Morderstwo w świecie mody…

29 marca 2012

Nabyłam książkę, bo na okładce zobaczyłam malutki pistolecik (każdy powód jest dobry ;)). No i autorka miała okazać się „spadkobierczynią Agathy Christie” (okładka prawdę Wam powie…), a że z twórczością pani Christie od dłuższego czasu pozostajemy w przyjaźni, to decyzja o zakupie nie trwała długo. Właścwie to nie trwała wcale.

Pierwsze dwa rozdziały nie podziałały jednak na moją wyobraźnię, trup padł, owszem, ale inspektor Henry Tibbett nijak się miał do detektywa Poirot, a o pannie Marple nie wspominając. Siła przyzwyczajenia niemal odebrała mi przyjemność czytania, ale ostatecznie nie dałam się zniechęcić.

Zatem był trup, było dochodzenie i rozwiązanie, którego jednak nie udało mi się w całości przewidzieć. Dodatkowym smaczkiem, który zamierzam Wam spalić, było wykorzystanie postaci Karola Dodgsona, którego pod tymi danymi niewiele osób zapewne kojarzy. Otóż ów Karol był zupełnie niezłym fotografem zanim uznał to zajęcie za trudne i pożerające zbyt wiele czasu, więc napisał książkę o niejakiej Alicji, której podróże były niewątpliwie niestandardowe. Wiecie już, o kim mowa? A pod nazwiskiem Dodgson ukrywa się w historii… sobie przeczytajcie :)

Lekkie, zgrabne, przyjemne, niezupełnie jak u pani Christie, ale jest pewne podobieństwo stylu. Akcja dzieje się w Londynie, jakoś pod koniec lat 50-tych, początku 60-tych (książka została pierwszy raz wydana w 1963), w redakcji magazynu „Moda”. Do morderstwa dochodzi w gorącym okresie opracowywania najważniejszego numeru w roku – odpowiednika wrześniowego wydania współczesnego „Vogue’a”. A powodem morderstwa jest… oczywiście: moda.

Patricia Moyes, „Morderstwo w świecie mody”, Czytelnik, Warszawa 1975.

Źródło: http://kryminaly.com.pl/574-666-large/andriej-guliaszki-kontrwywiad.jpg