O modzie napisali i po co to czytać?

24 listopada 2012

Utknęły mi w głowie narzekania odbywające się gdzieś w sieci, że książek o modzie w języku polskim brak. Działo się to w okresie, gdy pojawiła się kolejna biografia Chanel, więc to był punkt odniesienia: jest coś o Chanel, ale na tym literatura się kończy.

Rzecz w tym, że tak nie do końca jest. Jasne, porównując się z ofertą anglojęzyczną zawsze polegniemy, ale to naprawdę nie znaczy, że u nas pustynia i ze świecą szukać czegoś o modzie, co nie byłoby kolejnym poradnikiem „jak się ubierać? jak żyć?”.

Pisałam kiedyś o niezłym opracowaniu Ewy Szyller, o książce Macieja Chłopka poświęconej bikiniarzom, o biografii rodziny Gucci czy o albumie „Historia mody XX wieku”. Jest też książka o relacjach moda-film profesora Hendrykowskiego czy poświęcona modzie kobiecej książka Aliny Dziekońskiej-Kozłowskiej. Nie są to wszystkie pozycje, o których wspominałam, kolejnych naście czeka w kolejce, a artykułu spokojnie można liczyć w dziesiatkach. Wszystkie w naszym ojczystym języku. Owszem, w dużej mierze nie są to najnowsze książki, ale co z tego? Nie trzeba koniecznie wydawać fortuny na książki anglojęzyczne, bo i one czasem zdarzają się w bibliotekach, choć może trzeba pofatygować się po jakąś do innego miasta. Chcesz sie dowiedzieć, znajdziesz.

Ostatnio wpadła mi w ręce kolejna polskojęzyczna książka, a do tego zupełnie zgrabnie napisana. Sposób podania informacji przejrzysty, najważniejsze problemy mody XX wieku zauważone i treściwie opisane. Mowa o „Historii mody XX wieku” Gertrud Lehnert.

Każda dekada poprzedzona tabelką zawierającą najważniejsze wydarzenia historyczne – prosty pomysł, który uzmysławia, że zmiany w modzie nie zachodziły ot tak sobie, o oderwaniu od rzeczywistości. Od Wortha do Mc Queena.

Przy okazji odkryłam, że chyba jestem dobrą kandydatką na czytanie do snu książki telefonicznej po tym, jak zaczęłam (w porządku alfabetycznym!) czytać słowniczek zamieszczony na końcu książki. Możecie się śmiać, ale wiedzieliście, że „egreta” to ozdoba z pęku lub promienia piór osadzonych w obręczy bądź klamrze, umocowana we fryzurze albo damskim nakryciu głowy. Lansowana w latach dwudziestych przez Poireta ? Owszem, trochę mi żal, że będę musiała zrezygnować z autorskiego określenia egrety mianem „fajne kukuryku na głowie”, ale jak trzeba to trzeba.

A „plastron” to szeroki krawat jedwabny zakrywający gors albo rodzaj wkładki piersiowej przy bluzkach lub koszulach”. A wiecie co to „gammler look”?

Być może nie nadążam na zmianami na świecie wierząc, że rozprzestrzenianie słów ma większą wartość niż sam tylko obraz. Co powiesz o mini patrząc na zdjęcie? Że jest krótka? I że podoba Ci się taki „look”? A modelka ma żakiet z szerokimi ramionami – i co z tego wynika? Widzisz powód na zdjęciu? Rozumiesz? Możesz napisać „moja mama nosiła takie coś ileś lat temu” pokazując tym samym, że posiadasz pamięć. Ale wiesz skąd się wziął taki jej wygląd? Z magazynów o modzie, bo lansowały taki wygląd. Wiesz dlaczego? Najczęściej nie.

Dlaczego warto czytać książki o historii ubioru? Żeby rozumieć, żeby – paradoksalnie – uwolnić się od tych wszystkich rzeczy, które trzeba mieć, żeby być w zgodzie z panującymi trendami, bo bycie z nimi w niezgodzie to chyba faux pas. Żeby bawić się modą.

Nieprzekonanych pewnie i tak nie przekonam, ale jeśli ktoś poszukuje sensownego opracowania tego, co działo się w modzie w XX wieku książkę pani Lehnert polecam.

* * *

Wyczytane: Gertrud Lehnert, (2001) Historia mody XX wieku, Koennemann, Koeln.

  • http://nasze-nozyce.blogspot.com/ nasze-nozyce

    Dzięki za ten artykuł! Sama nieraz narzekałam na brak książek o modzie. Muszę koniecznie przyjrzeć się bliżej polecanym przez Ciebie książkom! :) A tak pozostając jeszcze w malkontenckim klimacie, to dodam, że niestety książko o modzie są dość drogie. Chociaż, właściwie wszystkie książki specjalistyczne i z dobrą fotografią są drogie. Jedno jest pewne- to dobra inwestycja :) Mogę od siebie jeszcze dodać, że całkiem dobrym podręcznikiem dla początkujących jest książka Ffoulkes Fiona: „Jak czytać modę”.
    Na Twój blog wpadłam z polecającego artykułu i zapowiada się, że będę Cię odwiedzać regularnie ;)

    Pozdrawiam!

  • http://modologia.blox.pl/html modologia

    @nasze_nozyce: Cieszę się, że się przyda :) Ceny książek anglojęzycznych rzeczywiście bywają kosmiczne, ale te polskojęzyczne często można niedrogo kupić na allegro (zwłaszcza niektóre starsze pozycje). Polecam na zakupy amazona, bo zdarzają się sensowne promocje – a na pewno jest korzystniej niż w jakiejkolwiek księgarni w Polsce. Te książeczkę pani Foulkes też mam, ale chyba nigdy o niej na blogu nie wspominałam. Zapraszam do kolejnych odwiedzin :)

  • http://efektyuboczne.blogspot.com/ efekty_uboczne

    Wiem, że książek po okładce się nie ocenia,ale… ta jest tak okropna (co to za tło z satyny?!?!?!), że po prostu nie mogę znieść patrzenia na nią. Chociaż może to sposób – wtedy trzeba szybko przeczytać, żeby nie raziła okładką ;) Biografię Gucci i książkę o filmie (prosto z Poznania ;)) zamówiłam u Mikołaja :)
    Pochwalę się, że „plastron” znałam ;) kiedyś czytałam słowniczek w jednej z książek, ale kiedy odkryłam, jak nieudolnie są tłumaczone niektóre ze słów, zrezygnowałam dla swojego dobra. A raczej dla dobra mózgu. Sięgnę po HM (mimo tej okładki!), w ogóle świta mi, że gdzieś ją widziałam, może właśnie w bibliotece?

  • http://www.modologia.blox.pl/ modologia

    @efekty_uboczne: no trochę zęby bolą, jak się człowiek przygląda okładce, ale wnętrze jest ciekawe, więc polecam. Gucci Ci się spodoba, ale wymaga czasu. Dobrze wiedzieć, że nie jestem jednyną czytającą słowniczki ;)