Jak pisać o projektach młodych zdolnych?

27 lipca 2012

Po kilku wpisach na temat dyplomów z pracowni projektowania ubioru, naszło mnie parę ogólnych refleksji o tym, jak pisać o rzeczach, które są efektem pracy żywych osób, w szczególności zaś o dziełach osób projektujących ubrania i dodatki.


Zacznijmy od tego, że najlepiej byłoby pisać w samych superlatywach – normalne, każdy woli być chwalony. W przypadku, gdy przyjdzie nam (piszącym) na myśl wytknąć cokolwiek opisywanym rzeczom (czy merytorycznie, czy z powodu subiektywnych preferencji) należy sobie zdawać sprawę, że komuś może być z tego powodu przykro. To też jest zrozumiałe – tylko tu już pojawia się pierwsze pytanie: czy jak coś mi się nie podoba, to po prostu o tym nie piszę i pozostaję przy pochwałach (jeśli jest cokolwiek do chwalenia, a jeśli nie ma – to po prostu nie piszę)? Owszem, można pisać i tak.


Problem zaczyna się wtedy, gdy opisywanym nie podoba się powstały, krytyczny opis. Może się nie podobać? Oczywiście. Jesteśmy zatem 1:1.


To prowadzi do kolejnej kwestii: pytania, które stawiam autorom/kom „dzieł” wszelakich, aczkolwiek ze szczególnym uwzględnieniem tych, którzy projektują ubrania. Pytanie brzmi: jak już prezentujesz światu swoją twórczość, to z góry oczekujesz, że to, że cokolwiek powołałaś/eś do życia to wystarczający powód do oczekiwania pochwał? Skoro wystawiasz dzieło na widok publiczny, to zakładasz, że od razu wszystkich zachwyci? A co, jak komuś się nie spodoba? To po prostu ma nie mówić o tym, nie pisać, niech głos będzie dany tylko pochlebcom? Albo, jak komuś coś się nie podoba, to (1) myli się, (2) nie zna się, (3) niech sam zrobi lepiej (to mój ulubiony argument).


W tej sytuacji najlepiej byłoby pisać po polsku wyłącznie o twórcach zagranicznych, bo szansa, że zrozumieją nasze opisy jest znikoma. A najlepiej żeby byli nie tylko zagraniczni, ale i martwi, bo oni już do nas nie wyślą maila z gatunku „jak pani może tak o mnie? jakie ma pani kompetencje?” (co – jak wiadomo – jest szczególnie istotne prowadząc subiektywnego bloga, bo krytykować – w sensie pisania „nie podoba mi się to, ponieważ…” to tylko profesjonalistom wolno, a jak ktoś nie ochrził cię tym mianem, to zamilknij na wieki – dyskusja o tym, kto jest „profesjonalistą od mody” to jeszcze osobna kwestia).


Korzystając z okazji chciałabym też podzielić się z Wami informacją (to do blogujących), że jak przyjdzie Wam do głowy opisać jakąkolwiek kolekcję składającą się z ubrań, co do których zwrócicie uwagę na brak wykończenia, to proszę pamiętać: to są prototypy. W dyskusję, czy praca dyplomowa, czy też kolekcja powołana do życia na wybieg i istniejąca w jednym tylko egzemplarzu danego ubioru, może być niewykończona, czy może raczej powinna być „wypieszczona” nie bardzo chcę wchodzić, ale przywołuję informację, którą otrzymałam.


W przypadku obejrzaniej przeze mnie wystawy dyplomów poznańskiego ASP pojawia się jeszcze jedna sprawa: będę się upierać przy tym, żeby nie zwalać winy za brak opisów kolekcji na organizatorów wystawy, bo moim zdaniem to absolwent/kom, a nie organizatorom, powinno zależeć najbardziej na najkorzystniejszym przedstawieniu ich pracy. Jedna strona A4 wydruku komputerowego z opisem to żaden wysiłek, a ograniczyłaby pole do rozszalałych interpretacji osób mojego pokroju.


Właśnie, podkreślam raz jeszcze: interpretacji, a nie prawdy objawionej. Jest tytuł, jest dzieło, można sobie do woli interpretować – bo co nam pozostaje, gdy opisu brak? Jak wystawiasz swoje dzieło na widok publiczny, to ono niejako zaczyna żyć własnym życiem, nie masz wpływu na to, jak zostanie odebrane przez oglądających (szczególnie jak zostawisz im samo dzieło plus tytuł wręcz zapraszający do zgadywanek „kto, po co i komu” zaprojektował dany ubiór). Twoje intencje jako twórcy to jedno, odbiór publiczności to drugie. Zawsze znajdzie się ktoś, kto zrozumie dzieło czy tekst inaczej niż autorzy by sobie życzyli. Pytanie, czy to wada, czy zaleta, pozostawiam otwarte.


