Pokonferencyjne refleksje

17 maja 2012

W poprzednim tygodniu zapowiadałam wyjazd na wrocławską konferencję „Media Moda Wizerunek” - no i udało mi się na nią dojechać. Wróciłam zmęczona (to dobry objaw) i pełna różnych przemyśleń. Minął tydzień, emocje opadły, czas na małe podsumowanie.


Podobno żyjemy w kraju, w którym ludzie pasjonują się prognozami pogody, więc zacznę tak: pogoda we Wrocławiu była rewelacyjna. A konferencja jak?


Zasadniczo konferencja była podzielona na dwie części: wystąpienia i bankiet.


Jeśli chodzi o wystąpienia, to z sesji plenarnych bezapelacyjnym numerem jeden został dla mnie pan Jacek Kłak, który szefuje łódzkiemu tygodniowi mody. Dlaczego? Bo jego wystąpienie było konkretne, merytoryczne i na temat. Mówił o projekcie, a nie o sobie. Skupiał się na pozytywnych stronach przedsięwzięcia, ale nie ignorował pojawiających się problemów. Nie użył też ani razu słów „walka” czy „przeciwnicy” mówiąc np. o zdobywaniu środków finansowych na zorganizowanie imprezy czy nawiązując do sytuacji wielości imprez promujących osoby projektujące ubiór w Polsce. Bardzo mi to jego podejście do tematu odpowiadało i potwierdziło moje wyobrażenie jego osoby, które sobie do tej pory wyrobiłam. Jeśli ktoś jeszcze nie czytał, świetny wywiad z panem Kłakiem znajduje się na stronie Ultra Żurnalu.


Bardzo podobało mi się również wystąpienie pana Romana Ziai, który opowiadał o roli agencji modelek w przygotowaniu modelek do pracy w modelingu oraz jego przykłady, jak modelka może wyróżnić się spośród setek innnych biorąc udział w castingu. Sposób, w jaki o tym opowiadał pokazywał, że praca agencji to zdecydowanie więcej niż bycie „stajnią” dla ładnych buziek, a sama praca modelki to przede wszystkim ciężka praca niż świat spełnionych marzeń. Od kilkunastoletniej istoty o ładnej twarzy wymaga się dojrzałości trzydziestopięcioletniej kobiety – niby oczywiste, ale nazwane po imieniu pokazuje skalę wymagań. Dla mnie to była nowość, bo o modelingu wiem, że modelki istnieją, nigdy nie zgłębiałam tego, jak to się dzieje, że trafiają na wybieg. Teraz tym bardziej im nie zazdroszczę.


Z kolei najbardziej rozbawiła mnie uwaga pani redaktor magazynu „WOW„, Beaty Łańcuchowskiej, która z niejakim zawodem w głosie stwierdziła, że we Wrocławiu nie ma paparazzi. A może to raczej atut tego miasta? Kontekst tych rozważań był mniej więcej taki, że jak Katarzyna Cichopek przyjechała do Wrocławia na otwarcie siłowni, to przyszło (uwaga! lepiej usiąść!) 12 osób. Być może małe zainteresowanie to nie brak paparazzi we Wrocławiu, ale tego, że Wrocławianie i Wrocławianki mają szeroką ofertę innych sposobów spędzania wolnego czasu, nieco bardziej atrakcyjnych niż wizyta celebrytki. Innymi słowy: kolejny punkt dla Wrocławia zdobyty. Przy okazji linkowania strony magazynu zauważyłam, że jego podtytuł to „fashion & dreshion” – gdyby mnie ktoś oświecił, co znaczy ten drugi człon, to byłabym zobowiązana.


Zbiegiem okoliczności, na wystąpienia pana Romana i pani Beaty zwróciła też uwagę Rykoszetka, jej spostrzeżenia możecie przeczytać tu.


Z sesji plenarnej narodził się też pomysł na osobny wpis, już nie o samym wydarzeniu, ale o pewnej „kontrowersyjnej” kwestii – pojawi się już niedługo.


Po sesji plenarnej nadszedł czas na tzw. obrady w sekcjach. I tu ostatecznie zrobił się mały klops, bo – jak pisałam – założeniem konferencji było połączyć osoby zajmujące się szeroko rozumianą modą, czy to przez organizowanie wydarzeń, czy przez pracę w prasie, czy na uczelniach. Założenie nadal uważam za świetne podejście, ale w praktyce okazało się, że w poszczególnych sekcjach pojawiły się osoby związane przede wszystkim z danym tematem i nim właśnie zainteresowane, czyli dalej praca toczyła się wśród osób zainteresowanych mniej więcej tym samym. Zatem siedząc w sekcji „Media Moda Sztuka” nie wiem, co działo się w innych, z prostego faktu: to fizycznie niemożliwe. I tego mi akurat bardzo szkoda, bo chciałabym wysłuchać również pozostałych osób. A tak mam obraz jednej trzeciej całości.


Zarzut, że nie mogę się roztroić w żaden sposób nie był zależny od organizatorów, pretensje mogę mieć tylko do siebie. W przyszłości może warto rozważyć zorganizowanie jednak dwudniowej konferencji.


