Recenzja prawdę Ci powie

27 kwietnia 2012

Tak sobie czytam różnorakie recenzje z łódzkiego tygodnia mody (nazwa angielska nie chce mi przejść przez palce na klawiaturę…) i wydaje mi się, że osoby recenzujące (opisujące?) pokazy dotykają pewnych wspólnych obszarów bez względu na osobę projektującą ubrania (dalej zwaną OP), innymi słowy: posługują się pewnymi terminami-wytrychami, które wedle własnego zdania i sumienia wykorzystują na korzyść bądź niekorzyść opisywanej kolekcji. O co chodzi?


Wydaje mi się po owej lekturze recenzji, że w recenzji zwraca się uwagę na następujące aspekty:



  • czy OP dała widowni pewne zaskoczenie (najlepiej pozytywne, choć zaskoczenie in minus to też zaskoczenie) – czyli co? Czyli pojawiło się coś nowego – w końcu moda zmianami stoi, ale takie naprawdę nowe, a nie coś, co już na wybiegu widziano, bo wtedy nie ma mowy o …

  • …kreatywności. Słowo-klucz. Podstawą pracy OP jest kreatywność, jej brak obniża rangę OP, a docelowo zapewne i sprzedaż. Odgrzewanych kotletów nie chce nosić nikt. Choć z drugiej strony, jeśli coś już było u danej OP na wybiegu i pojawia się znowu, to mamy…

  • … rozpoznawalny styl. To już coś. Chyba wierność raz wybranemu pomysłowi na własną twórczość jest czymś cennym. Jednak gdzie przebiega granica między „rozpoznawalnym stylem” a „powtarzalnością” w sensie: to „naprawdę nic nowego”? Odpowiedź na to pytanie wciąż jest dla mnie zagadką. Jeśli rozpoznawalnego stylu jeszcze nie ma, to mamy…

  • … poszukiwanie stylu. To jest najwyraźniej dobre, jeśli OP jest młoda, nie ma zbyt wielkiego doświadczenia, „widać”, że się uczy, a w myśl „szukajcie, a znajdziecie” być może dobrze rokuje na przyszłość. Czasem jednak poszukiwanie jest uznane za zbyt wtórne, by mogło być docenione i wówczas najlepiej cofnąć się we własnym uznaniu siebie za OP, i cofnąć się do etapu rzemieślniczego. Bo…

  • … wykonanie – to kolejna istotna rzecz. W odczuciu osoby to piszącej nawet najistotniejsza, bo wizja ubrania, które w najmniej oczekiwanym momencie pęka nie jest szczególnie kusząca. Dobrze wykonane ubranie jest dobrą podstawą dla dobrej recenzji. Dobre rzemiosło zawsze się obroni. Niemniej odnoszę wrażenie, że rzemiosło jest jednak mniej istotne niż…

  • … inspiracja. Jak ja coraz bardziej nie znoszę tego słowa. Zacznijmy od krótkiego pytania: co sprzedaje kolekcję: same ubrania? Czy może ich opis? Marketingowo niby najlepiej połączyć jedno i drugie (moja prywatna opinia), ale od czasu jak przeczytałam opis „inspiracji” dostępny na stronie tej firmy w postaci: „Kolekcja została zainspirowana fakturą opadających piór, na bezwładnie ułożonym ciele martwego ptaka” jestem nastawiona nieco sceptycznie w kwestii opisów. Oczywiście, nie musi mi się podobać i oczywiście mam prawo do własnej, subiektywnej opinii, że nie chcę nosić ubrań, które zostały zainspirowane martwym ptactwem. Niemniej przyznaję, że choć opis do mnie nie przemawia, to nie mogę odmówić mu pewnej oryginalności i efektu w postaci: zapamiętałam tę firmę. Czyli 1:0 dla firmy ;) Ale najwyraźniej każda kolekcja musi być czymś zainspirowana i słusznie jest ubraniom dorabiać historię, bo oglądający i potencjalni klienci kupują przecież nie tylko rzecz, ale historię. Tu skończę dywagację, bo to jest pomysł na osobny wpis, który rośnie mi w głowie. Co jeszcze zostaje? Hmm…

  • … spójność. Najwyraźniej spójność kolekcji jest kolejnym elementem niejako predestynującym do zyskania plusa w opinii osób recenzujących. Bo jak elementy wyglądają jak pochodzące z różnych parafii, parafii zbyt daleko od siebie leżących, to czasem jest dramat. Brak spójnej wizji, no co to ma być? No chyba, że brak spójności jest elementem spajającym (czyli nie wiadomo do końca, o co chodzi, a jak nie wiadomo, o co chodzi, to pewnie to jest postmodernistyczne, ha!)

Tyle moich spostrzeżeń. Na koniec swoista wisienka na torcie, czyli kategoryzowanie osób recenzujących pokazy mody: mamy blogerki (przypadkiem same kobiety) i ekspertów (przypadkiem samych mężczyzn). Rozumiem potrzebę porządkowania, sama mam niejaką manię w tym zakresie, niemniej: litości! Trochę wychodzi na to, że blogerki to taka osobna grupa recenzentek, która jak widać na modzie się zna, ale na miano „eskpertek” póki co nie zasługuje. I absolutnie idiotycznie wyszło (wyszło jak wyszło), że panie są po jednak stronie, a panowie po drugiej.


Bez względu na rodzaj uwag wypisanych powyżej dziękuję wszystkim, którym chciało się zasiąść przed komputerami i opisać, co widzieli, co o tym myślą i dlaczego tak, a nie inaczej. Dzięki recenzjom i towarzyszącym im zdjęciom osoby nie biorące udziału w tygodniu mody mogą poznać różne punkty widzenia i docelowo wyrobić sobie opinię własną. Dziękuję :)

  • http://www.blox.pl/html?page=userProfilePreview&username=muzealnemodyblogspotcom muzealnemodyblogspotcom

    W takim razie pozdrowienia od BLOGERA, nie eksperta :)))

  • http://modologia.blox.pl/html modologia

    @muzealnemodyblogspot: wszak trzeba znać swoje miejsce w szeregu ;)

  • http://www.efektyuboczne.blogspot.com/ efekty_uboczne

    Haha, trafna uwaga wobec podziału eksperci/blogerzy i ciekawy „zbieg okoliczności”, jeśli chodzi o płeć. Mnie trochę bawią reakcje projektantów, naburmuszanie się, jeśli ktoś napisze coś złego… a blogi to nie dziennikarstwo, subiektywna opinia to subiektywna opinia. Nie widzę w tym nic złego, bo w końcu blogerzy, całkiem przypadkiem, to też potencjalni konsumenci.

  • http://modologia.blox.pl/html modologia

    @efekty_uboczne: owszem, blogosfera to grupa potencjalnych konsumentów, ale równocześnie uważam, że eksperci w takim samym stopniu są konsumentami. Plus jedna i druga grupa produkuje tekstu dla konsumentów. A czytając różnorakie recenzje pomyślałam sobie, że gdyby odciąć od tekstu pseudonimy blogerek i nazwiska ekspertów, pozbawić tekst końcówek wskazujących na płeć autora/autorki, to ciekawe byłoby, które recenzje uznano by wówczas za „blogerskie”, a które za „eksperckie”?

  • http://www.efektyuboczne.blogspot.com/ efekty_uboczne

    A to prawda! Myślę, że mało kto by podołał, wykluczając tych, którzy mają wyjątkowo charakterystyczny styl i po pierwszym zdaniu wiadomo, „kto pisze” ;)