Po polsku proszę!

7 kwietnia 2012

Są sobie buty o nazwie „loafers”, czyli co? Już więcej niż raz natknętłam się na utyskiwania w blogosferze, żeby to jakoś spolszczyć, ale pomysłów jakoś nie było. „Lofersy” naturalną koleją rzeczy warunkowi spolszczenia nie do końca odpowiadają. Czy możemy zatem coś wymyślić własnymi siłami?


Cóż to są te loafers’y? To takie mokasynopodobne obuwie, ale podobno jeszcze bardziej wygodne. Wygląd rzeczonego obiektu można sobie sprawdzić z pomocą wyszukiwarki – ja nie mogłam zdecydować się na wstawienie tutaj żadnego przykładowego obuwia, bo po prostu te buty nie przemawiają do mojej wyobraźni. Niemniej wyobraźnię drażni angielska nazwa, bo Polacy nie gęsi, jak się wysilą, to i nową nazwę wymyślą.


Natknęłam się na określenie „cichobiegi”, ale to kategoria bardzo szeroka, odnosząca się do każdego typu obuwa, które jest wygodne, na miękkiej podeszwie, do latania na codzień. Zbyt to ogólne, ale może ta intuicja zbliży nas do celu.


Zerknęłam do słownika, który wyraz „loafer” tłumaczył jako „próżniak, nierób, wałkoń, nygus, obibok, darmozjad”. Z tych propozycji od razu moim faworytem jako odpowiednik dla loafersów stałyby się „nygusy” – słowo to jest rzadko używane, oznacza kogoś uchylającego się od pracy (a teraz chyba jest dobrze,gdy ktoś tak umie się polenić – więc mamy i postawę, która idzie w parze z butami ;)).


Jak tak patrzę na zdjęcia tych butów, to przychodzą mi do głowy takie określenia jak „chapcie” – czyli takie kapciopodobne wyroby do człapania po miejskim bruku, albo „brzydkobiegi” – bo jeszcze żaden model mnie nie przekonał, ale wierzę, że są wyjątkowo wygodne i żaden spacer nie będzie nam w nich straszny, a planowaną trasę szybko pokonamy. Bardziej neutralnie: „kapcie miejskie”, co daje potencjał na zdrobnienie z gatunku „kami”, czy „mokasyno-kapcie”, w skrócie „mo-ki”. Jakby na to nie spojrzeć, „chapci” czy „brzydkobiegów” nikt raczej nie uzna za pożądany produkt, ale już pytanie „widziałaś te najnowsze modele mo-ki? boskie, nie?” być może pokazuje, że cień szansy na spolszczenie jest ;)


Można też odnieść się do takiej cechy tego obuwia jak brak sznurowadeł – but jest po prosty wkładany na stopę płynnym ruchem („wślizgi”? brr, paskudne…). Tu jak widać moja inwencja jest wręcz ujemna.


A Wy macie jakieś pomysły? A może już istnieje jakaś polska nazwa, ale ja po prostu żyję w kokonie ignorancji? Czy może zostawiamy jak jest, bo i tak nie zawrócimy kijem Wisły? Skoro loafersy to must-have w topowym secie, to po co w ogóle się wysilać…

  • http://www.welldressedmind.blox.pl/ well-dressed_mind

    Ja natknęłam się jeszcze na „lordsy” i „slippersy” :) Czy to się czymś różni od naszego starego, dobrego mokasyna? Nie wiem. Aczkolwiek myślę, że dla znawcy tematu ważnym elementem definiującym może być ten dzyndzelek-frendzelek, który zazwyczaj na mokasynie występuje i dynda sobie frywolnie, a w loafersach/lordsach go brak…:) A tak na marginesie, trzeba być zdrowo walniętym, żeby we wtorek o 8 rano wdawać się w obuwniczo-lingwistyczne dyskusje:)

  • http://modologia.blox.pl/html modologia

    I do tego jeszcze komplikujesz sprawę! Jawny skandal! A co więcej, są też „penny loafers” – one nie mają dzyndzelka, tylko pasek, pod którym to w czasach zaprzeszłych studenci chowali pensa na szczęście (a niektórzy robią tak do dziś). Na moje oko „oxfordy” są prawdziwie sznurowane, podczas gdy mokasyny (nawet jak mają sznurówkę) to ona służy raczej do ozdoby, a nie do sznurowania buta. Odkryłam też „tassel loafers”, które są damskie i wyglądają jak skrzyżowanie balerinek z mokasynami, oraz „tassel brogue loafers”, które z kolei – jak wskazuje człon środkowy – mają taki „jęzor” jak buty „brogues” (to przynajmniej istnieje w tłumaczeniu jako „buty do golfa”). Wracając do „loafers’ów” – mój stary słownik Longmana podaje, że to jest taki typ obuwia, który nie potrzebuje sznurowania – sugeruję zatem „bezsznurówkowce” :) Po przejrzeniu kilku kolejnych definicji widzę, że różnice polegają na rodzaju użytej skóry (gruba, cienka) i kroju, ale nijak mnie to zbliża do wymyślenia polskich nazw. „Slippers’y” to oryginalnie takie paskudne kapcie, powiedziałabym, że to „loafers’y” do noszenia po domu, bo krój zbliżony. Na szczęście jutro też jest ósma rano i możesz coś wymyślić!

  • http://www.welldressedmind.blox.pl/ well-dressed_mind

    No i kto tu komplikuje sprawę?! ;)

  • http://relevancesofsenses.blogspot.com/ fern6

    Ja na swój własny użytek nazywam te buty ‚małymi księciami’ :)
    Jeszcze o nich nie pisałam u siebie, ale może niedługo…
    Póki co zapraszam do przeczytania innych wpisów. Twój blog motywuje mnie do zamieszczania nie tylko zdjęć, ale i tekstów. Twoje są znakomite i naprawdę mają czytelników!
    http://relevancesofsenses.blogspot.com

  • http://modologia.blox.pl/html modologia

    Ciekawawa koncepcja z tą nazwą „mały książę” – tłumaczenie niewierne, ale piękne ;) Dziękuję za komplement i przyznaję, że miło jest być „inspiratorką” ;)

  • http://relevancesofsenses.blogspot.com/ fern6

    Przyszły mi do głowy jeszcze „wsuwaki”, w nawiązaniu do ‚slip-ons” czy ‚slippers’, chociaż zdecydowanie to nie to samo, co ‚loafers’. Chodzi tu raczej o wsuwane tenisówki, w stylu Vansów. Co do ‚loafers’, to wykorzystałabym słownikowe tłumaczenie tego słowa czyli ‚obiboki’. W końcu to buty w sam raz dla obiboków, którym nie chce się wiązać sznurowadeł :)
    Zapraszam do mnie, może uda mi się czymś zainspirować Ciebie i tym samym odwdzięczyć się!
    http://relevancesofsenses.blogspot.com

  • http://modologia.blox.pl/html modologia

    „Wsuwaki” uważam za równie godne rozważenia, a i Twoje uzasadnienie dla „obiboków” też mi się podoba. Dziękuję za zaproszenie na bloga.