Być jak Bond

28 sierpnia 2012

Może trochę woskowy, może trochę zbyt klasyczny, ale za to ma Astona Martina, więc można mu wszystko wybaczyć :) 

Wystawa w londyńskim Barbicanie jest zatytułowana „50 lat stylu Jamesa Bonda” i bynajmniej nie dotyczy wyłącznie tego, jak ów bohater się nosił. To cała pula gadżetów, odwiedzanych miejsc i niesamowitych sposobów wychodzenia (wypływania, wyskakiwania…) z opresji.

W tym roku mija okrągłe 50 lat od pierwszej emisji filmu z Bondem – i przez ten czas udało mu się nie tylko skutecznie oszukiwać czas (dlaczego Bond się nie starzeje?), ale zostać narodowym bohaterem, co pokazała jego obecność (to był Bond czy Daniel Craig?) podczas otwarcia igrzysk w Londynie. 

Sama wystawa jest rewelacyjnie przygotowana – m.in. można zobaczyć bondowskie gadżety w stanie muzealnym (czyli za szybką w gablocie), ale towarzyszą im fragmenty filmów, w których zostały wykorzystane, co na pewno wpływa na atrakcyjność ich oglądania. Jest też część lodowej komnaty, zdjęcia z planów filmowych z różnych zakątków świata, biuro M oraz pokoik Iana Fleminga. No i plakaty, wśród których moim faworytem został ten – na widok owych zgrabnych, męskich nóg coś we mnie drgnęło (choć być może owo drgnięcie było to spowodowane widokiem płetw…):

 

A o samych kreacjach dla Bonda najprzyjemniej posłuchać na filmie towarzyszącym wystawie – choć moje własne wrażenie po przejściu sali kasyna z wystawionymi garniuturami było takie, że Bond to raczej dosyć krępy, więcej niż dobrze zbudowany kurdupel. Za to garnitur ma zawsze nienagannie odszyty:

Źródło: http://www.youtube.com/watch?v=rF8drqFEvBQ

Z damskich ubiorów najbardziej zapadło mi w pamięć nakrycie głowy stworzone przez Phillipa Treacy, które wyglądało jakby z głowy noszącej je osoby wyskoczyła fontanna małych kart do gry.

W osobnej sali były również kostiumy tworzone przez różnych projektantów dla kobiet występujących o boku Bonda – jedna z nich maszerowała przez pustynię w garsonce od Prady (ale zastrzelcie mnie, nie pamiętam który to film).

Zwiedzający sprawiali natomiast wrażenie jakby wyrośnięte dzieci ktoś wpuścił do sklepu z lizakami – trudno byłoby mi napisać, jaką atmosferę miały dotychczas odwiedzane przeze mnie wystawy, ale ta każdorazowo przywołuje uśmiech na twarzy. I to pomimo tego, że nie przepadam za oglądaniem eksponatów stojąc w kolejce od gablotki do gablotki, tak w tym przypadku czas oczekiwania można sobie było urozmaicić obserwowaniem autentycznej fascynacji na twarzach zwiedzających – przekrój przez wszystkie grupy wiekowe, płcie i kolory skóry.

Z większości oglądanych „bondów” niewiele pamiętam, postaci kobiece wydają mi się zwykle trochę papierowe, często głupawe no i wiadomo, że Bond przeżyje – pytanie tylko jak do tego dojdzie. Wystawę jednak obejrzałam z przyjemnością i jeśli do 5. września ktoś ma w planach Londyn, to polecam. A na koniec – szeroki wybór wstrząśniętych i niezmieszanych napojów ;)

No i jeszcze można dooglądać, co o samej wystawie mówi jej kuratorzy: 

 

Źródło: http://www.youtube.com/watch?v=NTcB49fXNZM&feature=relmfu