Bezdomni… inspirują?

6 stycznia 2013

Zobaczyłam fragment filmu Zoolander (2001) i pomyślałam sobie, że to zupełnie zgrabna satyra na pomysły niektórych projektantów i projektantek, którzy raczą nas obfitymi opisami inspiracji swoich kolekcji. Punktem wyjścia może być wszystko, a w przypadu poniższej sceny występujący w niej projektant Mugate znalazł kopanię pomysłów u ludzi bezdomnych, włóczęgów i dziwek:

Film via.

Na to nałożyła się krótka informacja z grudniowego numeru Przekroju (51/52 z 2012), iż snobizmem roku 2012 był „styl na bezdomnego”. Styl (?) ten charakteryzują workowate dżinsy, dziurawe rękawiczki z obceiętymi palcami, czapki i szaliki oversize. Ruszyłam na poszukiwanie w odmęty sieci.

I trochę oniemiałam. Okazało się, że faktycznie coś takiego jak „homeless chic” istnieje, ma się nieźle, a w 2010 roku kolekcję inspirowaną właśnie ubiorem ludzi bezdomnych pokazała Vivienne Westwood. Na wybiegu pokazali się m.in. modele z foliową siatą na zakupy, czy pchający wózek z supermarketu. Oczywiście ubrania zaprojektowane przez Westwood nie należą do tanich, a ich zakup mocno podkreśla jak daleko leży źródło inspiracji od końcowego produktu.

Foto via.

Jeśli projektantka chciała zwrócić uwagę faszionistów całego świata na problem bezdomności, to czy organizowanie pokazu z wybraną estetyką było rzeczywiście najlepszym wyjściem? Chyba nie do końca, bo szukając informacji na temat „stylu na bezdomnego” nie udało mi się znaleźć przykładów jakiejkolwiek kampanii zaadresowanej do problemu bezdomności, która byłaby wynikiem tego pokazu. Nie było też tak, że pokazane ubrania miały zwrócić uwagę na problem, a nie wejść do sprzedaży – co wydawałoby się logiczne, jeśli zamierzeniem kolekcji był komentarz do określonego problemu społecznego. Jest jednak zupełnie sporo odnośników na temat tego, czym charakteryzuje się ów specyficzny styl, kto go nosi i jak. Przykład?

O, perełka ze strony femelo.com: Styl prosto z ulic… dosłownie. Homeless chic to kwintesencja modowej nonszalancji i abnegacji, a także odrzucenia tradycyjnego pojmowania klasy i szyku. Pokochały go gwiazdy, czy spodoba się i Tobie? Balansowanie na granicy dobrego smaku, niedbałego wyglądu i zwykłego niechlujstwa to coś dla fashionistek z prawdziwym wyczuciem. Uwaga: tylko dla odważnych!

Westwood nie jest ani pierwszą, ani ostatnią, która wątpliwy „styl na bezdomnego” poddała daleko idącej estetyzacji. Innym przykładem jest sesja z magazynu Antidote z polską modelką Magdaleną Frąckowiak. Patrząc na zdjęcia trudno oprzeć się wrażeniu, że nie ma to jak poranek na kartonach lub noc na ławce. Życie bezdomnych jest godne pozazdroszczenia, bo żyją jak chcą, z dnia na dzień, dziś tu, jutro tam, prawdziwa wolność panie dobrodzieju. Nie wiążą ich kredyty, zobowiązania, po prostu: hej przygodo! A ponieważ gnuśni i dobrze sytuowani odbiorcy sesji mają za mało odwagi, by przejąć ten styl życia w całości, to przynajmniej uszczkną trochę glamuru osób bezdomnych ubierając się w sposób tak ładnie opisany w paragrafie powyżej.

Foto via.

Specyficznemu trendowi uległ nawet Scott Schumann i na jednym ze zdjęć pokazał bezdomnego człowieka, bo ujęła go jego nonszalancja w ubiorze, czy też coś równie oryginalnego. Zdjęcie zostało wycofane jednak z bloga The Sartorialist, ale sieć nie zapomina nigdy i wspomniane zdjęcie można zobaczyć tutaj.

