Nic dwa razy…

29 czerwca 2012

Katarzyna Cielątkowska: „Kolekcja oparta o zjawisko synestezji, zainpirowana muzyką Leszka Możdżera Nic dwa razy” (tu jest czas na zapoznanie się z definicją słowa „synestazja”, przypomnienie wiersza Wisławy Szymborskiej oraz – jeśli ktoś ma dostęp do utworu Leszka Możdżera – to warto by  i jego wysłuchać / ja nie mam, ale może mnie kto uszczęśliwi?).

Od razu moją uwagę przukuł męski manekin – jedyny na całej wystawie ubiorów. Za to Autorce należy się plus, bo zrobiła coś, co wyróżnia ją na tle pozostałych osób. A chyba chodzi o to, żeby zostać zapamiętanym?

Od razu zajrzałam Panu Manekinowi do kieszeni ;) A tu niespodzianka, bo zamiast „zwykłej” kieszeni, mamy ciekawe rozwiązanie:

Drugi detal to suwak przy nogawce. Tu pojawiła się moją wątpliwość numer jeden: czy spodnie nie są przykrótkie (a może pan manekin jest za wysoki?). I wątpliwość numer dwa, co do której sama nie wierzę, że to piszę: przy tak zdobnej kieszeni, czy suwak przy nogawce to już nie zbyt wiele? Jak dla mnie to są dwa mocne akcenty – i chyba o jeden za dużo. Ale może lektura książki o minimalizmie w modzie XX wieku zaczyna wywierać na mnie swoje piętno?

Z kolei Pani Manekinowa utonęła w czerwieni. Motyw z kieszeni Pana Manekina powtórzony na froncie sukni. Obraz zyskuje szczyptę makabreski, jeśli tylko przyjrzycie się jej dłoniom – choć liczba mnoga w tym przypadku to czysta galanteria:

A tak na marginesie, rzut z tyłu uświadomił mi, że nawet chudej Pani Manekinowej nieudolna fotografka może „zrobić” wielki tyłek (może służyć za przykład, jak nie fotografować):

Pozostała część kolekcji została wyeksponowana na wieszakach. Nie chciałam ryć się na podest żeby zaglądać do wnętrzności sukienek, więc o wykonaniu niemal nic Wam nie powiem. Niemal – bo te przezroczystości w dolnej części sukienki są podobno celowo niewykończone. Wiem, że ma to swoich zwolenników, ale mnie to jakoś nie przekonuje. Od razu oczyma wyobraźni widzę, jak po pierwszym praniu nitki wyłażą z tiulowego trenu. Chyba, że to nie jest sukienka na dwa razy (związek z tytułem nieco na siłę, ale staram się jakoś zaczepić).

Na korzyść ubiorów na pewno przemawia pokaz, który możecie zobaczyć na w tym filmiku – nie została tu jednak wykorzystana wspomniana w tytule kompozycja Możdżera, ale zupełnie inny utwór), wiec jak dla mnie trochę szkoda. Po obejrzeniu tej relacji z pokazu mam wrażenie, że oglądam dwa różne zestawy ubrań.

W jasnym świetle, w pustej niemalże hali, na martwych manekinach – co zwraca uwagę poza kieszenią spodni i czerwienią sukni? Ale w świetle reflektorów, na pomalowanych modelkach i uzupełnione biżuterią – od razu robi się inaczej (dobra, mało to odkrywcze, przyznaję). Inaczej – czyli jak? Ubiór w ruchu niejako „ożywa”, szybciej trafia do wyobraźni i łatwiej wzbudza pożądanie. Ubiór na wieszaku trudniej sobie wyobrazić na sobie.

