Gabinet osobliwości

27 czerwca 2012

Na drugi ogień idą projekty powstałe w ramach Pracowni Ubioru Unikatowego.

Pierwszy z nich to tytułowy „Gabinet osobliwości”, który stworzyła Łucja Pohl. Znowu mamy pole do interpretacji szeroko otwarte, bo poza tytułem żadnego opisu nie odnalazłam.

Ponieważ dopiero co psioczyłam na nudę zestawień czarno-białych, to w tym przypadku mogę to odszczekać. Być może „osobliwość” tych projektów tak na mnie wpływa, ale patrzę na nie i mnie nie nudzą. Skoro ma to być ubiór unikatowy, to moim zdaniem jest on taki. Czyli do noszenia to się raczej nie nadaje, ale zabawę z fakturą tworzywa uważam za udaną. Są lekkie sznureczki i ciężki „tułów”, jakiś taki guzkowaty, spętlony, poszarpany, wydaje się nawet trochę kłujący, ale nie pozostawia mnie obojętną. I w sumie to nawet nie wiem dlaczego. Niemniej spośród ubiorów unikatówych to – moim zdaniem – najlepszy projekt. Ma owo „coś”, co sprawa, że wracam do niego myślą, i zastanawiam się „a jak to?”, „a po co?”, „a z czego?”…

Autorka osiągnęła efekt, który możecie zobaczyć na zdjęciach. I owszem – zdaję sobie też sprawę z własnego ograniczenia w ocenie tego projektu, który polega na tym, że skoro nie mam tej „tajemnej” wiedzy wyjaśniającej mi jasno jak powstał „Gabinet osobliwości”, to ten nimb niedostępności powoduje, że i mój podziw jest większy. Tym samym do projektów wykonanych za pomocą maszyny do szycia mam dużo mniej wyrozumiałości, bo wiem do czego służy. Zatem: czy ten dyplom jest mniej wyjątkowy niż mi się wydaje? Oceńcie sami, ja jestem na tak.

Po kolejnym przemyśleniu dochodzę do wniosku, że walor tej pracy polega dla mnie na tym, że on drażni moją wyobraźnię w jakiś taki nieoczywisty sposób. Niestety, najwyraźniej jestem w tym pukncie zbyt ograniczona werbalnie, żeby to wysłowić. Może się jednak z czasem wyrobię, nie popadajmy w rozpacz.

Tymczasem drugi projekt na dziś (zostaną nam jeszcze dwa, ale nie wszystko naraz ;)) wydał mi się szczególnie osobliwy. Jego autorką jest Marzena Sikora, a praca nosi tytuł: „Modna historia. Damska kolekcja inspirowana krojami Krawieckich Cechów Poznańskich”. Tej kolekcji towarzyszą dwie książeczki z pracami Autorki, które pokazują m.in. jak zdobyła wykroje z zamierzchłych epok z przepastnych archiwum cechu krawieckiego. Dla historyka ubioru to na pewno nie lada gratka.

Mnie natomiast od razu rzucił się w oczy manekin w kapturze – trudno było go przeoczyć, po pierwsze ze względu na centralną pozycję w ekspozycji, a po drugie – ze względu na światło odbijające się w fuksjowej części kaptura. Pojawił się zatem mój wytęskniony „kolor”:

Ponieważ dół tego stroju nieco odstawał, zdecydowałam się na kontakt bezpośreni z projektem (sprawdzając uprzednio, czy mam czyste rączęta, coby nie poplamić dzieła). No i co? Dobra, mam lekkiego hopla na punkcie sprawdzania „jak to jest zrobione” – a tu widzę brak jakiegokolwiek wykończenia. I co z tym fantem? Myślę, że można wybronić to następująco: skoro jest to unikatowy ubiór, do przeznaczenia na przykład jako kostium do przedstawienia teatralnego, to wykończenie jest nieistotne, bo nikt tego nie zauważy nawet z pierwszego rzędu. Zatem po prostu nie ma problemu, a mnie można odchlastać te złośliwe rączki. Może być?

Z drugiej strony od razu przypomniała mi się wystawa kostiumów teatralnych, ktorą obejrzałam niemal rok temu w Wiedniu i informacja o warsztatach Art For Art, które są przenaczone dla osób szyjących właśnie kostiumy dla teatru. Jasne, trudno wymagać, żeby absolwenci jakiejkolwiek szkoły projektowania mieli od razu tak wysokie umiejętności, zasadniczo droga się przed nimi zaczyna, a nie kończy – niemniej chcę też pokazać, jak można iść dalej, jeśli kogoś akurat ta działka interesuje.

Oto dowód mojego nieokiełznanego wścibstwa:

Dla pełnego obrazu: zdjęcie kolekcji z drugiej strony. Widać też leżące przed środkowym manekinem książeczki, o których wspominałam na początku – a swoją drogą, ciekawe czy doleżą do końca wystawy, bo jak pamiętam portfolia młodych projektantów na targach niestety ginęły.

