Torebka dobra na wszystko

20 sierpnia 2012

Oglądam różne blogi ze stylizacjami i zastanawiam się, czy pokazywane w zestawach (aka „setach” lub „outfitach”) rzeczy żyją tylko raz, dla potrzeb stylizacji (i sponsorowanego artykułu), czy może są to rzeczy, które można ponosić dłużej. Niektóre blogerki szybko sprzedają swoje ubrania wykorzystane w zestawach, niektóre zaś pokazują się z jedną torbą więcej niż raz (za co zdarzało im się niemalże bić w piersi, że „znowu” ta sama torba w zestawie, więc gości zapewne ogarnęła zgroza).

Do czego zmierzam? O ile wpisów pokazujących, że rzecz w określonym zestawie ładnie wygląda oraz wpisów z rodzaju „polecam” rzecz od projektanta/tki jest mnóstwo, o tyle wpisów o tym, jak zachowuje się – dajmy na to – bawełniana koszulka po praniu pierwszym, siódmym i jedenastym jest jakaś mikroskopijna ilość. A przecież fajnie byłoby ową mityczną „rzecz od projektanta” założyć więcej niż jeden raz. Trzymając się przykładowej koszulki – jeżeli za projektancki design mam złapacić powyżej 100zł, to oczekiwałabym, że spokojnie przeżyje ze mną ze dwa sezony jako jedna z najczęściej noszonych rzeczy. (Aaa, że niby mam wysokie wymagania? No tak, ale z tym da się żyć, choć przyznaję – nie jest lekko.) I do tego chciałabym móc wrzucić tę koszulkę do pralki, a nie bawić się w pranie ręczne.

W związku z niechęcią do internetowych zakupów rzeczy, których nie dane mi było obmacać, zakup owej koszulki wciąż przede mną. Natomiast zupełnie nieźle radzę sobie w świecie torebek i ku chwale tego wpisu złamię sobie zasadę bloga, która mówi o tym, aby nie pisać o tym, co mam w szafie. A jednak myślę, że warto to zrobić – i obejdzie się bez prezentacji z angażowaniem mojej skromnej osoby.

W ciągu ostatnich kilku lat stałam się posiadaczką trzech toreb od polskich twórców. Pierwsza z nich – niech rozkłada się w spokoju – była z zamszu, brudziła się w tempie ekspresowym i poległa ostatecznie zalana sokiem z marchwi. Koszt kolejnego chemicznego czyszczenia podbijał koszty utrzymania torebki przy życiu do poziomu, w którym bardziej opłacało się zainwestować w nowszy model. Niemniej, przy tym egzemplarzu nauczyłam się, że torba przeżyje chemiczne czyszczenie, mimo, że producent uważa inaczej. I jakkolwiek lubię fakturę zamszu, tak okazało się, że usuwanie z niego zabrudzeń to męka, więc torebkę numer dwa wybrałam z tzw. ekoskory (wciąż do końca nie wiem, co to jest, ale wiem, że to nie jest skóra zdarta ze zwierza). Numer dwa znalazłam – banalnie do kwadratu – przez bloga Harel.

Będąc w posiadaniu dużej ilości czasu przejrzałam wszystkie polecane linki i trafiłam na stronę firmy Raramodo. Na pewno na zakup wpłynął też fakt, że mogłam zobaczyć model w prawdziwym życiu w rękach użytkowniczki, która torby używała zgodnie z zasadą „wszystko, co moje, nosze ze sobą”.

Zdecydowałam się na zakup torby w kolorze „waniliowym”, trochę z przekory wobec siebie, bo nie miałam do końca wyobrażenia jak ten kolor będzie się komponował z resztą garderoby, więc stwierdziałam, że trudno, będzie musiał się dopasować (kupiłam również w celach poznawczych serek waniliowy).

Selekcja była też negatywna, czyli egzemplarze o kolorze wielbłądzim (aka camelowym) odpadły w przedbiegach, ponieważ taki kolor miał egzemplarz numer jeden, który to poległ od marchwi. Nie chciałam też czerwieni, choć bardzo lubię ten kolor, ale czerwona torebka do czerwonego płaszcza – sami rozumiecie … Patrzyłam na granaty i niebieskości, ale w chwili zakupu uważałam je za nudne, więc padło na ten nie do końca znany „waniliowy”. W naturze owa wanilia zaprezentowała się tak:

Źródło: http://www.raramodo.pl/35,essi

Dlaczego zostałam zadowoloną klientką?