Mnie akurat ta kolekcja nie trafia do przekonania, ponieważ ilość kreacji w kolorach wybranych przez Autorkę istnieje już we wszechświecie w nadmiarze. Osobiście mnie to nuży i nudzi, jak na zdjęciach z jakiegoś tam rautu 99% pań występuję w nieśmiertelnej czerni. Wydaje się, że jak raz Chanel wymyśliła małą czarną, to już nie można tego zmienić? Bo to w końcu była Chanel, a podważanie takiego autorytetu, to zgroza. Może czas na małą rewolucję: „little black dress is dead”? (Koniecznie po angielsku, bo po naszemu nie ma to takiej siły wyrazu, chyba, że w formie „mała czarna musi odejść”). Tym samym ziarno osobnego wpisu o antyczarności właśnie zostało zasiane… Natomiast patrząc na te same zdjęcia, w których wspomniane panie występują w większości w czerni, to być może dzięki temu kolekcja będzie cieszyć się powodzeniem – właśnie ze względu na głęboko zakorzenione przekonanie o uniwersalności „małej czarnej” i jej możliwości wykorzystania przy sporej ilości okazji. Zakup taki będzie sprawdzony, bezpieczny plus ubrany w historię „to suknia od młodej, polskiej projektantki”.

Wracając jednak do kolekcji: nie udało mi się odnaleźć przywołanego utworu Możdżera, więc może to jest to brakujące ogniwo w mojej interpretacji, które mogłoby wszystko zmienić. Zastanawiałam się, jak spojrzeć na kolekcję przez pryzmat wiersza Wisławy Szymborskiej „Nic dwa razy”, ale nijak się to miało do kolekcji. Szukanie powiązań na siłę ewidentnie mi nie wychodzi. Potrzebuję jakiegoś konkretu ;)

P.S. Na blogu firmy YES znajdziecie zdjęcia z pokazu Katarzyny Cielątkowskiej, których autorem jest Marek Makowski. Okażcie mi nieco litości jak będziecie porównywać jakość zdjęć ;)

Została mi już tylko jedna kolekcja do opisania… a w związku z dotychczasowymi wpisami chciałabym jasno zaznaczyć, że to, co tu piszę, to nie jest jakaś „Prawdziwa Prawda”, a ja mam monopol na rację, tylko jest to moja subiektywna opinia na temat obejrzanych kolekcji. Co prawda, jeśli jakiś ubiór jest faktycznie źle uszyty, to trudno z tym dyskutować, ale opinie (opinie, nie fakty) na temat wyższości żółci nad czernią to nie jest wcale lepsza opinia od opinii o wyższości czerni nad żółcią. Jeśli coś mi się nie podoba, to staram się wyjaśnić, dlaczego – ale to nie staje się automatycznie „prawdą” i jedynym możliwym sposobem interpretacji dzieł. To jest opinia. Proszę o tym pamiętać. Na pewno są osoby, które wszystkie kolekcje od początku do końca zachwyciły – ale one nie zdecydowały się o tym napisać. Ja się zdecydowałam na pisanie – i to cała różnica.

  • http://efektyuboczne.blogspot.com/ efekty_uboczne

    Widziałam na pokazie i stwierdzam, że na wieszakach ubrania wyglądają lepiej. Modelki, chociaż należały do pełniejszych (jak na modelki oczywiście) niestety nie dały rady wypełnić swoim ciałem ubrań. Dodatkowo wszyto dość sztywne suwaki, które jeszcze bardziej potęgowały efekt niedopasowania – te ubrania po prostu nie wyglądały dobrze w ruchu (śmiem przyznać, że siedziałam w pierwszym rzędzie i widziałam ;)). Kwestie podoba/nie podoba są już szalenie subiektywne, ale jeśli chodzi o samo odszycie i to, jak stroje wyglądały z bliska, w ruchu, to niestety muszę stwierdzić, że nie było zbyt dobrze.

  • http://modologia.blox.pl/html modologia

    @efekty_uboczne: alleluja, że poszłaś na pokaz :) M.in. dlatego, że ja sobie dziś rozmyślałam nad tym, czy aby nie jestem zbyt krytyczna (bo trochę jestem na pewno, ale czy aby nie nadmiernie?). Ale może po prostu widzimy to, co chcemy zobaczyć? ;) (parafrazując opinię projektantki tychże ubiorów)

  • http://www.blox.pl/html?page=userProfilePreview&username=ubogakrewna ubogakrewna

    Te spodnie męskie to do jakichś lekkich butów bez skarpetek. Mokasyny albo wesołe, kolorowe tenisówki:) I wtedy ujdą za krótkie.