Zainteresowania:moda…

29 stycznia 2012

Stwierdzenie, że interesuję się modą wywołuje różne reakcje. Czasem pobłażliwe spojrzenie, często pytania „o, pracujesz jako stylistka” czy „ładnie mi tym, co mam na sobie?”, „wiesz może, gdzie mogę znaleźć …?” czy „robiłaś jakieś kursy?”. Moja odpowiedź na owe pytania zwykle jest rozczarowująca dla drugiej strony: nie, nie pracuję jako stylistka – a dobrze się czujesz w tym, co masz na sobie? – nie wiem – kursów nie robiłam. No to jak to? Przecież interesujesz się modą.


Owszem, ale dla mnie to głównie próba zrozumienia jak to jest, że coś nagle jest „modne”, a potem takim być przestaje, co tworzy rzeczy „kultowe” i co to jest „nowe” w modzie. Oglądam różne magazyny poświęcone modzie, ale tam rzadko znajduję odpowiedzi na moje pytania. Cóż więc robić? Czytać.


Czy ktoś zrozumiał, o co chodzi w tej modzie z literek? No, może nie tylko z literek, bo literki odnoszą się zwykle do konkretnych projektów, opisują je i interpretują, lepiej lub gorzej. Zostawmy dziś tych, co robią to gorzej, zajrzyjmy, jak robią to ludzie, którzy wiedzą, co robią.


Przeczytałam jakiś czas temu „Fashion” Christophera Brewarda i pomyślałam, że to jedna z tych książek, które warto mieć w swojej „modnej” bibliotece. Dlaczego? Bo to nie tylko pokazanie historii mody ostatnich 150 lat, ale zwrócenie uwagi na trzy obszary związane z modą: produkcja, promocja i tożsamość.


Najpierw produkcja: bo projekty nowych ubrań nie biorą się ot tak w sklepach znikąd. Od pomysłu projektanta/tki do wystaw sklepowych długa droga. Bardzo podoba mi się, że autor zwraca uwagę nie tylko na kreatywność i postęp technologii umożliwiających szybsze szycie coraz większej ilości strojów, ale i na pracę setek, tysięcy anonimowych krawcowych, które swoim słabo opłacanym zajęciem wypracowały sukces Wielkich Projektantów/ek.


Następnie: promocja. Innymi słowy – reklama dźwignią handlu. Samo się nie sprzeda. Rola magazynów, filmów pełnometrażowych i reklamowych jest nieoceniona. Plus sławni, piękni i bogaci, na których wzorować będą się ci mniej sławni, choć niekoniecznie mniej piękni czy mniej bogaci.


I w końcu – choć nie najmniej ważne – co użytkownik robi z tak pięknie wyprodukowanym i wypromowanym dziełem. Jak owo dzieło zyje? Jaka jest rola ubioru w postrzeganiu drugiego człowieka? Porzekadło ludowe napomina „nie oceniaj książki po okładce”, ale czy ktokolwiek potrafi uwolnić się od automatycznego przyporządkowania pierwszy raz spotkanej osoby do kategorii „tak” lub „nie”? Ubiór gra tutaj pierwszorzędna rolę. Pisałam już kiedyś o projekcie Jasona Evansa, który znalazłam właśnie w tej książce.


Książka jest pełna połączeń historii bardziej lub mniej odległej – jak w przypadku dziewiętnastowiecznego dandyzmu i reklamy dżinsów Calvina Kleina z 1995 roku. Na końcu znajduje się jeszcze zestawienie najważniejszych wydarzeń z historii powszechnej z datami ważnymi dla historii mody oraz lista muzeów i galerii poświęconych w całości lub części modzie, ubiorom, materiałom, czy kostiumom. Jeszcze tyle przede mną do zobaczenia :)


Dlaczego jeszcze warto sięgnąć po tę pozycję? Bo tych informacji po prostu w takiej formie nie znajdziecie na blogach. Owszem, tu pojawi się jeden szczątek, tu drugi, ale jak na razie nie udało mi się znaleźć bloga, który odnosiłby się do mody w taki sposób, jak robi to książka Brewarda.


W porównaniu do innych anglojęzycznych pozycji ta naprawdę nie jest droga – dziś cena na amazonie to 9,51 funta, czyli około 50 złotych. To nawet nie jest dużo w porównaniu do polskojęzycznych opracowań w tym temacie.


Zatem: Christopher Breward (2003) „Fashion”, Oxford University Press. Czytamy :)