Jeden grosz dla projektanta

20 listopada 2012

W toku relacji o tygodniu mody w Łodzi natknęłam się po raz kolejny na taki zwrot: „wspieranie polskiej mody”. Nie wiem jak Was, ale mnie on drażni, bo chwilami mam wrażenie, że osoby projektujące ubrania są pokazywane jako grupa zawodowa specjalnej troski.

 logo-fb (1)

Gdyby sądzić wspieranie młodych twórców ilością wyprodukowanych na temat ich kolekcji tekstów, to niedługo należałoby zacząć się bać, że jakiś projektant wyjdzie nam z lodówki. Internetowe butiki dają możliwość wystawienia na sprzedaż własnych produktów, a dzięki mediom społecznościowym dostęp do odbiorcy wydaje się być dużo łatwiejszy niż w czasach przed pojawieniem się fejsbuka. Nic tylko sprzedawać i zarabiać, prawda? A jednak to najwyraźniej za mało, projektantom potrzeba więcej – przede wszystkim pieniędzy.

 W trakcie łódzkiego tygodnia mody odbył się panel, w którym brali udział Maciej Zień, Gosia Baczyńska, Marcin Paprocki, Mariusz Brzozowski oraz Tobiasz Kujawa (Fashion Magazine) i Harel. Harel opisała to spotkanie na swoim blogu i polecam przeczytać całość tekstu, z którego zaraz wyrwę kilka zdań.

W kontekście zupełnie świeżo upieczonej współpracy firmy T-Mobile z wymienionymi projektantami pojawiła się następująca kwestia:

Tobiasz zastanawiał się nad całkiem inną rzeczą w związku z tą współpracą. A mianowicie dlaczego T-Mobile nie zdecydowało się wspierać młodych projektantów, tylko „starych wyjadaczy” (z całym szacunkiem, wiadomo). Pani Gosia Baczyńska dość mocno zaoponowała, że młodzi muszą jeszcze sobie zapracować. Myślę, podobnie jak Tobiasz, że byłoby im łatwiej zapracować, gdyby mieli podporę finansową. Maciej Zień zadał konkretne pytanie: ilu młodych zdolnych wybrało się do T-Mobile z pytaniem o możliwość dofinansowania? Tego nie wiemy. On był dwa razy. Udało się.

Zacznijmy tak: na podobieństwo kandydatek na miss świata ja również życzę wszystkim ludziom, aby byli zdrowi, szczęśliwi i mieli nie tylko prawo, ale i możliwości dla realizowania swoich marzeń. I trudno nie zgodzić się z twierdzeniem, że dając wsparcie finansowe młodym projektantom (choć Ci wymienieni też raczej do starych nie należą) umożliwia im się spokojniejsze twórcze życie. A fundując sprzęt fotograficzny młodym fotografom umożliwia im się zrobienie lepszych zdjęć, a dając stylistom dostęp do produktów różnych firm – och, jakie to będą sesje zdjęciowe! Oczywiście tylko tym najzdolniejszym. Oczywiście ironizuję. Ale czasami też się zastanawiam.

Moim zdaniem nie ma się czemu dziwić, dlaczego T-Mobile zdecydowało się na współpracę z wybranymi osobami, a nie z młodszymi stażem przedstawicielami tego zawodu.

Zacznijmy tak: jaki zysk ma z tego T-Mobile? A odklejając się od tej konkretnej firmy: jaki zysk ma firma X decydując się finansować pracę projektanta Y? Szczególnie, jeśli weźmiemy pod uwagę, że nie jest to sponsoring firmy odzieżowej skierowany do młodych projektantów. Można przypuszczać, że robi to ze względów wizerunkowych.

Przypuśćmy zatem na chwilę, że sponsorem zostaje producent kosiarek do trawy. Bo chce i ma forsę, ale ponieważ sponsoring działa według zasady „coś za coś”, to chce np. żeby w kolekcji znalazło się logo sponsora, a modele kosili trawę na wybiegu. Ale za to daje forsę. Czy projektanci są gotowi na kompromisy? Wydaje mi się, że to pierwsze pytanie, na które warto sobie odpowiedzieć.

Wariant powyższy i tak jest bardzo optymistyczny, bo oznacza, że sponsora udało się znaleźć. Ale zanim do tego dojdzie, to … jak go znaleźć?

Przyszło mi do głowy kilka pytań, jakie warto sobie zadać, starając się o zdobycie sponsora dla swojej działalności:

Co możesz zaoferować firmie, od której chcesz uzyskać pieniądze? Ty chcesz pieniędzy, a co firma z tego będzie mieć?

Czego konkretnie oczekujesz od współpracy z firmą?

Dlaczego wybrałeś akurat tę firmę? Czy wysyłasz swoją ofertę „do wszystkich”?

Czy Twoje projekty i produkty firmy są w jakimś punkcie zbieżne? Czy wizja Twojej przyszłości ma jakiekolwiek punkty styczne z filozofią marki? Czy chcesz mieć sponsora w postaci producenta kosiarek/pieluszek/dachówek…?

W sprawie wspomnianego wyżej kompromisu: na jakie kompromisy jesteś w stanie pójść? Na łączenie swojego imienia i nazwiska/nazwy firmy z producentem zup w proszku/lokalnym zakładem przetwórstwa…?

