (przynajmniej w pierwszej części) światek mody w skrajnie niekorzystnym świetle, skoro właśnie podjęta została próba dołączenia do niego? Czy chodzi o pokazanie „jak jest naprawdę” (ale skąd to wie autorka, która dopiero w ten świat wkracza?), czy o próbę – nazwijmy ją – „artystyczną” (cokolwiek to znaczy), czy o pokazanie swojego dystansu do całej sytuacji?


Refleksja druga: co u licha (żeby nie wyrazić się dobitniej) robi w filmiku w mniej więcej dziesiątej minucie dmuchany samolot, który ewidentnie „rozbija się” o płytę zabawkowego lotniska? Czy tylko mnie skojarzyło się to od razu z katastrofą w Smoleńsku? Niemniej w mojej głowie pojawiło się słowo „katastrofa”, co w połączeniu z logiem „Stara Bardzo” zaraz po tym ujęciu, nie jest chyba skojarzeniem, które miało powstać.


Ostatniej części tego odcinka w ogóle nie rozumiem – skąd nagle wzięli się tam ci panowie? Być może rozwiązaniem zagadki jest znajmość serialu „Moda na sukces”, być może odpowiedź znajduje się w następnych odcinkach serii wyprodukowanej przez panią Gąsiorowską – nie wiem. I szczerze mówiąc odcinek nr 1 zdecydowanie zniechęcił mnie do poświęcenia choć minuty więcej mojego czasu na oglądanie kolejnych części. Osobiście zniechęcam do obejrzenia odcinka pierwszego (a na pewno nie dwa razy – bo chciałam się upewnić, czy naprawdę jest to tak bezwartościowe jak mi się wydawało po obejrzeniu po raz pierwszy), ale jeśli ktoś zechce skonfrontować się z moją opinią, to film jest dostępny na kanale youtube „natinaf001″.


Wszelkie wyjaśnienia i skojarzenia dotyczące związków z oryginalnym serialem mile widziane, bo jest jeszcze szansa, że to ja nie zrozumiałam absolutnie niczego z treści owego dzieła.


Niestety, ja lubię rozumieć – cóż, nikt nie jest doskonały. Zajrzałam zatem na stronę „Starej Bardzo” i kliknęłam w „Idea„. Zanim jednak przebrnęłam przez „ideę” popatrzyłam na kolumnę haseł z lewej strony. Muszę, po prostu muszę podpowiedzieć, że „7 grzechów” oraz „Stygmaty” też można przetłumaczyć na język angielski!


Natomiast sama idea jest dla mnie mało czytelna, pozostaje wrażenie, że Autorka, chce robić „wszystko” dla „każdego”. Jak czytamy na stronie: stara bardzo to idea moda kreacja styl- czyli co konkretnie? I poniżej (przeklejone w oryginalnej pisowni i brzmieniu):


TO SPOSOBY WYRAŻANIA SIEBIE, SWOJEJ ODRĘBNOŚCI, TO ODWAGA LUB JEJ BRAK, TO POCZUCIE SMAKU.
KAŻDY Z NAS MA INNE POCZUCIE ESTETYKI, JEDNAK WSZYSCY PRZYJMUJEMY OGÓLNO PRZYJĘTE NORMY PIĘKNA JAKO OBOWIĄZUJĄCE. CIĘŻKO NAM Z TYM WALCZYĆ.
JESTEŚMY OFAIRAMI MODY I TRENDÓW LUB JESTEŚMY UWIĘZIENI W OBOWIĄZKU ODRÓŻNIANIA SIĘ OD RESZTY.


No to ja się pytam, jak coś może równocześnie być i nie-być? Filozofia nie zna takiego przypadku, ale oto czytamy, że Stara Bardzoto odwaga i jej brak. Czyli można, tylko trzeba chcieć, a filozofy za leniwe były, żeby to odkryć. Ja prowadzę tego bloga i go nie prowadzę – albo prawdziwe jest A, albo nie-A. Nie ma drogi pośrodku. Podstawowa logika.


Z następnym zdaniem może runie świat Autorki, ale nie wszyscy przyjmujemy ogólno przyjęte normy piękna. I wcale nie jest aż tak ciężko z tym walczyć, już nie przesadzajmy, że takie bezsilne bidulki jesteśmy. Jestem poza tym bardzo ciekawa, co to są za ogólno przyjęte normy piękna?


I proszę nie sugerować czytającym, że jesteśmy ofairami mody i trendów. I co to za obowiązek odróżniania się od reszty???


Wcześniej jest mowa o prowokacji do autorefleksji. To akurat lubię :) Stara Bardzo sprowokowała mnie do refleksji, że mimo jej zapewnień, iż dziś każdy chce i może być artystą, ja nie mam takiej potrzeby. Nie chcę być artystką, chcę być (nie bójmy się tego słowa!) dobrym rzemieślnikiem (ha! to pewnie wynika z w/w uwięzienia w obowiązku odróżniania się od reszty…).


Pominę milczeniem stek egzystencjalnych pytań, które padają na stronie.


Podsumowując: sklep prowadzony przez panią Gąsiorowską nazywa się natinaf. Wyjątkowo trafna nazwa, bo to spolszczenie od angielskiego not enough- nie wystarczająco. Dla mnie taka właśnie jest ta idea. Nie kupuję tego, nie odnajduję się w tym pomyśle.


Parafrazując słowna popularnej piosenki: tworzyć każdy może…


Jest to jednak pasjonujące obserwować, jak przeciętny produkt zyskuje popularność dzięki mediom. Jest się nad czym zadumać, no i ile pisania ;)