Moja kotka – moja torebka

20 stycznia 2013

Foto via.

Jest taka pani o pseudonimie Tinkebell. Tinkebell miała kiedyś kotkę, Pinkeltje. Kotka jednak zachorowała, więc jej pani skręciła własnoręcznie kark, a z pozostałego futerka zrobiła torebkę. W ten sposób ukochaną kotkę mogła mieć zawsze przy sobie.

Foto via.

Projekt miał miejsce w 2004 roku i nosi tytuł „My dearest Pinkeltje’. Artystkę zalała fala wiadomości, przeważnie od osób anonimowych, informujących ją dokładnie jak sami pozbawili by ją życia uprzednio znęcając się nad nią czy gwałcąc.

A teraz do rzeczy: po co ktoś zabija ukochane, domowe zwierzątko i przerabia je na torebkę?

Tinkebell wyjaśnia, że chciała zwrócić uwagę na stosunek ludzi do zwierząt – do tego, w jakich warunkach są hodowane, jak umierają, kiedy celem ich życia jest oddanie skóry na torebkę wyposażoną w znaną markę, a jak traktujemy naszych „małych przyjaciół”, kiedy mieszkają z nami i stają się częścią rodziny.

Dlaczego zabicie kotki jest gorsze od dania jej śmiertelnego zastrzyku (niektórzy weterynarze mają wątpliwości, co do bezbolesności tego zabiegu dla zwierzęcia)? Dlaczego zrobienie z kotki torebki wywołało taki sprzeciw, podczas gdy torebka ze skóry rodem z Chanel, LV czy jakiejkolwiek innej firmy nie powoduje fali takiej nienawiści, z jaką spotkała się Tinkebell? Ba, jest wręcz pożądanym towarem.

Czy dlatego, że młode cielątką są mniej kochane niż koteczki? Bo do krowy to się ludzie raczej rzadko przytulają, gady to i tak fuj, więc niech przynajmniej się przydadzą na torebki? Dlaczego torebka z futra (czy futra w ogóle) budzą taki sprzeciw, ale skórzane buty budzą jakby mniej kontrowersji?

Jeśli rzecz z futra lub skóry przypomina oglądającym jakieś przytulne, domowe zwierzątko, to mam wrażenie, że protest jest gwarantowany. Jeśli rzecz skórzana nie kojarzy się miło z żyjątkiem do pogłaskania, albo z wielkim niesłodkim zwierzęciem, to nagle wszystko jest w porządku?

Projekt Tinkebell miał zwrócić uwagę na to, jak traktowane są zwierzęta hodowlane, a jak domowe – jak bardzo leży na sercu wielu ludziom to, w jakich warunkach żyją te pierwsze, jaki jest ich los. Jak bardzo różne jest podejście do „praw” czy „godnego życia” zwierząt jednych i drugich.

Druga sprawa, której projekt dotykał, to traktowanie zwierząt – a małych piesków w szczególności – jako akcesoriów. Noszenie ze sobą pieska, który jest elementem dopełniającym stylizację. To jest dla mnie szczególnie tępy rodzaj okrucieństwa, bo sprowadza zwierzę do roli zabawki. Skoro to takie fajne chodzić wszędzie z pieskiem, to chyba byłoby lepiej zafundować sobie wypchanego zwierzaka, który tragicznie zginął potrącony przez samochód na ulicy. Dlaczego tak się nie dzieje?

I trzecia rzecz: anonimowość w sieci. Na początku napisałam, że Tinkebell otrzymywała (i otrzymuje nadal) różnego rodzaju wiadomości z pogróżkami. Kiedy zrobiła torebkę z Pinkeltje nie było jeszcze fejsbuka. Tinkebell z sytuacji, którą ją spotkała, postarała się jak najwięcej skorzystać, żeby skomentować internetową rzeczywistość. Przy pomocy asystentki uporządkowała otrzymane wiadomości i w dużej części odszukała „anonimowych” nadawców skierowanych do niej wiadomości. Pomógł jej w tym m.in. fejsbuk. Część osób sądziła, że wysyłając do artystki niepodpisanego imieniem i nazwiskiem maila zachowa na zawsze anonimowość i bezkarność. Nie zwracali uwagi na to, że częścią informacji pozwalających poznać ich tożsamość jest firmowy adres maila, wklejony gdzieś adres strony internetowej, czy łańcuszek maili od osób od których czy do których ich mail wędrował. Amazon i Youtube również okazały się pomocne.

Powstała z tego książka, w której pojawiły się wybrane maile z groźbami wraz z informacjami na temat ich nadawców zdobytymi właśnie dzięki wymienionym wyżej mediom. Większość hejterów i hejterek okazała się być przykładnymi paniami domu, pracownikami biur, słodko wyglądającymi nastolatkami czy policjantami.