Poza tym było też parę spraw technicznych, które jednak od organizatorów zależały i które – jeśli konferencja ma być powtórzona (i mam nadzieję, że będzie) – można poprawić. Przede wszystkim: za mało czasu na dyskusję po zakończeniu sesji plenarnych. W sytuacji, gdy prelegent/ka, który/a odpowiada na pytania rozwlekle, czas przeznaczony na dyskusję to jedno-dwa pytania. Według mnie to zdecydowanie za mało, a dyskusje naprawdę ciekawie sie rozwijały.


I sprawa druga: wszystkie osoby występujące na konferencji dostają program z wyprzedzeniem, w którym widać czarno na białym, że na wystąpienie jest 20 minut. Nie wytykając palcami kto, kiedy i jak wiele zabrał czasu przeznaczonego na wystąpienie kolejnej osoby, chciałabym poddać pod rozwagę następujący pomysł, który mój znajomy podpatrzył „na zachodzie”: skoro prelegenci wiedzą, ile mają czasu, to po przykładowo 20 minutach, kiedy przekroczą przeznaczony im czas, po prostu wyłącza im się mikrofon. Sorry Winnetou – jak mawiała moja dentystka. Być może jest to rozwiązanie radykalne na polskiej ziemi, niemniej na co zwraca ono uwagę? Jeśli wiesz, że masz X czasu do wykorzystania i nie potrafisz zmieścić się w tym czasie, to znaczy, że: 1) nie jesteś dobrze przygotowany/a do wystąpienia; 2) nie szanujesz czasu i pracy włożonej w wystąpienie innych osób występujących w twojej sekcji; 3) nie szanujesz pracy organizatorów, którzy kierowowani określonymi względami stworzyli takie, a nie inne ramy programu, których należy się trzymać. Niby oczywiste, a jednak dla niektórych nie do przeskoczenia. Zawsze mnie to wnerwia na konferencjach, więc to nie jest tak, że tylko w tym przypadku się czepiam – czepiam się zawsze. I to zasadniczo nie jest uwaga do osób organizujących konferencję, ale bardziej do występujących – może ktoś przeczyta ;)


Zasadniczo z części pierwszej wyszłam z przekonaniem, że tort z napisem „moda” jest na tyle wielki, że starczy dla każdego. Pomyślałam też, że jednak trzeba będzie zrobić „modologii” profil na fejsbuku, jeśli ma się rozwijać.


Zwieńczeniem konferencji był bankiet połączony z pokazem mody. Część nieoficjalną wspominam bardzo miło – nakarmiona świetnymi przekąskami (wybór padł na zakąski, co do których mogę napisać: nie do końca wiem, co zjadłam, ale było pyszne) i napojona malibu (drink jak drink, ale obsługa towarzysząca malibu – pierwsza klasa!) plus wyostrzona (a jakże…) świadomość, dlaczego nie piszę o pokazach mody. A dlaczego?


Podczas pokazu zaprezentowały się cztery firmy: Orsay, Miss Sixty, Ne Comme Ca oraz Penny Black. Między nimi jedną-dwie piosenki zaśpiewała Alicja Janosz. Podczas pokazu dotarło do mnie, że nie jestem w stanie wyjść poza mocno subiektywne odczucie: „to mi się podoba” czy „tego nigdy nie założę”. Patrzę na ubiory przez pryzmat moich osobistych preferencji. Przykład? Nie lubię czerni, uważam, że w większości przypadków jest nudna, jej popularność jest przereklamowana, a w dodatku trudno w niej dobrze wyglądać, bo przy kiepskim makijażu wyciąga wszystkie niedoskonałości twarzy. Gorszy kolor to już tylko beż ;) Zatem jak widzę pokaz Ne Comme Ca, podczas którego na wybiegu dominuje czerń, to z punktu jestem znużona. W swoich wyborach kieruję się kolorem. Nie potrafię napisać, czy kolekcja była „dobra” czy „zła”, bo nie pasuje do moich preferencji (co jest żadnym kryterium jakości kolekcji). Analogicznie: zestawienie kolorów w pokazie Penny Black w kilku przypadkach bardzo mi się spodobało. Część zdjęć z pokazu możecie zobaczyć tu. No i co to za recenzja?


Inną sprawą, która mnie zastanowiła w sprawie pokazów, to informacja z wystąpienia Bereniki Czarnoty opowiadającej o marce Orsay. Ta marka stworzyła profil swojej klientki i określiła jej wiek na 25-36 lat (plus minus 2-3 lata, nie zapisałam dokładnie). To mnie zaskoczyło, bo na tyle, na ile znam sklepy Orsay, to wydawało mi się, że są skierowane do grupy docelowej tak z dziesięć lat młodszej. Ponieważ znajduję się w grupie, w którą Orsay celuje (zgodnie z uzyskaną informacją), to po pokazie stwierdziłam, że to nie jest dla mnie – z jednym małym wyjątkiem, czyli chabrowym żakietem. W pozostałych ubraniach wyglądałabym jakbym ściągneła je z młodszej siostry.