Opisując kolekcje zastanawiałam się również, czy powinnam wyczerpać wszystkie możliwości dowiedzenia się czegoś więcej na temat autorek/ów oglądanych ubiorów? Szukać autorów/ek dzieł, dopytywać o inspiracje itd. Zrobiłam tak w jednym przypadku, bo była wizytówka. Pytanie, które stawiam: jeśli autorzy sami o to nie zadbali, żeby zostawić na siebie namiary potencjalnym zainteresowanym, to mnie ma na tym zależeć?


Jeszcze raz powtarzam, drodzy Autorzy i Autorki kolekcji, zasadniczo nie macie wielkiego wpływu na to, jak Wasze dzieło zostanie zinterpretowane. Nawet jeśli macie własny tytuł, szerzej lub krócej opisany projekt, to każda oglądająca i zainteresowana osoba przepuszcza to przez swój własny filtr: doświadczenia, wiedzy, preferencji, wyobraźni. Wasze dzieło jedynie może „zaczepić” oglądających i sprowokować ich (lub nie) do własnych przemyśleń. I ja tak właśnie zrobiłam. Choć może niektórym zależy właśnie na tym, by osoby opisujące ich kolekcje zrobiły po prostu kopiuj-wklej z utworzonego przez projektanta/tkę opisu inspiracji kolekcji i darowały sobie ocenę (chyba, że jest pozytywna i sprowadza się do „lubimy to!”)? Może też być i tak, że osoby, którym kolekcja się spodobała, nie poświęciły swego cennego czasu na podzielenie się tą wiadomością z innymi, a zrobiły to osoby, których kolekcja na kolana akurat nie powaliła. I co z tym fantem?


Nie uważam ani siebie, ani tego bloga za jakąkolwiek wyrocznię. To jest moja subiektywna ocena pewnych zdarzeń, która się podoba lub nie. Jak przeglądam wpisy sprzed niemal półtora roku, to widzę, że niektóre są mniej, inne bardziej udane. Po półtora roku mniej więcej wiem, o czym ja lubię pisać, co budzi najwięcej komentarzy, a co zabija zainteresowanie. Ktoś tu wchodzi, zagląda, zostaje na dłużej, albo i nie. Czy to jest wielka tragedia, że ktoś mi napisze, że w jednym zdaniu mam trzy „ale”? Albo, że ktoś się ze mną nie zgadza i pokazuje inne spojrzenie? Albo wręcz pokaże mi, że się mylę? A potem mnie zdarza się zmienić zdanie (ciężko mi to przychodzi, ale się zdarza ;)). Świat nadal się kręci.


Zasadniczo profil mojego bloga zakłada niepisanie o tym, co mam na sobie oraz o tym, co pokazuje się na wybiegach, bo tym zajmują się inne osoby. Do wystawy dyplomów ASP (nie mogę się przyzwyczaić do tego, że to UAP) podeszłam jak do wystawy oglądanej w muzeum. Coś mi się podoba, a coś mniej. Wystawa była otwarta dla wszystkich. Za rok zamierzam zrobić to samo, jeśli tylko będę w tym czasie w Poznaniu i nadal będzie mnie bawić blogowanie. Możecie zatem uprzedzić kolejne roczniki ;)


P.S. „Wytykanie niedociągnięć/krytykę” można potraktować jako wskazówkę do tego, co można zrobić lepiej. Może warto tak na to spojrzeć? Że komuś się chciało dokładnie obejrzeć Wasz ubiór, a nie ograniczyć się do zdjęć dostępnych w sieci? Dlatego dopóki nie pomacam – nie opisuję ;)


… Naprawdę starałam się napisać krótki tekst ;)

  • http://www.blox.pl/html?page=userProfilePreview&username=muzealnemodyblogspotcom muzealnemodyblogspotcom

    Generalnie tak czy inaczej w końcu poczynania młodych projektantów zweryfikuje rynek. I kiedy już będą na nim funkcjonować, zobaczą i mam nadzieję docenią coś co się nazywa informacją zwrotną. Konstruktywne uwagi są niezwykle cenne – nie zawsze przyjemne do słuchania, ale w rezultacie pozwalają się, przy odrobinie pokory, rozwijać…
    Można oczywiście założyć wariant, że nikt nic trudnego/ nieprzyjemnego nie mówi, ale sprzedaży i zainteresowania też nie ma….
    Z tych dwóch sytuacji chyba jednak lepiej warto usłyszeć krytyczną opinię i mieć szansę coś zmienić, niż zniknąć w ciszy w rynku lub w ogóle na nim nie zaistnieć.
    Moda to przecież nie tylko „design” i „art”, ale także biznes. W zasadzie głównie biznes.

