Styl polski

14 kwietnia 2012

Pozostajemy w klimacie „polskości”. Tak się bowiem zastanawiam, co to jest „polski styl” patrząc na kreacje polskich projektantów i projektantek. A zastanawiam się, ponieważ po raz kolejny gdzieś w sieci czy w prasie natknęłam się na utyskiwania, że „stylu polskiego” to po prostu nie ma. Nie ma, w sumie nie wiadomo, czy istniał kiedykolwiek, może się ukrywa, a może dopiero rodzi w bólach twórczych. Bo – proszę państwa – jak styl jest francuski, włoski czy jakiś inny szyk londyński to od razu widać. A polskich cech wyróżniających brak. Pustynia znaczy się, a w konsekwencji to chyba powód do zażenowania, bo świadczy, że my z tą modą to jeszcze nie w Europie, a o świecie to nawet nieśmiało nie marząc.


No i tak sobie myślę, a po co w ogóle ma być takie coś jak „styl polski”? Po co ta szufladka? Komu potrzebne takie przyporządkowanie? Osobom tworzącym ubrania? Chyba niekoniecznie, bo ta grupa jawi mi się raczej jako niechętnie wrzucana do jednej przegródki, wszak każdy tworzy w swoim, indywidualnym stylu. No to może tym, co o modzie piszą? No ba, zawsze to jakieś ułatwienie: patrzę i wiem, toż to z Polski przyszło. Skąd ta potrzeba znalezienia wspólnego mianownika dla różnych twórców, których łączy kraj urodzenia i miejsce tworzenia?


A może chodzi o stworzenie takiego lansu na produkty odzieżowe z Polski? Na podobieństwo określeń: „Pani X wystąpiła w sukience od paryskiego projektanta” – bo jak kiecka nieparyska, to już nie tak godna zachwytów jak paryska? Bo Paryż to ach!, bo szanele, diory i inne takie lepsze, bo francuskie właśnie, a Paryż Stolicą Mody jest? (tak, jest jedną z kilku, ale co z tego?)


Czy „stylem polskim” będzie wykorzystywanie elementów z historii Polski jak przykładowo motywu Solidarności w kolekcji Ewy Minge czy inspiracja powstaniem warszawskim u Roberta Kupisza? A jak ktoś nie sięga do historii to już niepolska kolekcja będzie? Takie kryterium historyczne odpada zatem w przedbiegach.


No i co z tym „stylem polskim”? Warto go szukać, definiować i sprzedawać pod tym hasłem określoną gamę produktów? Czy może odpuścić sobie takie akurat kategoryzowanie powstających projektów, patrzeć na jakość wykonania, pomysł, a o pochodzeniu osoby projektującej po prostu zapomnieć? (I tu nasuwa mi się myśl, że „świat” patrzy nie tylko na to, że rzecz jest po prostu dobra, ale i na osobę projektującą, która opowie nam swoją historię? Że kiecka nie sprzeda się, jeśli nie zostanie pobłogosławiona przez Wielkiego Projektanta, a kupujemy nie tylko samą kieckę, ale kieckę w zestawie z błogosławieństwem? Co wyjaśnia cenę …)


Jest jeszcze jedna opcja: styl polski istnieje, a ja niczego o nim nie wiem. W tej sytuacji Czytający mogą przyjąć następujące postawy:


1) nigdy więcej nie odwiedzić tego bloga, bo pani się nie zna;
2) w wybranej przez siebie formie uświadomić autorkę, co do istnienia „stylu polskiego” – autorka doceni, bo zdaje sobie sprawę, że nie pożarła wszystkich rozumów;
3) westchnąć i nie zrobić niczego;
4) wybrać jeszcze inną opcję ;)


Zamiast puenty: autorka zapowiada, że niedługo napisze o świetnej polskiej książce, którą właśnie podczytuje. Ponieważ jednak jest ciut złośliwa, to chce narobić smaku i nie napisze od razu, o czym napisze niedługo. Szczęście, że książka jest dobra, bo inaczej sama podpisałabym się pod zdaniem, że siedzę i wymyślam tematy, które następnie krytykuję ;)


P.S. Kiedyś pisałam już a pro pos „stylów narodowych” w kontekście krakowskiej wystawy „Tkaniny EU” – może to być kolejny kamyczek do dyskusji.

  • http://efektyuboczne.blogspot.com/ efekty_uboczne

    E tam, wg mnie (uwaga, dalsza część komentarza jest wybitnie subiektywna i nie zaleca się jej czytania przez tzw „obrzucaczy mięsem”) te „jakieśtam” style wszystkie to stereotyp jeden wielki w tym jeszcze większym, stereotypowym worze. Na pewno widać różnice między stylem ubierania się ludzi – mniejsze lub większe i uwarunkowane chociażby pogodą czy mentalnością (chociaż to też uogólnienie), ale czy to samo możemy powiedzieć o projektantach? W końcu to zwykli ludzie – inspirują się tymi samymi rzeczami (no proszę pokazać mi projektanta, którego nie inspiruje albo miasto, albo natura!), mają do wyboru X tkanin (w przypadku dużych domów mody to pewnie X do entej ze względu na fundusze), podróżują, zdobywają doświadczenie, wyjeżdżają, by tworzyć gdzie indziej. A czy taki polski projektant, który tworzy w Paryżu, to w zasadzie styl paryski czy polski? Polsko-paryski? Myślę, że jeśli nie mamy takiego stylu, to dobrze, bo nie jest „na jedno kopyto” tylko tak po trochu – bo mamy projektantów wielu talentów :)

  • http://modologia.blox.pl/html modologia

    Dziękuję za ładne podsumowanie :) Przy okazji Twoich uwag o stereotypowym postrzeganiu stylów przypomniał mi się inny wpis, jaki kiedyś popełniłam w tym temacie – wrzucam linka w post scriptum.

  • http://www.welldressedmind.blox.pl/ well-dressed_mind

    Michał Urbaniak zapytany kiedyś o reprezentowany przez siebie styl muzyczny odpowiedział: „Bóg stworzył muzykę, a ludzie podzielili ją na kategorie”. Myślę, że ten cytat odpowiednio sparafrazowany może też być ilustracją dla problemu podziału mody na konkretne style. Jaki to ma sens? Czemu ma to służyć? Tym bardziej dziś, kiedy wszystko jest na wyciągnięcie ręki, a świat przypomina globalną wioskę nie ma to chyba większego sensu…

  • http://modologia.blox.pl/html modologia

    Cytat trafiony :) Tak sobie myślę, że z jednej strony takie porządkowanie danego zagadnienia ma być pomocne, aby potencjalni zainteresowani tematem nie musieli przekopywać się przez całość dostępnych materiałów i samodzielnie formułować opinii – ktoś nazwie sprawę za nich. Do tego łatwiej jest się ustosunkować i jest się na czym oprzeć w dalszej dyskusji. Z drugiej strony jednak, kategoryzowanie z góry skazuje na uproszczenie i często na utrwalanie pewnych stereotypowych obrazów. W głowie rośnie mi powoli drugi wpis, więc sobie utnę własny komentarz w tym miejscu.