Jak to robią w Mediolanie

21 czerwca 2012

Konferencja w Mediolanie – to brzmi nieomal dumnie ;) Aż się człowiek wewnętrznie nieco puszy. A jak wygląda to w praktyce?

Na powitanie dostaliśmy zestaw konferencyjny w torbie wyprodukowanej przez więźniów. Projekt, w ramach którego torba powstała, nazywa się „made in carcere”. Szkoda, że strona www oraz strona na fejsbuku są tylko po włosku, bo informacji o tym projekcie mam tyle, co na metce w torbie: torba powstała z recyclingowanych (polskie słowo?) materiałów i najwyraźniej ich produkcja daje coś w rodzaju „drugiej szansy” produkującym je więźniom.

Jak na ofiarę posiadania rzeczy niepowtarzalnych przystało, zapytam: ile osób może się pochwalić taką torbą? W Polsce (jak naliczyłam) jakieś pięć wliczając w to mnie. Punkty lansu są? Są. A jeśli przy okazji owi więźniowie czują się potrzebni, to czemu nie? Może torba nie stanowi oszałamiającego przykładu produktu porażającego swoją urodą (ba, napisałabym nawet, że to rażący przykład minimalizmu: kieszeń główna składa się z dwóch prostokątów, torba ma dwa uchwyty – jeden na ramię, drugi do ręki, a jedyną ozdobę stanowi metka „made in carcere”, obrzucone wszystko owerlokiem coby się nie pruło i wuala!), ale trudno taki „gadżet” przeoczyć, a na pewno zapamiętuje się go lepiej niż morze ulotek z różnych wydawnictw.

W dalszej kolejności pojawia się odkrycie, że rozmawiamy o modzie na uniwersytecie katolickim, to naprawdę trudno przeoczyć:

A kiedy do tego pojawia się referat z Davidem Bowie na pierwszym planie, to już naprawdę robi się zabawnie, choć akurat moje ujęcie jest mało prowokujące, bo akurat uchwyciłam mało kontrowersyjną okładkę albumu Davida – wyobraźcie sobie zatem, że obok wielkiego krzyża na ścianie wisi sobie David Bowie w sukience, w stylizacji mocno androgynicznej. To się nazywa zderzenie kultur (a przy okazji – jakkolwiek sytuacja była komiczna dla publiczności, nikt głośno z tego tytułu się nie oburzał – być może konferencjujące istoty nie mają uczuć religijnych…).

Co było jednak najcenniejsze, to wystąpienia głównych gości: Valerie Steele, Petera McNeila i Christophera Brewarda. To jest ten rodzaj mówców, których słucha się z przyjemnością. Nie „czarują” skomplikowanym słownictwem, ale ogromną wiedzą i lekkością wypowiedzi. Gdyby tylko ich troje mówiło przez trzy dni, to byłby to przysłowiowy cud i miód. I nie chodzi o to, że ich referaty odkrywały jakąś wiedzę nieznaną, ale nie było w nich cienia zadufania, mniej lub bardziej widocznego przekonania o własnym autorytecie czy wreszcie mówienia o sobie zamiast o temacie wystąpienia. Żaden nimb niedostępności ich nie skrywał, to byli po prostu uczestnicy jedni z wielu, tylko akurat przemiawiali w większej sali. Taka normalność i zwyczajność.

Duży plus: wszystkie abstrakty oraz pełne (w przypadku głównych gości) oraz skrócone (dla pozostałych chętnych) treści wystąpień dostaliśmy na pendrivie, co osładza żal, że nie można być na wszystkich wystąpieniach i trzeba dokonać wyboru, dokąd iść, a co olać. Zatem drżyjcie, bo przede mną lektura zatytułowana „Metafizyka blogowania” – liczę, że po takim tytule objawienie gwarantowane ;)

A skoro o blogach modowych była mowa, to akurat na te sesje się wybrałam. I pomijając kwestię osób, które z prędkością karabinu odczytały swoje wystąpienia, więc słuchający oględnie rzecz ujmując niczego z tego nie wynieśli, to najciekawsze było dla mnie to, że poza jedną osobą, która badała blogerów wysyłając im do wypełnienia ankiety na swój temat, pozostali opisywali zjawisko blogów modowych, ale nie skonfrontowali swoich „odkryć” z opisanymi osobami (być może obróciłoby to w perzynę całę badanie, kto wie). Od razu przypomniały mi się badania antropologów, co to już dosyć dawno temu jeździli w dzikie knieje i obserowali ludzi nieskażonych cywilizacyjnym dobrodziejstwem – patrzyli, notowali, wracali do tych swoich uniwersytetów i mówili „tak oto tam jest”. Być może moja interpretacja zyska coś po przeczytaniu wspomnianej wyżej „Metafizyki…”, ale nie obiecuję sobie zbyt wiele.