  • http://www.jagadesign.com/ jagnesjag

    „jak komuś coś się nie podoba, to (1) myli się, (2) nie zna się, (3) niech sam zrobi lepiej (to mój ulubiony argument). ” – myślę, że to zdanie jest kwintesencją pisania o polskiej modzie. Muszę przyznać, że mi samej wychodzi to opornie, głównie z powodu kolekcji, które mnie nie zachwycają. Piszę tylko i wyłącznie wtedy, kiedy coś mi się podoba albo mnie zadziwi (bo inne), albo zaciekawi. Akurat mam taki komfort, że piszę tylko i wyłącznie o tym co mi się podoba i nie mam ciśnienia na hejtowanie złych kolekcji (niech inni się męczą). Faktycznie, czasem zdarza mi się napisać, że coś wygląda nie tak jak powinno, ale – podobnie jak u Ciebie – jest to moja subiektywna opinia i nie każdy musi się z nią zgadzać. To też jeden z tych plusów blogowania: ja piszę co myślę, ale ktoś (w komentarzach) może ze mną polemizować (lub nie). Dla mnie moda to sztuka, tak jak Ty patrzę na nią jak w muzeum na obrazy, czy rzeźby i mogę interpretować ją na milion sposobów. No chyba, że ktoś zostawi karteczkę z wyczerpującym opisem ” co autor miał na myśli” :)

  • http://www.efektyuboczne.blogspot.com/ efekty_uboczne

    Czytałam ze sporym zainteresowaniem, bo ten temat (stety bądź niestety) bardzo mnie dotyczy. Zgadzam się z Agą, że tamto zdanie chyba najlepiej obrazuje sytuację. Zgodzę się też z nią, jeśli chodzi o profil bloga – sama staram się przedstawiać rzeczy, które podobają mi się/uważam je za ciekawe/sama bym je założyła, więc zwykle nie mam poważnych uwag. Jeśli mam jakieś krytyczne uwagi, które wpisują się w kategorię „bardzo subiektywne” (rozumiem przez to np. dobór kolorów, dopasowanie, itp.), staram się ując je tak, żeby było wiadomo, że to moja prywatna opinia – jako potencjalnego klienta. Myślę, że jako przedstawiciele blogowego świata, mamy pełne prawo do wyrażania subiektywnych opinii i nikt nie powinien nas po nocach ścigać z toporem, za „co za paskudny kolor!” ;)
    Wydaje mi się, że częściowo problem z akceptacją krytyki wiąże się z tym, że… konstruktywnej raczej nie spotykamy. Przez konstruktywną w tym wypadku rozumiem choćby zwrócenie uwagi na fakt, że coś jest wyjątkowo odtwórcze (widziane dwa lata temu w Mediolanie?;)) czy np. źle wykonane (oj to bolączka, bolączka…). Jeżeli ktoś potrafi uargumentować, dlaczego spódnica, zamiast gładko opadać, marszczy się na udach – ok. Ale „argumenty” w stylu „to prototyp”…. nie, chyba wolę ich nie nazywać. Projektanci powinni być świadomi, że inni będą oceniać ich rzeczy – i będą to różne oceny, pozytywne i negatywne, pochodzące z różnorodnych ust. Jeśli nie jest to komentarz „o fuj, ale brzydkie” – myślę, że czas wziąć go sobie do serca. Czy można to zrobić lepiej? Czy rzeczywiście przeszkadza to w odbiorze? Zawsze wydawało mi się, że takie pytania, które mają na celu doskonalenie własnego dzieła, powinny być codziennością…ale może się mylę ;)
    Krytyka to też rada, wskazówka. Po obejrzeniu telewizyjnej serii All on The Line (polecam!), jeszcze bardziej dostrzegam, że taka opinia kogoś, kto nie jest bezpośrednio związany z projektantem, jest bardzo ważna. Bo o tym, jak zostanie odebrana kolekcja, decyduje wiele szczegółów, a przy pracy nad całością czasem gdzieś się zgubią… We wspomnianym programie Joe Zee (prowadzący) wprost mówi – to jest źle, to się nie sprzeda, to leży fatalnie, to jest zbyt młodzieżowe. Wbrew pozorom, mówienie wprost tego typu uwag jest ciężkie, ale jak wiadomo – jeszcze cięższe jest słuchanie. Jeśli ktoś je opanuje, myślę, że robi bardzo duży krok w stronę spełnienia się w projektowaniu ;)

    (….i znów komentarz-gigant. Nie chciałam, skróciłam swoje przemyślenia do minimum a i tak wyszedł długas!)

