Sara Lipska – wyjście z cienia

12 października 2012

Sara Lipska jest przedstawiana przede wszystkim jako muza, kobieta, kochanka artysty Xawerego Dunikowskiego. Dużo rzadziej jest pokazywana jako samodzielna artystka, malarka, rzeźbiarka oraz projektantka ubiorów. Być może w części podyktowane jest to tym, że duża część jej prac znajduje się w rękach prywatnych kolekcjonerów, niewiele natomiast prac posiadają muzea. Tym bardziej zatem warto wybrać się na wystawę do warszawskiej Królikarni, żeby zobaczyć eksponaty, które nieczęsto są pokazywane szerokiej publiczności.

Jednym z obrazów, które zapadły mi w pamięć był portret Heleny Rubinstein namalowany przez Lipską. Kolorystyka mnie urzekła, obraz zdaje się wręcz pulsować energią. Nie wiem, czy taka była właśnie pani Rubinstein, ale przez pryzmat tego obrazu taka mi się właśnie jawi.

Źródło: http://mgzn.pl/artykul/480/nowe-narodowe

Helena Rubinstein kilkakrotnie pojawia się w twórczości Lipskiej, choć chyba nie tak często jak Antoine de Paris, sławny fryzjer mieszkający w Paryżu (a po naszemu: Antoni Cierplikowski, który nawiasem mówiąc zasługuje na osobny wpis). Na wystawie znajdują się zdjęcia mieszkania Antoniego, które dekorowała Lipska i uderzające jest to, że wnętrza w stylu art deco bez problemów przetrwały próbę czasów, swobodnie mogłyby znaleźć się we współczesnych czasopismach poświęconych urządzaniu mieszkania (choć ten fotel z gwiazdą Dawida.. nie wiem, co o ty myśleć).

Źródło: http://modaija.pl/sara-lipska-w-cieniu-mistrza/

Projektowanie ubiorów to tylko część aktywności artystki – na wystawie znajdziecie kilka z nich, widocznych na manekinach, ale także sporo rysunków, m.in. strojów stworzonych dla baletów Diagilewa. Z poniższej ekspozycji moja faworytka to ta najbardziej kolorowa sukienka, chociaż ten ciemnozłoty płaszcz (drugi od prawej) również był przepięknie wykonany.

Źródło: http://www.rmf24.pl/foto/polska/zdjecie,iId,806748,iSort,5,iTime,1,iAId,53586

Ktoś mógłby powiedzieć, po co oglądać wystawę, skoro prawie wszystko można zobaczyć w internecie? Owszem, można, ale jak dla mnie to po prostu nie to samo. W przypadku strojów można z bliska przyjrzeć się fakturze materiału, zobaczyć „jak to jest zrobione”, ucięte, zszyte, ozdobione. Żadne płaskie zdjęcie nie odda tych wrażeń. Dlatego warto przed 4. listopada dojechać do Królikarni i zobaczyć wystawę własnymi oczyma. Myślę też, że oglądanie spowoduje apetyt na więcej – więcej informacji o artystce, więcej potrzeby na oglądnie tego typy wystaw, więcej ochoty na samodzielne wyszukiwanie informacji co i gdzie się dzieje.

Wystawie towarzyszą również warsztaty szycia pod hasłem Haute Couture dla każdego. Na parterze muzeum można zobaczyć jedwabną sukienkę, którą mają stworzyć uczestnicy warsztatów. Owa „modelowa” sukienka była dla mnie jednak sporym zawodem – jakkolwiek kolor jest przepiękny, tak wykonanie słabe. Zgadzam się w zupełności z opinią Piotra z bloga Muzealne Mody – to jest antyreklama warsztatów. Pomysł sam w sobie jest świetny, ale akurat ta sukienka (a dokładnie: jej wykonanie) jest zniechęcająca. Niemniej, osoby zainteresowane jej odszyciem mogą kupić wykrój w muzeum i samodzielnie stworzyć ją w domu. Co więcej, Monika Jakubiak (prowadząca warsztaty) stworzyła również projekt sowy zainspirowany rysunkami Lipskiej. I ta sowa jest fantastyczna – jeśli ktoś lubi sowie motywy (ja! ja!) to na pewno znajdzie dla niej zastosowanie w postaci aplikacji na koszulce lub sukience.

Na zakończenie: sowa – inspiratorka. Zobaczcie wystawę (w czwartki wstęp jest bezpłatny).

Źródło: http://news.o.pl/2012/08/24/warsztaty-familijne-sara-lipska-krolikarnia-warszawa/  

I tylko szkoda, że akurat wydatki inne nie pozwoliły na zakup albumu – warto go mieć.

P.S. W kawiarni przy muzeum mają świetne ciasto marchewkowe – niebo w gębie :)

  • http://www.szeptywmetrze.blox.pl/ fidrygauka

    Zgadzam się, że internet nie oddaje wszystkiego (a nawet wielu rzeczy).
    Co do sów, to chyba jest na nie ostatnio jakaś moda.
    W czasie wakacji w Polsce widziałam tony biżuterii w kształcie stylizowanych sów. Wśród tandety było parę fajnych wisiorków.
    Do dziś żałuję, że się nie skusiłam :(

  • http://www.efektyuboczne.blogspot.com/ efekty_uboczne

    Oglądanie „na żywo” i w internecie to faktycznie coś zupełnie innego. Pierwszy portret jest piękny, mogłabym mieć taki na ścianie.. faktycznie jest w nim coś energetycznego. Piękny dobór kolorów.
    A co do tej gwiazdy na fotelu – wczoraj, idąc na AFF, zauważyłam, że przy schodach do słodowni, na jednej z szyb…jest właśnie wzór, międzi innymi z krzyża i GD. Ciekawe, o co chodzi ;)

  • http://modologia.blox.pl/html modologia

    @fidrygauka: cóż, kobieta musi przegapić parę sów w życiu aż w końcu znajdzie tę właściwą ;)

    @efekty_uboczne: widziałam te wzory i tak myślę, że to ma chyba odnosić się do międzykulturowego charakteru miejsca jakim jest Stary Browar.

  • http://www.zdrowiemodauroda.wordpress.com/ hardaska

    Internet nie przekaze wszystkiego. Bo inaczej jest dotknac, obejrzec z bliska. Sympatyczne to zdjecie mieszkania z widokiem na Wieze Eiffla. Az strach pomyslec ile takie mieszkanie w Paryzu dzisiaj by kosztowalo. A o dekoracji w formie gwiazdy Dawida zgadzam sie z Toba: nie wiadomo co myslec. hardaska zdrowiemodauroda.wordpress.com/