Po pierwsze, torba mieści przysłowiowe „wszystko”. Dwie duże teczki, laptopa, wodę mineralną i górę standardowych drobiazgów.

Po drugie, torba – z racji tego, że jest miękka – daje się łatwo upchnąć w koszyku na rower. Jakoś się tak ładnie dopasowuje, co wypływa z tego, że nie ma sztywnego dna.

Po trzecie – w końcu w top 3 musi się znaleźć ten argument – cena. W tej chwili to 120 zł, co jak na skrzyżowanie wymagań „pojemność – wygoda noszenia – trwałość – ładne” jest ceną bardzo do przyjęcia.

Ale przede wszystkim jestem zadowolona z wykonania. To jest torebka, o której ktoś myślał, że będzie noszona częściej niż do jednego zdjęcia. Poza tym, że pojemna, to: ma szerokie paski na ramię, które nie odcinają nam ręki, ale trzymają całość; paski na ramię są dobrej długości, co znaczy, że nie trzeba torby wciskać na ramię, żeby się zmieścić w przestrzeń przeznaczoną do założenia na ramię; torba zamykana jest  na suwak, więc to, co w środku, nie zmoknie jak zacznie padać deszcz (torby na zatrzask, bez klapki z góry są ok na lato, ale nie jak pada).

W środku jest mocna bawełniana podszewka, w którą wszyte są dwie kieszonki. I w sumie jedyna rzecz, jakiej mi tu brakuje to to, żeby jedna z kieszonek miała suwak, bo w trakcie jazdy rowerem skutecznie udaje mi się wytrząsnąć z kieszonek to, co do nich wrzuciłam, a  poszukiwania kluczy na dnie nie należą do moich ulubionych rozrywek. Same kieszonki mają też tę zaletę, że nie odpruwają się bez względu na to, ile to nich nawrzucam. To – wbrew pozorom – wcale nie jest takie oczywiste.

Po obejrzeniu torby z prawej i lewej strony pozostaje mi tylko napisać: ona jest po prostu dobrze i ładnie odszyta. Nic nigdzie nie wyłazi, nic się pruje, nic nie nadrywa. A jak się ubrudzi, to brudne daje się zmyć wodą z mydłem i po sprawie. Za ubrudzenie nie należy winić torebki.

I tak wyszła ze mnie Ciotka-Dobra-Rada ;) Tak czy owak, za często się to nie będzie zdarzało, bo torebka numer trzy jest jeszcze za młoda, żeby o niej pisać. Ale Raramodo ma dobry produkt w dobrej cenie i chciałam o tym napisać. A ponieważ tekst nie jest sponsorowany, to napisałam, jak uważam :)

P.S. A wpis w ogóle wziął się z tego, że rozpoczęłam poszukiwania ładnej, pakownej żółtej torby na ramię i poszukiwania zaczęłam od odwiedzenia strony Raramodo. Niestety, żółtych nie mają. Jakby ktoś widział coś ładnego i żółtego, to proszę o namiary.

  • http://www.efektyuboczne.blogspot.com/ efekty_uboczne

    Nie wiem, czy nie mają tak na stałe, bo nie wszystkie modele są na stronie (niektóre błyskawicznie znikają na Mokotowskiej w Hi-End – byłam, widziałam) – próbuję sobie przypomnieć, jakie kolory tam widziałam, ale moja pamięć ma spore luki.
    Ich modele rzeczywiście są niezniszczalne, widzialam już kilka noszonych (w tym jedną trzyletnią!) wersji i mają się dobrze. Myślę, że waniliowy romans nie skończy się zamszowym fiaskiem ;) I nadaje się do czegoś więcej niż dwie foteczki, w tym jedna na allegro z dopiskiem „używana kilka razy, jak nowa”…;)

  • http://modologia.blox.pl/html modologia

    @efekty_uboczne: na pamięć to podobno orzeszki są dobre ;) Torbę mam półtora roku i poza standardowym (? ;)) zużyciem nic jej się nie dzieje. Sama jestem zdziwiona ;) Na wszelki wypadek nie noszę torebce kolorowych soków tylko wodę – tak na wszelki wypadek ;)