  • http://www.dmod.pl/ dmod.pl

    Niestety wielu twórcom, nie tylko młodym towarzyszy właśnie takie przeświadczenie o tym, że istnieje jedna tylko prawda, a jak masz inne zdanie, to się nie znasz. Tymczasem jakakolwiek twórczość jest przecież dziełem osobistym, subiektywnym, według upodobania. Są oczywiście pewne reguły, które dotyczą operowania kolorystyką, formą, przestrzenią… ale i te na przekór łamie się (i tak tworzą się nowe trendy). Wystawiając swoją pracę publicznie – nieważne czy jest to kolekcja ubrań, namalowany obraz, autorska piosenka czy też nawet stylizacja ubrań z własnej szafy na blogu (!) – trzeba liczyć się z tym, że będzie grupa osób, do której nasza praca nie trafi. Co więcej, ta grupa może być świetnym źródłem wskazówek do dalszego rozwoju naszej pracy… A jak ktoś nie ma nerwów do takich rzeczy, niech tworzy do szuflady ;)
    Pozdrawiam, Olga

  • http://modologia.blox.pl/html modologia

    @muzealne_mody: zgadzam się, bo cóż innego mi pozostało? ;)

    @jagnesjag: a pro pos subiektywnego poglądu – czasem jednak coś jest po prostu źle wykonane (np. szew się marszczy) i uważam, że zwrócenie na to uwagi to akurat żadne hejtowanie. Twój komentarz zwraca uwagę (moją naturalnie ;)) na jeszcze jedną rzecz: że opisywanie kolekcji głosem zwracającym uwagę co by można poprawić w projekcie nie jest szczególnie popularne czy to w prasie, czy na blogach. Rozumiem, że wyrażenie negatywnej opinii może skutkować brakiem zaproszeń na kolejne pokazy, a to mały światek, więc można łatwo wypaść z obiegu. Każdy chce być lubiany, a nie pokazywany „to ta, co to jej się nigdy nic nie podoba”. Niemniej, uzasadnione zdanie dlaczego coś może się nie spodobać potencjalnej klienteli osobiście uważam za cenne. Nawet jeśli się z nim nie zgadzam ;)

    A co do tego, „co autor miał na myśli?” (swoją drogą, to pytanie z czasów liceum śni mi się po nocach ;)) – czasem to przezabawne spojrzeć na dzieło, dać poszaleć wyobraźni, a potem przeczytać opis autora i skonfrontować to z własnym „na to bym nie wpadła” ;)

    @efekty_uboczne: zacznijmy od tego, że ja lubię Twoje elaboraty, więc już nie kryguj się więcej, że znów za długo wyszło ;)

    Bardzo ważna kwestia, którą poruszyłaś, czyli: udzielenie konstruktywnej informacji zwrotnej jest trudne i dodatkowo wcale łatwo nie jest ją przyjąć. Tego się wciąż za mało uczy na studiach, a jak się uczy to najczęściej co to jest, ale nie jak ją sformułować i przećwiczyć jak to brzmi. Może stąd brak takich opinii na blogach?

    I jeszcze myślę sobie o kwestii indywidualnej opinii: blogi, jak Twój czy Harel, to blogi osób, które przejrzały jakieś oszałamiające ilości prac różnych projektantów/ek. Macie porównanie jakie ma naprawdę niewiele osób – więc kto, jak nie Wy, ma jakoś sensownie odnieść się do różnych dzieł młodych zdolnych? Owszem, możesz nie lubić czegoś, co jest różowe w czarne grochy, ale docenisz jakość wykonania, użyty materiał czy trwałość projektu. Z racji większego wyrobienia taka opinia – choć ciągle zapewniasz, że jest subiektywana i indywidualna – waży znacznie więcej niż równie „subiektywna i indywidualna” uwaga, jaką wygłosi ktoś, kto w tym tak nie siedzi. I tu skończę, bo zaraz zrobi się osobny wpis ;) Ale tak mi się nasunęło w kontekście Twojego komentarza.

  • http://modologia.blox.pl/html modologia

    @dmod.pl: do końca nie wiem, kogo winić za to, że cała masa ludzi wierzy w coś takiego, jak jedna i niepodważalna prawda, na którą ktoś ma monopol. I druga sprawa: zawsze przy argumencie, że jak się komuś moja twórczość (rzeczony blog ze stylizacjami czy jakiekolwiek inne dzieło) nie podoba, to nie musi go oglądać, trochę opadają mi ręce (ale tylko trochę ;)). Bo oczywiście, trudno nie odmówić racji takiemu rozumowaniu, a z drugiej strony moim zdaniem jeśli ktoś chce się rozwijać w tym co robi, to oczywiście miło słuchać pochwał, ale do przodu popychają w dużym stopniu uwagi typu „co można zrobić lepiej”, a nie zachwyty. Ale takie uwagi czasem trudno znieść – wiem, co piszę ;)