Utwierdziłam się zatem we własnym przekonaniu, że recenzji z pokazów to raczej długo pisać nie będę, chyba że będą to jakieś ogólne refleksje. I pod hasłem owej ogólności chciałabym napisać, że szalenie spodobała mi się fuksja na ustach modelek. Kosmetyków do makijażu dostarczała firma Bell, więc będę się w drogeriach rozglądać za tym fuksjowym czymś na usta (rany, nawet nie wiem, czy to był błyszczyk, czy pomadka, czy pomadka posmarowana błyszczykiem, bo usta lśniły). Pozostając jeszcze na chwilę przy samych modelkach: wciąż mnie dziwi, że one się nie uśmiechają. Usłyszałam uzasadnienie, że podobno nie mogą, bo uśmiech zwraca uwagę na osobę, a odwraca uwagę od stroju i być może to i racja. Nie mam niestety porównania z pokazem, na którym modelki uśmiechałyby się od ucha do ucha, ale wydaje mi się, że widok osoby uśmiechniętej jest bardziej zachęcający do kupna ubioru, bo pozostawia wrażenie, że dziewczyna dobrze się w nim czuje – a tak bez uśmiechu to wygląda trochę jakby była na wybiegu za karę. (I w ten sposób zdobyłam szczyty subiektywnej oceny, więc czas może na podsumowanie).


Przede wszystkim: pomysł zorganizowania konferencji o takim profilu jest bardzo dobry i trzymam kciuki za to, że będzie kontynuowany. Ewentualne niedociągnięcia, które pozwoliłam sobie wytknąć, to żadne wielkie sprawy, można z tym żyć – ale zawsze może też być lepiej. Patrząc na listę zaproszonych gości, zdobytych sponsorów i ogólną ocenę wydarzenia można pogratulować Organizatorom: widać, że w to przedsięwzięcie włożono dużo pracy i dużo serca. Natomiast wszelkie uwagi krytyczne można przekuć w przyszłości na kolejne mocne strony. Tak to widzę :)


Relację z konferencji znajdziecie również na profilu konferencji na fejsbuku oraz na stronie wrocławskiej „Gazety Wyborczej” (jak starczy czasu, doczytajcie i komentarze). Jest też krótka notka na stronie babskie.tv. Podaję celem uzupełnienia mojej subiektywnej relacji.


P.S. Następnym razem chyba zrobię z takiej relacji ze dwa-trzy posty – a na początku nazwałam to podsumowanie „małym”… ciekawe, jak wyglądałoby „duże”? ;)

  • http://www.welldressedmind.blox.pl/ well-dressed_mind

    A czy rozdawano jakieś materiały dydaktyczne (np. streszczenia wszystkich prezentacji), którymi mogłabyś się podzielić? ;)
    PS. Jak już założysz profil na FB, daj znać, bo mnie to słabo idzie…

  • http://modologia.blox.pl/html modologia

    @well-dressed mind: nie rozdawano, właśnie sobie zdałam z tego sprawę. Szkoda, bo przynajmniej zostałyby abstrakty z tego, co mnie ominęło. Ale skoro już o tym mowa, to liczę, że z Mediolanu przywiozę jakieś materaiły, więc może wtedy będzie co dzielić ;) Profil najwcześniej w lipcu, dam znać na pewno :)

  • http://www.welldressedmind.blox.pl/ well-dressed_mind

    Nooo taaaak, bo Ty jeszcze masz ten Mediolan! Zazdrość do kwadratu! :)

  • http://www.efektyuboczne.blogspot.com/ efekty_uboczne

    Długie, ale ciekawe przemyślenia o konferencji. Ciężko cokolwiek napisać, jeśli się na niej nie było, ale… myślę sobie o firmie Orsay i …. sama nie wiem. W ich sklepach raczej nic dla siebie nie widzę, ale pokaz na FW – wow, naprawdę sporo rzeczy mi się podobało + bardzo miłe dla oka stylizacje. No sylwetka 26, z kożuszkiem i maxi skirt to miód – pozwalam sobie wrzucić linka : http://www.marekmakowski.pl/galeria/2012.04.20-FWP-DA-06-Orsay.html

  • http://modologia.blox.pl/html modologia

    @efekty_uboczne: no i jeszcze jeden powód, dla którego nie będę się silić na recenzje, czyli nieznajomość najnowszych kolekcji ;) Dzięki za linka. Sylwetka 26 – jeśli chodzi o kroje i połącznie różnych faktur, to dla mnie plus, ale kolorystyka… jak dla mnie spódnica mogłaby być pastelowo-morelowa, kurtka w jakimś indygo lub kobalcie, a sweter – odpuszczę, niech będzie kremowy, ale z jakimś malinowym akcentem, choćby serce ;) Albo malinowy sweter w białe grochy – tak to widzę ;) I jaskrawożółta torebka do tego. Buty mogą wtedy być w jakimś cielistym kolorze, niech stracę.