Matrioszka na wybiegu

9 września 2012

Jak byłam o jakiś dobry metr krótsza i sporo kilogramów młodsza jednym z moich małych marzeń było posiadanie matrioszki, oczywiście możliwie najbardziej złożonej. Rozkładanie matrioszki na coraz mniejsze laleczki miało w sobie coś fascynującego, to czekanie na „ile ich tam jeszcze jest?” i każdorazowa radość i satysfakcja, że „jeszcze jedna jest w środku!”. Nie wiem, kto wymyślił matrioszkę, ale pomysł nadal uważam za genialny. Jego namiastką (marną, ale jednak) może być spotkanie z jajkiem-niespodzianką, ale jajko nie ma w sobie najważniejszego składnika: niewiadomej dotyczącej ilości warstw.


Pomysł matrioszki wykorzystali w 1999 roku projektanci Victor Horsting i Rolf Snoeren znani pod marką Victor&Rolf. W pokazie wzięła udział tylko jedna modelka, którą ubierano w kolejne warstwy odzieży. Na końcu modelka jest całkowicie unieruchomiona swoim strojem, co nawiązuje do projektów z przeszłości, takich jak sztywne hiszpańskie ubiory z drugiej połowy XVI wieku.


Również sama czynność nakładania kolejnych warstw ubioru na modelkę jest możliwa tylko dzięki pomocnikom. To również przypomina o przeszłości, kiedy czy to do królewskich czy religijnych ceremonii nakładano specjalny strój.


Naturalnie pojawia się pytanie o użyteczność takiego odzienia, ale czy to w przeszłości, czy w projekcie zespołu Victor&Rolf użyteczność jest zdecydowanie na drugim planie. W porównaniu z ich pomysłem wydaje się, że codzienna czynność ubierania się jest uwolniona od przymusu zakładania na siebie warstw krępującej odzieży. Ale czy aby na pewno? Obserwuję czasem kobiety poruszające się na szpilkach, wbite w kostiumy, które spełniają wszystkie warunki podkreślenia zarówno korzystnych ksztatłtów sylwetki (i oczywiście ukrycia wszelkich mankamentów figury) jak i kreowania wizerunku eleganckiej profesjonalistki (oczywiście w wydaniu „dyskretnej elegancji”). I co? I myślę, że nie tak daleko im do matrioszki z wybiegu.


Sam pokaz warto obejrzeć i ze względu na pomysłowość projektu, i wykonanie kolejnych warstw. Jest rzadki przykład współczesnego haute couture, które nie martwi się takimi błahostkami jak np. „czy ktoś to będzie nosił” i „ile to kosztuje”.



Źródło:http://www.youtube.com/watch?v=MZXR-HkIOrU



Źródło: http://www.youtube.com/watch?v=voeBzYXUrrU&feature=relmfu

  • http://www.blox.pl/html?page=userProfilePreview&username=fidrygauka fidrygauka

    Ciekawe :)
    Oprócz matrioszki i królowej jest jeszcze motyw ubieranej lalki, takiej z papieru, na którą się nakladało ubranka i ‚przypinało’ zagiętymi kawałkami papieru.
    Przyzmam szczerze, że od pewnej warstwy zaczynałam się dusić; za modelkę :)
    Nie wiem, jak ona to wytrzymała (kilogramowo i temperaturowo :)???
    Zaskoczyła mnie ostatnia warstwa. Za skromna i za mało efektowna (moim zdaniem) w porównaniu z całą resztą.

  • http://modologia.blox.pl/html modologia

    @fidrygauka: pamiętam te papierowe lalki i te ubranka do zaginania :) Co do modelki – obawiałam się, że się ugnie pod ciężarem tych kilogramów ubrań, bo na lekkie to one nie wyglądały. Ta ostatnia warstwa może celowo jest skromniejsza (i pod względem materiału i kroju), żeby znowu na „coś” nam zwrócić uwagę? Myślmy ;)

  • http://www.szeptywmetrze.blox.pl/ fidrygauka

    Zaraz po dodaniu komentarza też sobie tak pomyślałam, że ta mocno rzucająca się oczy odmienność musi mieć jakieś ‚drugie dno’. Myślę dalej :)

  • http://efektyuboczne.blogspot.com/ efekty_uboczne

    Biedna modelka. Też zwróciłam uwagę na ostatnią warstwę… a czy w matrioszkach nie było tak, że właśnie pierwsza warstwa jest najbardziej zwykła, skromna, a im głębiej, tym bardziej kolorowo? Może to jakiś klucz? ;)

  • http://modologia.blox.pl/html modologia

    @efekty_uboczne: egzemplarze, które dane mi było rozkładać na części, były identyczne – no może z wyjatkiem tego, że coraz mniejsza babuszka była wykonana nieco mniej precyzyjnie. Nie kojarzę przypadku z różnymi strojami, ale to żadne wskazanie, że tak nie jest, ciekawe spostrzeżenie.