Do kogo zaadresować swoje podanie? Jeśli nie adresujesz listu do konkretnej osoby, to weź pod uwagę, że Twoje podanie obejrzy asystentka lub sekretarka i to ona zdecyduje, co z nim dalej zrobić. Pamiętaj, że nie jesteś jedyną osobą, która pisze do firmy z prośbą o pieniądze – konkurujesz z osobami chorymi, różnymi fundacjami, inicjatywami kulturalnymi. Im większa firma, tym większa konkurencja. Jak chcesz się przebić przez ten tłum? Skąd to wiem? Pracowałam jako asystentka.

Dlaczego Twoje podanie jest atrakcyjniejsze od innych?

Dlaczego Ty, a nie Twój kolega z roku?

Co powiesz, co pokażesz i w jakiej formie podczas spotkania oko w oko z osobą, która zdecyduje o tym, czy dać Ci pieniądze? Masz na to 10 minut.

To tylko garstka pytań wymyślonych na gorąco, być może okażą się pomocne. Nie wie Harel, nie wiem i ja, ile osób z „młodych” kiedykolwiek zdecydowało się na podjęcie takiego kroku jak zdobycie sponsora. Nie wiem też, czy zależy im akurat na sponsoringu, który generuje mnóstwo pytań. Chyba raczej na postaci mecenasa, który oferuje finanse, bo tak chce i nie oczekuje niczego w zamian, nie wnika w proces twórczy, nie liczy też na zysk – po prostu: pomaga.

Być może dobrym wyjściem w niezbyt dalekiej przyszłości będzie powołanie do życia organizacji, która przejmie na siebie zdobywanie środków finansowych i rolę mecenasa, będzie pełnić funkcję pośrednika między tymi, którzy chcą zainwestować w polską modę, ale nie bardzo wiedzą jak i nie do końca wiedzą w kogo. Może to jest jeden z pomysłów?

Może pomysłem jest samodzielne zdobycie dofinansowania na rozpoczęcie własnej działalności gospodarczej? Po prostu założenie małej pracowni, w którym aspirujący do zawodu projektanta będą szyć kreacje na zamówienie i tym samym poznawać potrzeby swoich klientek i klientów. Takie osoby też są potrzebne, nie wszyscy muszą pokazywać swoje kreacje na wybiegu.

Może już w czasie studiów trzeba na własną rękę poszukać osób chętnych do współpracy z uczelni ekonomicznych tworząc podstawowy zespół: projektant plus menadżer. Jednej osobie trudno zapanować nad tworzeniem nowych ubiorów, ich promocją, sprzedażą itp. (to opcja dla tych, którzy akurat nie zakładają, że chcą nad wszystkim samodzielnie panować – to można zrobić, ale ma to swoje ograniczenia w postaci tak prozaicznej jak 24-godzinna doba).

Oczywiście, że pieniądze rozwiązują sporo problemów, a nauka projektowania nie jest tania. Jednak bez pracy (i bez współpracy), talentu, warsztatu i znajomości grupy odbiorców, dla której się tworzy, sukces też nie przyjdzie – nawet jeśli będą środki. To już jednak temat na osobny wpis – choć mogłabym pisać dalej, ale znów usłyszałam, że długie teksty są za długie, więc koniec na dziś.

Co jeszcze można doradzić osobom, które chcą projektować ubrania, pod kątem zdobywania funduszy? Tematu na pewno nie wyczerpałam, może macie jakieś własne propozycje?

  • http://www.welldressedmind.blox.pl/ well-dressed_mind

    Dobry tekst. To wszystko o czym piszesz ma zastosowanie nie tylko przy kwestii finansowania projektantów, ale przy każdej innej formie sponsoringu/mecenatu/współpracy biznesowej. Trochę z fundrisingiem miałam do czynienia i moja rada jest taka: nie rób tego sam. Jeśli jesteś projektantem/artystą malarzem/skrzypkiem/harfistą znajdź sobie kogoś, kto pomoże Ci w temacie zbiórki pieniędzy. Bez obrazy, ale tzw. „artyści”, zwłaszcza początkujący, zazwyczaj nie są obiektywni i nie myślą kategoriami biznesowymi. I ok, wcale nie muszą. Nie są od tego. Znajdź więc kogoś do pomocy, kto napisze Ci ofertę sponsorską, przygotuje prezentację, odbędzie setki rozmów telefonicznych i w końcu zaplanuje spotkanie z potencjalnym sponsorem. Na finalną rozmowę oczywiście możecie iść razem, ale w myśl zasady: o sztuce z artystą, o pieniądzach z managerem. Ech, długi temat. Mogłabym pisać i pisać…:)

  • http://modologia.blox.pl/html modologia

    @well-dressed_mind: dziękuję :) Też zakładam, że nie muszą wszystkiego wiedzieć, a szczególnie nie muszą wszystkiego robić samodzielnie. Pisalam to z myślą o rozbudzeniu wyobraźni osób, którym może się wydawać, że to proste zdobyć sponsora i żeby może powstrzymać zapędy, że tym dobrym się należy, bo są dobrzy. To po prostu za mało.

  • http://www.welldressedmind.blox.pl/ well-dressed_mind

    Oj…zdobycie sponsora nie jest wcale łatwe. No chyba że jest się „galerianką” ;)