Tinkebell pisze i opowiada (koniecznie to zobaczcie) o swojej działalności, warto zajrzeć na te strony, żeby uzyskać przekaz prosto ze źródła, nieobrośnięty w miejskie legendy czy historie pączkujące w kolejne okrucieństwa, przekazywane pocztą pantoflową. Jej wnioski i refleksja końcowa są jednak przerażające: informacja wielokrotnie powtórzona i wyrzucona jako najczęstsza odpowiedź przez Google to prawda. Ilość powtórzeń decyduje o prawdziwości informacji.

Dla mnie to jeden z ciekawszych projektów, na który ostatnio natknęłam się w sieci. Tinkebell sprawia, że naprawdę niekomfortowo się czuję patrząc na niektóre części z mojej garderoby czy na talerz. Nie stanie się może tak, że wstając od komputera wyrzucę wszystkie rzeczy nieszlachetnego pochodzenia, ale jej podejście naprawdę zmusiło mnie do myślenia. Dużo bardziej niż prostackie – moim zdaniem – kampanie działające na proste emocje, które pokazują królika obdartego ze skóry i mówią „to reszta z Twojego futra”.

Daję „tak” Tinkebell, a Wy?

  • http://www.blox.pl/html?page=userProfilePreview&username=muzealnemodyblogspotcom muzealnemodyblogspotcom

    Jako właściciel dwóch sierściuchów o wyjątkowo pięknych futerkach wolę się nie wypowiadać o torebce….
    Ale w temacie zwierząt ogólnie, to oczywiście jesteśmy hipokrytami…. i niestety najczęściej tego nie dostrzegamy. Kiedy miałem na wyjeździe, ochotę na zobaczenie coś niecodziennego, morskiego na swoim talerzu, szybko się wycofałem i zmieniłem zdanie, gdy kelner polecił mi wskazać konkretną sztukę w akwarium obok….
    Podejrzewam, że gdybym kupując piersi z kurczaka miał wybrać sobie sztukę z klatki, to też nie chodziłbym na takie zakupy. Krótko mówiąc rozumiem, o czym jest Twój wpis…

  • http://nasze-nozyce.blogspot.com/ nasze-nozyce

    Kiedy przeczytałam pierwsze zdania, byłam w totalnym szoku. Do tego to zdjęcie torebki wprawiło mnie w osłupienie! Kiedy jednak przytoczyłaś wyjaśnienia tej kobiety i założenia całej akcji, jestem zdecydowanie na TAK. To, co zrobiła było kontrowersyjne, dlatego odbiło się takim echem w cyberprzestrzeni, a i mam nadzieję, że w głowach ludzi także. Pisanie tekstów typu: „nie zabijajmy zwierząt, to złe” nic nie da. Do ludzi przemawiają przede wszystkim obrazy. Dlatego też pokazywanie zdjęć, filmów, a nawet takie działania jak to, jest zauważalne i skuteczne.
    Mam dosłownie kilka rzeczy „pochodzenia naturalnego” w swojej szafie, ale i tak mam do siebie teraz pretensję. Nie wspominając o diecie. Jednak ludzie to potwory… =/
    Co, do piesków duszących się w torebkach… Przypomniała mi się świnka miniaturka z ostatniego polskiego Fashion Weeku. Zwierzątko zrobiło furorę, przyniosło sławę( niesławę?) właścicielowi i przechodziło z rąk do rąk. Ciąganie, zagłaskiwanie, robienie zdjęć… To nie wymaga chyba komentarza.

    Pozdrawiam,

    Ewelina

  • http://www.efektyuboczne.blogspot.com/ efekty_uboczne

    A jak ta „urocza” pani zabiła kotka, to też jest hipokrytką, bo co – zwierzęta w imię torebki umrzeć nie mogą, a w imię idei już śmierć jest fajniejsza? ;) Ja jestem na nie, bo nie lubię takiego porównywania, uważam, że każda kwestia ma wiele wymiarów i cięzko wrzucać wszystko do jednego wora. Przykład? Jako przedstawiciel mięsożerców muszę jeść mięso. Próbowałam nie jeść, ale nie kończyło się to dobrze i najprawdopodobniej moja grupa krwi warunkuje to, że obiad, bez kawałka mięsa to dla mojego organizmu „takie nic”. Jestem świadoma, że
    a) dla mojego obiadu musi zginąć zwierzę
    b) nie mam żadnej kontroli nad tym, w jakich warunkach ono żyło i jak zostało zabite
    c) zapewnienia producenta i wygląd mięsa nic mi nie powiedzą.
    I co mam teraz zrobić? Zabić się od razu czy przestać jeść cokolwiek i wykończyć się z głodu/braku jakichś składników w organizmie? Nie mówię, że od tego można wysnuć proste wnioskowanie do torebki czy butów, ale sądzę też, że warto mieć dystans do pewnych spraw. Równie dobrze można przytoczyć argument, że np. wybierając eko skórę czy jakieś inne syntetyki niszczymy środowisko, bo zarówno w procesie produkcji, jak i rozkładu (który trwa xxxx lat), to niszczy środowisko,a to wpływa negatywnie zarówno na zwierzęta, jak i na ludzi. Nawet jadąc autobusem na zakupy po eko-torbę z eko-bawełny się do tego przyczyniamy – w końcu żeby stworzyć nasz bilet, ktoś musiał ściąć drzewo (papier) albo stworzyć plastik (komkarta), autobus wydziela spaliny, sklep zużywa wodę i energię, itp. itd. To też śmierć, ale powolna i odroczona. Myślę, że tak już ten nasz przeklęty świat jest skonstruowany, że nie ma dobrego wyjścia (i nie tylko z tej sytuacji) i nie ma dobrego wyjścia.

