Styl dla zaawansowanych

29 maja 2012

Zacznijmy od tego, że z zasady uważam kupowanie książek z fotografiami przedstawiającymi ciekawie ubranych ludzi złapanych na ulicy za wydatek bezsensowny, bo po co kupować, skoro można obejrzeć na blogu i nie zajmować miejsca na regale takową pozycją. Niemniej, cechuje mnie wybiórcza konsekwencja i jakkolwiek z powyższym stwierdzeniem dalej się zgadzam, to naturalnie jest i wyjątek.

Wyjątek dotarł do mnie już w czwartek, ale najpierw jednak chciałam poznać kilka Waszych historii, a dopiero potem zająć się książką. Otóż nie mogłam się oprzeć (dobra, nawet szczególnie nie próbowałam się opierać) zakupowi książki „Advanced Style” – do tych pań mam po prostu słabość i stwierdziłam, że „muszę ją mieć” (W sumie wpisy o książkach mogłby być prezentowane w kategorii „new in” jak to podpatrzyłam na blogach ze stylizacjami: najpierw pokazywałabym Wam, że mam nową książkę – ujęcie na tle parkietu pamiętającego wczesne lata osiemdziesiąte – a dopiero w kolejnym wpisie pisała o zawartości. Daje to dwa wpisy zamiast jednego, co ratuje okresowy brak kreatywności pt. „o czym by tu dziś napisać?”. Przemyślę to sobie. Koniec złośliwości.)

Źródło: http://advancedstyle.blogspot.com/2011/09/advanced-style-bookavailable-for

Jeśli jakoś tak się złożyło, że nie znasz bloga „Advanced Style”, zajrzyj tu.

Oczywiście, mam wśród owych Pań swoją ulubienicę, jest nią 91-letnia obecnie Ilona Royce Smithkin. Pani skradła moje serce trzepocząc niesamowitymi rzęsami, wyznając podobne do mojego (czy raczej ja wyznaję podobne do jej) umiłowanie do żywych kolorów i łączenia ich ze sobą w sposób nieskrępowany jakimiś durnymi zasadami. No i jej opinia na temat tego, że ktoś Ci mówi/pisze, że w tym sezonie naprawdę „musisz to mieć” to stwierdzenie, pod którym podpisuję się nogami i rękami. Rozwinięcie powyższych myśli jest w poniższym filmiku:

Źródło: http://www.youtube.com/watch?v=RlqBRHBJZCo

No czy można nie ulec jej urokowi? ;)

A wracając do książki: zdjęcia są przeplatane krótkimi historiami osób przedstawionych na fotografiach. Mnie trochę mało tych historii, a poza tym i tak większość znam już z bloga. Ale chciałam mieć tę książkę i mam, i to mnie cieszy (plus załapałam się na atrakcyjną cenę w przedsprzedaży, za cenę podaną na okładce książki nie skusiłabym się na zakup).

Na samym końcu książki znajduje się wywiad, który z Iloną przeprowadziła Dita Von Teese. I to jest chyba jedyny fragment książki, który mnie trochę rozczarował. Bo pytania są dosyć banalne i nie ratuje tego nawet osobowość Ilony, Dita trochę za dużo mówi o sobie – jakby zapomniała, że to nie ona odpowiada na pytania, tylko je stawia. Gdyby zamiast wywiadu na końcu książki pojawił się zapis tego, co Ilona mówi o sobie w powyższym filmiku, to byłoby dużo ciekawsze. Jest też zdjęcie, na którym obie panie są razem: i tutaj też jeden do zera dla Ilony. Kolorowa, pomarszczona, z rozdziawioną paszczą gotową zaraz pociągnąć łyk z trzymanego w ręce drinka (a w paszczy można dojrzeć i jakiś złotawy ząbek), a obok wyprasowana na gładko twarz Dity zrobiona na gejszo-lalkę (tak dla mnie wygląda jej twarz na tym zdjęciu), z wystudiowanym, stonowanym uśmiechem.

Ilono, jak dorosnę, to chcę być taka jak Ty!

P.S. Ari Seth Cohen, twórca bloga Advanced Style, zbiera teraz pieniądze na film o swoich bohaterkach. O szczegółach możecie doczytać tu.

  • http://www.efektyuboczne.blogspot.com/ efekty_uboczne

    Bardzo pozytywna Pani – jak większość Pań z AS ;) Uwielbiam takie radosne zdjęcia i zgadzam się ze stwierdzeniem, że trzeba się ubierać tak, by czuć się dobrze i być sobą (btw stwierdzeń – „i am between 50 and death” – muszę zapamiętać na starsze lata, genialne :)).

  • Mikolaj @ WelnianyRynek.pl

    Muszę powiedziec, ze nie zgadzam sie z pierwszym akapitem. Obejrzeć na ekranie – to jedno. Pomiętosić w rękach, a potem odłożyć na stolik – to juz zupełnie inna bajka!

    • http://www.modologiablog.pl/ modologia

      Jako skończona książkofilka generalnie też tak uważam i nie potrafię się przestawić na czytniki. Ale książki z fotografiami dostępnymi na blogu to inna sprawa – zawsze się trochę czuję nabijana w butelkę, szczególnie jak zdjęcia znam z bloga. Jak nie znam, ok, płacę z radością :)