Zasadniczo nie jest chyba w dobrym tonie zwracać na takie szczegóły uwagę, ale po prostu musiałam o to zapytać. Skoro opisywanie blogosfery ma mieć jakiś sens i opisywane obiekty żyją i mają się dobrze, to myślę, że dobrze byłoby skonfrontować swój „naukowy” opis z tym, co ów obiekt opisywany myśli. A tak to mamy blogerów po jednej stronie, a naukowców po drugiej i zero punktu stycznego. I co to niby daje?

Do innych wystąpień na pewno jeszcze wrócę, ale póki co wzywa mnie inna robota. Na zakończenie jeszcze mała kulinarna uwaga: dieta złożona z makaronów i rogalików (tfu, cruasantów) ewidentnie mi służy ;) Załączyłabym i tutaj stosowny obrazek, ale zdjęcie pt. „blogerka+latte” jest tak ograne, że po prostu nie mogę Wam tego zrobić ;)

Wróciłam za to z nową książką pt. „Critical Studies in Fashion and Beauty”, więc ilość pomysłów na kolejne wpisy wyprzedza możliwości czasowe ich wyprodukowania. Zapowiada się interesująco (znaczy się książka, a wpisy to różnie bywa ;)):

Źródło:http://www.borders.com.au/product-reviews/critical-studies-in-fashion-and-beauty/32533616/

P.S. A pro pos tworu „cafe latte macchiato” – coś takiego we Włoszech nie istnieje. Pan barista miał ubaw po pachy, gdy zamówiłam tenże twór. Zrobił miejsce przed sobą na barze i wytłumaczył: albo jest  ”cafe latte”, czyli nasza kawa z mlekiem, albo „latte macchiato”, czyli kawa z dużą ilością mleka zwieńczona mleczną pianką. „Cafe latte macchiato” nie istnieje w Italii! Ale w Poznaniu spokojnie je sobie w niedzielę wypiłam. Podróże kształcą.

  • http://www.blox.pl/html?page=userProfilePreview&username=muzealnemodyblogspotcom muzealnemodyblogspotcom

    Valerie Steele zazdroszczę… W tamtym roku zapisałem się na spotkanie przez nią prowadzone, ale niestety się rozchorowała i niestety zastąpił ją ktoś inny….
    Mam nadzieję, ze będę miał jeszcze okazję ją poznać (zobaczyć) :))

  • http://modologia.blox.pl/html modologia

    @muzealnemody: a zazdrość, zazdrość, bo jest czego – wystąpienie było świetne :) No i mam je również na papierze :)

  • http://www.efektyuboczne.blogspot.com/ efekty_uboczne

    Świetnie to wszystko wygląda i brzmi (o ile czytanie w mojej głowie może brzmieć;)),uwaga o porównywaniu badań z rzeczywistością trafna. Kiedy byłam w Norwegii, trafiłam na spotkanie z panią, która robiła dr o blogach norweskich szafiarek. I kiedy powiedziała, że to norweski fenomen (odnośnie ich popularności), zgłosiłam się, mówiąc, że „u nas w Polsce” też całkiem nieźle się mają. Pani na to się obraziła, obruszyła i powiedziała, że wcale nie, bo u nich,to w każdej gazecie i w każdym programie telewizyjnym słychać coś o blogerkach, a u nas nie. No i wiedziała lepiej a z rzeczywistością spotkać się po prostu nie chciała ;)

    A co do metki made in prison – teraz mnie tak naszło, że w zasadzie to mogłoby ironicznie zastąpić made in china…

  • http://modologia.blox.pl/html modologia

    @efekty_uboczne: Twoje podsumowanie co do metki po prostu mnie zastrzeliło…