Jednak najbardziej kuriozalnym odkryciem jest dla mnie strona internetowa Homeless Chic. Jej autorzy chcieli pokazać, że podejście do ubrań osób bezdomnych jest wyjątkowo świeże (o ironio!) i może stanowić źródło inspiracji. Odrzekają się od tego, że strona jest wyśmiewaniem się ze sposobu, w jaki ubierają się ludzie bezdomni, ale czytając jej opis trudno się oprzeć wrażeniu absurdu. Wedłu autorów strony po prostu osoby bezdomne są wspaniałym przykładem dobrego gustu, własnego stylu, który osiągają bez konieczności wydawania fortuny, osiągając mistrzostwo w „zrób-to-sam” i w tworzeniu zestawów składających się z rzeczy wyrzuconych na śmietnik.

Foto via.

Autorzy piszą również o tym, że każdej bezdomnej osobie, której zrobili zdjęcie, starali się w jakiś sposób pomóc w zamian za możliwość zrobienia jej zdjęcia. Już prawie można by temu przyklasnąć, gdyby nie myśl, czy w przypadku niezgody na zdjęcie potencjalni modele mogą zapomnieć o jakimkolwiek wsparciu? No i oczywiście zadeklarowana pomoc dotyczy najwyraźniej odpowiednio stylowych osób bezdomnych, które można pokazać jako „źródło inspiracji”. Za krótki opis i zbyt wiele wątpliwości, by przyklasnąć tej idei pomocy. Czy tych niestylowych omijamy szerokim łukiem? Czy gdyby nie chęć pokazania kilku „stylowych” osób bezdomnych na stronie, to i wybrańcy nie otrzymaliby żadnego wsparcia? Jeśli cokolwiek ten pomysł wspiera, to pomoc pod hasłem „coś za coś”, bezinteresowność najwyraźniej nie jest en vogue.

Dlaczego pomysł pokazywania osób bezdomnych jako osób ubranych stylowo jest rażący w swojej bezmyślności?

Pokazując bezdomność w luksusowej otoczce zupełnie odrywamy się od problemu. Celem sesji czy pokazu nie jest faktyczna pomoc komukolwiek, ale pewna estetyczna wizja, która ma się sprzedać. Obraz nędzy w wersji glamur stwarza wrażenie, że wcale nie jest tak źle. Fotografia przekłamuje rzeczywistość dając ewentualnie złudne poczucie, że można „zjednoczyć się” z osobami bezdomnymi przejmując ich „styl”. Czyjaś nieszczęśliwa sytuacja życiowa ulega zupełnej trywializacji, a sam problem zostaje umniejszony. Moim zdaniem to nie jest sposób, w jaki sensownie można mówić o problemie bezdomności.

Wykorzystanie natomiast prawdziwych osób bezdomnych prezentujących ich sposób ubierania się jako godny naśladowania, to dla mnie nic więcej jak tylko żerowanie na ich nieszczęśliwej sytuacji życiowej. Jaką wrażliwość trzeba mieć, żeby umieścić na stronie zdjęcie osoby grzebiącej w śmietniku i – najwyraźniej zupełnie poważnie – zachwycać się jej butami?

Jeśli ktoś lubi „styl na bezdomnego” to może warto byłoby zamienić się ubraniami z konkretną osobą bezdomną, wtedy to będzie niewątpliwie coś nowego i niepowtarzalnego. A może – jeśli poszukiwacze „stylu bezdomnych” nie mogą znaleźć własnej ikony do zamiany ubrań – to może najpierw należałoby pokazać zdjęcia z wybiegu lub z sesji potencjalnej ikonie? Cóż za bezcenna pomoc: ratunek od bezguścia dla osoby bezdomnej, na pewno można liczyć na wdzięczność i na wspólne zdjęcie.

