Amerkański żigolak

24 lutego 2013

31-letni Richard Gere prezentuje się wcale nieźle. Mamy rok 1980, Kalifornię, palmy, słońce i amerykańskie krążowniki szos. Mamy też świat niezaspokojonych bogatych dam, których potrzeby realizuje Julian Kay, czyli Richard we własnej osobie.

Fabuła filmu jest z gatunku „to jest tak złe, że nawet nieźle się to ogląda”. Mamy bowiem amerkańskiego żigolo, których prowadzi swoje barwne życie, ale – jak to w życiu bywa – napotyka na swojej drodze Tę Jedyną i się zakochuje. A że musi być jakieś napięcie, to ów strzał Amora zdarza się w tym samym czasie, co wrobienie boskiego Juliana w morderstwo jednej ze swoich klientek. Żeby nie było banalnie ktoś napisał bohaterom dialogi z gatunku „jak żyć?”, co ostatecznie pogrzebało sprawę. Trudno powiedzieć, jak akcja się kończy, bo mam nieodparte wrażenie, że film urywa się w jakimś dramatycznym momencie, gdy scenarzyście skończyły się pomysły. Nie można z całą pewnością stwierdzić, że „żyli długo i szczęśliwie”, bo tu akcja toczy się, toczy i nagle pstryk! Ktoś wyłącza światło, widzowie idą do domu.

A gdzie mamy łącznik ze światem mody? Nie chodzi o scenę otwierającą film – nasz bohater robi zakupy w sklepie z odzieżą dla panów (w nowomowie: w salonie marki fashion). Chodzi o scenę, w której Julian dobiera sobie z szuflad komplety garderoby: marynarki, koszule i krawaty. Scena pełna radości, pragnę dodać. Garderoba to nie byle jaka, bo złożona z ciuchów od Armaniego. Jak doczytałam w książce o Versace, rolę Juliena miał początkowo zagrać John Travolta i to on wybrał sobie ubrania od Armaniego. Główny odtwórca jednak się zmienił, ale wybrane ubrania pozostały. Podobno właśnie ta scena, w której Gere kompletuje sobie zestawy ubrań (sety, outfity czy jak to się zwie) przysporzyła Armaniemu rzesze nowych fanów. Osobiście śmiem wątpić, by tłumy oszalały na tle koszuli czy krawata od Armaniego na podstawie jednej sceny w filmie, ale argument, że chodzi o to, iż Gere dobiera sobie owe ciuszki z gołą klatą… proszę o odrobinę realizmu: kto się gapi na metkę krawata, gdy na tym samym ekranie podryguje półnagi Gere?

Film wyłącznie dla fanów Richarda. A swoją drogą: co za zbieg okoliczności, że dziesięć lat po „Amerykańskim żigolo” Gere występuje w „Pretty Woman” – ale już po tej drugiej stronie.

Foto via.

Film jest dla osób, które ukończyły osiemnaście wiosen – choć naprawdę trudno powiedzieć dlaczego. Dlatego i ja wklejam jedynie takie skromne zdjęcie Richarda, bo jest jeszcze przed 22…

Foto via.

  • http://www.szeptywmetrze.blox.pl/ fidrygauka

    Ha,ha jak ja lubię takie recenzje! Od razu mam ochotę obejrzeć ten film (choć nie jestem pewna, czy akturat to było Twoim zamysłem :))
    I … wcale nie ze względu na metki Amaniego – dodam :)

  • http://modologia.blox.pl/html modologia

    @fidrygauka: na pewno pewien przedsmak da Ci trailer – wersja anno domini 1980, naprawdę wiele się zmieniło od tego czasu w kinematografii. Oczywiście, że Armani to tylko pretekst ;)