Skóra, którą noszę

5 września 2012

Podążanie za pomysłem „ubioru ze skóry ludzkiej” nie opuszcza mnie od czasu lektury Krawca Mrożka (wiem, że się powtarzam, ale to jest dla mnie kopalnia różnych spostrzeżeń na temat roli ubioru dla człowieka, a pomysł uszycia kaftanu ze skóry ludzkiej w swojej makabryczności zostaje w pamięci najdłużej).

Nie tak dawno pisałam o Nieśmiertelnym Krawcu, projekcie Alby d’Urbino, która pomysłem „ubrani w ciało” też ciekawie się zajęła, a teraz przyszła pora na pomysły pana, który chyba najczęściej kojarzony jest z koszulką w biało-niebieskie paski, czyli Jean’a Paul’a Gaultier’a (czy tak się używa apostrofów we francuskich imionach i nazwiskach?).

Jean Paul Gaultier w 1996 roku stworzył suknię z nylonowej siatki, drukowanej w stylizowany, beżowo-granatowy wzór ludzkiego ciała. Suknia – dzięki zarysowanym liniom – mocno podkreśla kształty kobiecego ciała. O ile chyba jesteśmy przyzwyczajeni do podkreślania w kobiecej sylwetce biustu, talii czy bioder, tak dużo mniej uwagi poświęca się pępkowi, szczególnie tak dosłownie i konkretnie przedstawionemu – mam wrażenie, że przez ten pępek sukienka bardziej kobietę będzie rozbierać niż ubierać:

Źródło: http://www.kci.or.jp/archives/digital_archives/detail_244_e

Ciekawe, że przy produkcji filmu Pedro Alomodovara Skóra, w której żyję (2011), projekt kostiumu wspomagającego gojenie się ran po operacji na ciele bohaterki, również uczestniczył ten sam projektant.

Sam film niekoniecznie powalił mnie na kolana (a tym bardziej powiastka Tarantula, na bazie której film nakręcono), ale do zbioru pomysłów „ubranie jako druga skóra” możliwie jak najdosłowniej realizowanych dopisuję chętnie:

Źródło: http://www.openingceremony.us/entry.asp?pid=5214

Zbieractwa ciąg dalszy nastąpi, bez obaw ;)