Czasem mam wrażenie, że jeśli jakaś sesja nie uderza bezpośrednio w wartości lub tabu  reprezentowane przez tzw. cywilizację zachodnią, to obrazy prezentujące „styl na bezdomnego” większości zupełnie nie ruszają. Czyli dzieci przemalowane na dorosłych to skandal, ale już wykorzystanie ciemnoskórych dzieci w sesji jest jak najbardziej w porządku. Dalczego dopiero jak na koszulkach pojawi się Hitler, to coś zaczyna drgać?

  • http://www.welldressedmind.blox.pl/ well-dressed_mind

    Nie mam słów. Serio. Czuję, że powinnam to jakoś skomentować, ale nie znajduję słów…

  • http://www.efektyuboczne.blogspot.com/ efekty_uboczne

    Spotkałam się już z tym określeniem i za każdym razem mnie przeraża… a jeszcze bardziej rozwala na łopatki fakt, że jak taka kate moss chodzi w rozdartych dżinsach, rozdartych adidasach i 4-dniowej koszulce,to wszyscy się zachwycają – ciekawe, czy jak bezdomny w podobnym stroju usiądzie obok nich, to jakoś nie chcą autografów i zdzierać z niego ubrania. Dla mnie taka ‚moda’ to przykład skrajnej ignorancji i głupoty ludzi. Ale jak jest moda anorektyczek, to i mody bezdomnych można było się spodziewać…

  • http://www.blox.pl/html?page=userProfilePreview&username=muzealnemodyblogspotcom muzealnemodyblogspotcom

    Wszystko co tu piszesz, jest bardzo konsekwentne i spójne, jak to bywa u Ciebie, ale mimo wszystko zastanawiam się (bo nie wiem wciąż) nad jednym. Czy faktycznie taki pokaz Westwood, którą prawie zawsze interesowała ulica i alternatywa ma wagę równą z tymi sesjami stylizowanymi na bezdomnych czy wyłapywaniem faktycznych ludzi ulicy.

    Poza tym mam jeszcze taką refleksję. Te panny z vogów wymalowane na bezdomnych to prawie jak Maria Antonina posiadająca „wioskę” w Wersalu i żyjąca tam jak prosta, zwykła chłopka….. Życie….

  • http://modologia.blox.pl/html modologia

    @well_dressed-mind: i tak bywa.

    @efekty_uboczne: a ciągnąc Twoją myśl dalej to warto pomyśleć i o tym, że taka Kate ma wybór – może ubrać się teraz tak, a za chwilę w super elegancką kieckę, natomiast osoby bezdomne nie mają tego wyboru.

    @muzealne_mody: Westwood tłumaczyła swoją kolekcję tym, że chciała zwrócić uwagę osób uprzywilejowanych na „scenę bezdomnych” (dosłownie „homeless scene”) – wyszło tak, jakby to była jakaś osobna „scena” jak punk czy rock. Po drugie, trudno mi uznać, że to był jakiś sensowny komentarz, bo to była linia do sprzedaży, a nie jedynie element mający poruszyć czyjeś sumienie i faktycznie sprowokować do działalnia. Kiedyś inspirowała się punkiem, dziś włóczęgami i osobami bezdomnymi, jutro znów czymś innym. A po trzecie – i dlatego odmawiam jej dobrych intencji i prawdziwej chęci zrobienia czegoś z problemem bezdomności – w jednym z wywiadów Westwood powiedziała coś takiego: „Gdybym była bezdomna, ukradłabym rower i zwiedzała galerie sztuki. Poprzez kulturę bezdomni również mogą uczestniczyć w spoleczeństwie. W Londynie muzea mają darmowy wstęp, więc mogą stać się schronieniem dla bezdomnych”. Aż się prosi o pytanie: naprawdę, pani Westwood? Już widzę tu muzea witające osoby bezdomne.

    A co do Marii Antoniny – ciekawe porównanie. Muszę to sobie trochę przemyśleć.