  • http://www.modologia.blox.pl/ modologia

    @muzealne_mody: jeszcze nie byłam w takiej sytuacji, żeby palcem wskazywać, które żyjątko chciałabym pożreć, ale jestem ciekawa jak zareaguję. Prawdopodobnie jeśli będą to stworzenia morskie, to zjem bez wahania.

    @nasze_nozyce: wiesz, z tymi potworami to bym nie przesadzała ;) Jedna sprawa to to, że jesteśmy mięsożerni i części z nas – jak piszą wyżej Efekty Uboczne – bezmięsna dieta nie służy, więc trudno wtedy jeść nasiona, jak nam własne zdrowie siada. Ale skoro już jemy to mięso, to warto spróbować się dowiedzieć, skąd jest i jakie są warunki życia naszych przyszłych posiłków. Jestem daleka od tego, żeby przejść na dietę bezmięsną, ale powolutku zmieniam swoje podejście i do ubrań, i do jedzenia zwierzęcego pochodzenia.

    @efekty_uboczne: Powinnam była dopisać, że kotka była chora i i tak czekała ją śmierć, więc dlatego pani Tinkebell samodzielnie ją zabiła, a nie li i jedynie ku czci projektu i chęci sprowokowania opinii publicznej.

    Oczywiście problem jest bardzo złożony i trudno to we wpisie umieścić wszystkie aspekty. Nie chodzi też o to, żeby przestać jeść wszystko, co pochodzi od zwierząt – tak na wszelki wypadek, a jeśli chodzi o kwestię zdrowia to już nie ma dyskusji, że masz przestać jeść mięso. To jest jasne. Sprawdzanie każdego producenta mięsa też może prowadzić do tego, że spędzisz mnóstwo czasu szukając informacji, czy jedzenie jest ok. Ale np. w przypadku jajek możesz kupować tylko te z oznaczeniem „0″, bo ta kura widziała i słońce, i trawę, i nie mieszka w klatce, w której lecą na niej z góry kupy innych kur.

    Co do „eko”-skór też się zgadzam i w ogóle daleka jestem od jakichś skrajności, że od teraz to „wszystko albo nic”. Projekt podoba mi się ze względu na podejście do problemu wykorzystywania zwierząt przez człowieka plus dodatkowe aspekty o zwierzątkach-zabawkach i komentowaniu w sieci.

    A co do pozostałych problemów: autobus często można zamienić na rower – nie produkuje spalin, nie trzeba kupować biletu. I też nie chodzi o to, żeby jeździć rowerem w każdych warunkach, czy narażać się na choróbsko jeżdżąc w podłą pogodę, ale jeśli coraz więcej ludzi choć w małym zakresie zmieni sposób transportu, to ich ilość wpłynie na zmianę sytuacji. I podobnie jeśli chodzi o wyroby ze skóry zwierząt: (założenie dość idealistyczne) jeśli spadnie sprzedaż torebek ze skóry, bo klienci będą argumentować, że nie wiedzą z jakiego cielaka została zrobiona torebka, to myślę, że e dłuższej perspektywie sytuacja może się zmienić. Natomiast nie wierzę w rewolucję z dnia na dzień, ale w pozytywistyczną pracę u podstaw jak najbardziej ;). No i bezgranicznie wierzę w rozmawianie na sporne tematy, bo to samo w sobie jest niezwykle cenne :)

  • http://nowiutka.pl/ polaneczka94

    Hmm, torebka bardzo „oryginalna” możliwe że wynika to z innego podejścia niż u nas, np. kładzenie urny z prochami osoby bliskiej na kominku. Ja jednak jestem wegetarianką i nie toleruje zabijania zwierzątek w celu zrobienia torebki i wolę kupić torebkę ze skóry ekologicznej.