Dres premiera a sprawa polska

9 marca 2012

Podsłuchałam w tym tygodniu fragment audycji Kuby Strzyczkowskiege w radiowej „Trójce”, która była poświęcona ni mniej ni więcej tylko sportowemu odzieniu premiera Donalda Tuska. Rzecz w tym, że premier biega. Czynność ta wymaga stroju adekwatnego, czyli najczęściej jest to coś, co nazwiemy strojem sportowym. Dobrze, że człowiek biega, dba o zdrowie – można tylko przyklasnąć. Więc o co chodzi?


Chodzi o to, że ten premierowy dresik ma logo znanej firmy produkującej sportową odzież. A ta firma to niepolska jest. No i szkopuł. Czy jak człowiek biega, to biega sobie jako pan premier czy jako biegacz zwyczajny, D.T.? I czy D.T. może sobie w ogóle jeszcze zwyczajnie pobiegać, zostawić w domu swoją premierową „gębę”, czy cokolwiek zrobi to robi to jako premier państwa polskiego – w związku czym każda czynność, nawet tak mało istotna jak poranne bieganie, ma znaczenie i jest obciążona pewnym ideolo? Czy pan premier – z racji bycia premierem – w każdym obszarze swojego życia, w tym również prywatnym, jest tak uwiązany swoim premierowaniem, że nie może sobie po prostu być, bo zawsze jak jest, to jest premierem?


W audycji pojawił się głosy, że może pan premier biegałby w polskiej odzieży sportowej, gdyby takowa istniała. Tu nie wiem, co odpowiedzieć, bo nie przychodzi mi do głowy żadna polska firma produkująca odzież sportową. Dres pana premiera to dres reprezentacji polskiej, więc logiczne, że ma logo swojego sponsora. Ale jakoś na panu premierze okazuje się to być bardziej niestosowne.


Inna sprawa to garnitury pana premiera, szyte na zamówienie w pewnej włoskiej firmie. I tu też pojawiło się pytanie: dlaczego we włoskiej, a nie w polskiej? I czy premier powinien poprzez ubiór pokazywać, że wspiera polskie marki, czy jest to absolutnie obojętne?


Kwestii ile warta jest taka „reklama na premierze” nie poruszam, bo artykuł we „Wprost” rozprawia się z tą kwestią. Czyli jak nie wiadomo, o co chodzi, to chodzi o pieniądze ;)


A może to rozdmuchany temat? W końcu premier nago biegał nie będzie, logo na ubrania raczej nie zaklei ani nie wytnie, a cała sprawa sprowadza się do wytknięcia mu braku odzieżowego patriotyzmu, bo to łatwiejszy i nośniejszy temat niż zajmowanie się przeprowadzonymi reformami tudzież ich brakiem?


Burza w szklance wody?