Pytanie: co można zrobić po studiach z umiejętnością odszycia takich szczególnych ubiorów? Czy potem łatwiej szyje się sukienkę na miarę? Czy to po prostu nie ma żadnego związku z dalszą działalnością absolwentów, a dyplomowy ubiór ma po prostu spełniać warunek „unikatowości” i tyle?

  • http://www.blox.pl/html?page=userProfilePreview&username=ubogakrewna ubogakrewna

    „Ubiór” z dywanu. Kojarzy mi się z potarganym dywanikiem z Ikea lub z jysk przerobionym z użyciem niszczycielskich zębów psa. Jeśli autorka sama to utkała to jestem w stanie docenić kunszt wyrobu, bo samo doszycie podszewki do dywanu jakoś do mnie nie przemawia. Ale jeśli potraktować to jako żmudną ręczną robotę to zmienia to mój odbiór tych strojów. Chociaż brakuje mi koloru albo chociaż kwiata/pompona jako dodatku. Lub może zamiast manekina kobiety z wąsem… w końcu miało to być gabinet osobliwości.
    Ubranka z drugiej części bardziej do mnie przemawiają – właściwie to już się w nich widzę, bo i kolor jest (chociaż za mało) i ciekawy kształt. Podoba mi się to body na drugiem zdjęciu do lewej, chociaż lepsze było by pomarańczowo-różowe:)
    Odnośnie pytania – można spróbować założyć małą pracownię i powoli zdobywać klientelę, z czasem wyrobić pozycję na lokalnym rynku i w wieku 50 lat dostać udaru z powodu stresu, który wywołuje prowadzenie własnej firmy:) I zostać pochowanym w jednym z dyplomowych strojów i pięknie i kolorowo wyglądać w trumnie.

  • http://modologia.blox.pl/html modologia

    @ubogakrewna: niezbadane są scieżki naszych interpretacji ;) Niejako z góry założyłam, że to praca własnoręcznie utkana, bo wtedy ma to dla mnie sens. Dla mnie faktura jest wystarczająco bogata, więc kwiatek niekoniecznie do tego widzę – ale nie odczuwam potrzeby żebyśmy się w tej kwestii ze sobą zgadzały ;) Rozumiem, że Ci za mało tytułowych osobliwości?

    Co do zestawienia pomarańcz+róż masz moje pełne poparcie. A co do Twojej odpowiedzi na moje pytanie: ależ powiało sceptycyzmem ;) Nawet ja nie jestem aż taka sceptyczna ;) Dziękuję za uwagi.

  • http://www.blox.pl/html?page=userProfilePreview&username=ubogakrewna ubogakrewna

    @modologia. Skoro własnoręcznie utkana to jakoś to przełknę. Chociaż nadal obstawiam kwiatek dla przełamania surowej formy:)
    Zastanawia mnie brak butów w tych wystawach. Rozumiem, że butów studenci nie robią ale dobrze dobrany but potrafi uratować średnią stylizację (a źle dobrany położyć najlepszą). Czepiam się ale wydaje mi się, że absolwenci powinni pokazywać pełne stylizacje. Czy może pokazują? I jak to wygląda?
    Odnośnie wykończenia – właściwie to sądziłam, że te modele można kupić a okazuje się, że to są tylko prototypy, uszyte tak żeby nie pospadały z manekinów. Trochę słabo jak dla mnie jeśli jest to odzież, w której nie da się chodzić, bo się coś odpruje lub poła płaszczyka podwinie się wyjdzie ewidentne zaniedbanie (a materiały na podszewki da się legalnie kupić). Praca dyplomowa powinna być „dopieszczona”.
    Poproszę o więcej zdjęć żebym mogła się czepiać do woli (a akurat mam czas jutro wieczorem).

  • http://modologia.blox.pl/html modologia

    @ubogakrewna: cóż, dzieli nas „kwiatek niezgody” ;)

    Co do butów, pojawiły się tylko przy jednej kolekcji – Anny Nowakowskiej – choć osobnych zdjęć obuwia nie mam. Nie wiem, czy absolwenci powinni przedstawiać całość stylizacji z obuwiem włącznie, ale zgadzam się, że but może zaważyć na całości.

    Dostałam już informację, że te prace to prototypy właśnie, co ma wytłumaczyć brak wykończenia. Można się z tym zgodzić, lub nie. Część z tych ubiorów to „ubiory unikatowe”, więc raczej z założenia (wedle mnie) niekoniecznie do noszenia na codzień, ale raczej przeznaczone na przedstawienia, lub jako „dzieło” (i nie każ mi rozwijąć tej myśli).

    Co do poprzednich wpisów, to więcej zdjęć się nie pojawi, ale już za chwilę, będzie nowy wpis, więc mam nadzieję, że to Cię zadowoli ;)