Pigułka mody

15 sierpnia 2012

Nie przepadam szczególnie za zestawieniami typu „sto ubrań, które musisz mieć”, „historia ubioru w weekend” czy „top 10 kobiet, które zmieniły oblicze mody” – zwykle są to opracowania, w których zawartość treści jest znikoma, a do zakupu mają zachęcać zdjęcia, które są tak dobrze znane, że nie ma sensu wydawać na takie dziełko forsy. Ale szczęśliwie i od tego wybrzydzania są wyjątki.

Wyjątkiem, który mam na myśli, jest książka Moda. Historia mody XX wieku opracowana przez pracowników Instytutu Ubioru w Kioto. Tak na marginesie dodam, że jednym z moich małych marzeń jest odwiedzenie owego japońskiego przybytku i obejrzenie w nim wszystkiego, co możliwe od podszewki.

Źródło: http://www.tmc.com.pl/historia-mody-xx-wieku

Książka składa się z dwóch części poświęconych – i tu bez niespodzianek – pierwszej i drugiej połowie wieku XX. Na pierwszą połowę minionego stulecia znaczny wpływ wywarło haute couture, na drugą natomiast różnorakie innowacje technologiczne. Każda z części jest poprzedzona krótkim wstępem, ale jeśli ktoś ma już jako takie pojęcie o  tym, co w historii ubioru działo się w wieku XX, to raczej nowych informacji nie odkryje. Warto natomiast zakupić tę książkę dla zdjęć, bo to o nie w  tej publikacji się rozchodzi. I chyba w końcu dałam się przekonać, że w przypadku albumów z fotografiami ubiorów im większy format, tym lepiej. Pod tym względem album mógłby być spokojnie o połowę większy, ale wtedy wpłynęłoby to i na cenę, a tak za sensowną kwotę (w księgarni zapłaciłam 69,90 złotych polskich) mamy niezły przegląd najważniejszych (i niekoniecznie powszechnie znanych) projektów.

Z rzeczy, które można znaleźć w książce zaraz na początku zwraca uwagę słomkowy kapelusz ozdobiony wypchanym ptakiem. Moda na takie ozdoby była tak wielka, że zaczęło to zagrażać wytępieniem co ciekawiej upierzonych ptaszków. Zdrowy rozsądek (czytaj: powszechna krytyka) sprawiła, że w Stanach zakazano polowania na dzikie ptaki, a także ich importu i sprzedaży. Interesujący przegląd nakryć głowy z truchłem jako zwieńczeniem znajdziecie tutaj – troszkę to osobliwe, choć może po prostu mój gust jest najwyraźniej konserwatywny.

Innym zabawnym rozwiązaniem, tym razem obuwniczym, są buty z trawą wewnątrz. Chodzenie po trawie w centrum miasta bywa utrudnione, chodzenie po centrum na bosaka osobiście odradzam, więc buty sandały stworzone przez Beth i Herberta Levine (ok. 1968r.) wydają się być niezłym rozwiązaniem:

Źródło: http://www.kci.or.jp/archives/digital_archives/detail_180_e

A nawiązując jeszcze do poprzedniego wpisu o mięsnej sukience w książce znalazły się buty Tokio Kumagai z serii „butów do jedzenia” (ok. 1984r.), które są zrobione z żywicy, ale do złudzenia przypominają mięso. Kumagai wykorzystał w nich japońską technikę wykonywania atrap spożywczych, których poziom precyzji w dorównaniu prawdziwym owocom, deserom czy warzywom jest imponujący (tu dygresja: ciekawie o tym pisała Joanna Bator w „Japońskim wachlarzu”, jak ktoś interesuje się tą kulturą to również warto sięgnąć). „Mięsne” buty, cóż…

Źródło: http://www.beardwood.com/blog/?p=210

Jednym z ostatnich projektów kończących książkę jest płaszcz Ostatni dom. Płaszcz powstał w 1994 roku jako odpowiedź na okołomilenijne poczucie zagrożenia. Ma on ponad 40 kieszeni, które wypchane gazetami dają – podobno – zupełnie ciepłe okrycie ciała. Autorem tego pomysłu jest Kosuke Tsumara:

Źródło: http://itwonlast.tumblr.com/post/3644146247/in-1986-while-visiting-new-york-kosuke-tsumura

I to tak w skrócie ;) Nie wiem, czy ten skrajnie subiektywny i absolutnie niereprezentatywny wybór trzech projektów ma szansę zachęcić Was do kupna tejże książki, ale moim zdaniem książka jako pozycja porządkująco-rozjaśniająca jak wyglądały określone stroje, kto je tworzył i czemu miały służyć zupełnie nieźle się sprawdza.

Na samym końcu są krótko przedstawione informacje biograficzne o projektantach uwzględnionych w książce oraz słownik różnych terminów – nazw materiałów, stylów w modzie, różnych organizacji związanych z modą czy specjalistyczne nazwy części garderoby. Na przykład jest tam cudowne określenie z języka francuskiego merveilleuse oznaczające „pięknisię”, elegantkę okresu Dyrektoriatu (1795-1799), która przesadnie eksponowała elementy modnego stroju. Podejrzewam, że była to prapraprzodkini jakiejś szafiarki ;)

Jeśli ktoś przedkłada lekturę cyfrową nad papierową, to Instytut Ubioru w Kioto ma cyfrowe archiwum z częścią swoich zbiorów – można sobie tam poprzeglądać całkiem sporo różnych rzeczy.

Jest tylko jeden minus tej książki – po przeczytaniu i przejrzeniu całości będziecie patrzeć na współczesne pokazy często z natrętną myślą „to już kiedyś było”. Żeby nie było, że nie uprzedzałam.

  • http://www.blox.pl/html?page=userProfilePreview&username=muzealnemodyblogspotcom muzealnemodyblogspotcom

    A jakby jeszcze w tym muzeum dali coś przymierzyć, to było by super ;)

  • http://modologia.blox.pl/html modologia

    @muzeualne_mody: jakby dawali przymierzyć, to zostałabym tam na dłużej ;)

  • http://www.efektyuboczne.blogspot.com/ efekty_uboczne

    O, dziękuję za taki wpis, dopisuję do listy książkowych masthewów ;) Mięsne buty mnie przerażają (w ogóle ta mięsna moda, jakkolwiek to brzmi) – już czekam na DIY szafiarek – „kup zwykłe czarne buty i obklej je plastrami szynki parmeńskiej. całość utrwal lakierem do włosów” ;))

  • http://modologia.blox.pl/html modologia

    @efekty_uboczne: książkę kupiłam w księgarni Bookarest w Starym Browarze, jest bez problemu do zdobycia :)

  • cammelie.com

    Właśnie się zastanawiałam czy zakupić czy nie i zaglądam czy warto. I byłam na sto procent pewna, że u Ciebie znajdę recenzję :-) Chyba się zdecyduję, tym bardziej, że w związku z „biznesem księgarskim” mojej mamy mam szansę na trochę niższą cenę :-)
    PS Gianni przeczytany i mam identyczne odczucia tzn. brakuje mi zdjęć jego kreacji; rysunki choć są interesującym dodatkiem, nie dopełniają książki tak jak by się chciało, więc wertuję internet

    • http://www.modologiablog.pl/ modologia

      Niektórym to los sprzyja: księgarnia w rodzinie to chyba lepiej niż wygrany los w totka ;)

      A co do Gianniego: no cóż, punkt wyjścia do własnych poszukiwań.

      • cammelie.com

        No, nie narzekamy :-) I jeszcze na dodatek nam fajne książki niektórzy przysyłają w prezencie :-)