Ten facet od boba

10 marca 2013

Pamiętacie reklamę: „Vidal Sasson – Wash&Go”? Wydaje mi się, że była to jedna z pierwszych zachodnich reklam szamponów, które pojawiły się w polskiej telewizji w latach 90-tych. Potem żadna inna reklama z kobietą potrząsającą lśniąca grzywą nie była już tak przekonująca.

Historia fryzjera Vidala Sassoona (1928-2012) – od biednego dziecka do właściciela imperium fryzjerskiego – jest tematem filmu Vidal Sassoon: The Movie, który można było obejrzeć w ramach zakończonego wczoraj Warsaw Fashion Film Festival.

Foto via.

Vidal Sasson jako pięciolatek trafił do sierocińca, w którym pozostawał do 11 roku życia. Mając lat 14 zaczął praktyki w salonie fryzjerskim od mycia głów klientkom. Dlaczego został fryzjerem? Bo taka intuicja towarzyszyła jego mamie – i po latach okazało się, że pani Sassoon miała rację.

Sassoon zrewolucjonizował kobiece fryzury w latach sześćdziesiatych wprowadzając m.in. fryzurę znaną jako bob, czy tzw. 5-point-cut, czyli cięcie, które polegało na wyznaczeniu 5 punktów wokół głowy, dzięki którym fryzura podkreślała piękno kobiety. Rewolucyjność polegała z jednej strony na nowym cięciu, ale przede wszystkim na stworzeniu fryzury, o którą kobieta mogła sama zadbać w domu bez większego trudu. Fryzura Vidala zwalniała kobietę z obowiązku chodzenia co tydzień do fryzjera i wychodzenia z salonu z charakterystycznym „kaskiem” z włosów, który musiał przetrwać tydzień – aż do kolejnej wizyty. A tu nagle pojawia się możliwość uniknięcia tego: wystarczy umyć włosy, a one same (świetnie obcięte) dobrze się układają.

Wiecie, że cięcie Vidala najpierw prezentowała Grace Coddington, która obecnie jest dyrektorką artystyczną amerykańskiego Vogue’a?

Foto via.

Foto via.

Salon fryzjerski pana Sassoona wystapił również w filmie Romana Polańskiego „Wstręt”, w którym główną rolę grała Catherine Denevue. Może pamiętacie jak bohaterka na początku filmu pracuje w salonie fryzjersko-kosmetycznym? To właśnie był salon Vidala. Fryzjer współpracował również z reżyserem, kiedy ten zapropnował mu ścięcie włosów Mii Farrow do filmu „Dziecko Rosemary”. W tym filmie jest nawet scena, gdy bohaterka sama mówi, że jej nowa fryzura jest dziełem Vidala.

Foto via.

Przyznaję jednak, że kadrem najbardziej zapadającym w pamięć nie były fryzury stworzone przez Vidala, ale jego forma fizyczna. Ilu znacie panów po osiemdziesiątce, którzy ćwiczą jogę i swobodnie rozciągają się na macie? Właśnie.

Patrząc jednak na fryzury stworzone przez Vidala Sassona nie sposób zapomnieć o latach trzydziestych i fryzurach, które tworzył Antoine Cierplikowski. Wtedy również w modzie była fryzura chłopczycy – choć patrząc na niektóre ilustracje podejrzewam, że nawet przy krótkich włosach układanie fal mogło być bardziej uciążliwe niż fryzury zapropnowane przez Sassoona. Przypominam o tym, ponieważ w filmie pojawiło się sformułowanie typu „największy fryzjer XX wieku”, a to dosyć subiektywne sformułowanie. Nie zamierzam podważać zasług pana Sassona, niemniej warto w tym kontekście pamiętać również o Cierplikowskim. A co do fryzur z przeszłości:  na zdjęciu poniżej znajduje się fryzura z lat dwudziestych prezentowana przez aktorkę Louise Brooks:

Foto via.

Wyjątkowość Sassoona polega jednak nie tylko na uwolnieniu kobiet w latach 60-tych od sztywnych uczesań, ale również na chęci dzielenia się swoją wiedzą. W tym celu założył akademię dla przyszłych fryzjerów, kształcącą kolejne pokolenie. Sassoon w ostatnich latach życia zaangażował się również w akcje budowania domów dla osób, które straciły dach nad głową po tragedii w Nowym Orleanie. Kto bowiem, jak nie on, mógł zrozumieć osoby, które nie mają swojego miejsca?

Na zachętę wklejam jeszcze trailer. Jeśli będziecie mieli okazję kiedyś ten film zobaczyć, to warto. A kiedy i gdzie będzie znowu taka okazja? Tego nie wiem.

Film via.

Na koniec jeszcze mały dodatek z mojej strony: w trakcie festiwalu poszwendałam się nieco po Złotych Tarasach i udało mi się znaleźć kilka przykładów oczywistego stwierdzenia „moda wraca”. W przypadku fryzur moim znaleziskiem stały się manekiny w Marks&Spencer. Przyznacie, że coś jest na rzeczy?

  • http://ich4pory.pl/ misself

    Oczywiście, że pamiętam tę reklamę! I jeszcze hasło „salon szampon i odżywka w jednym”.

    Szukałam kiedyś tego filmu, ale bezskutecznie. A szkoda, bo historia kobiecych fryzur – i ich pielęgnacji – jest fascynującym rozdziałem w historii mody. Zwłaszcza dla nas, dla których przepisy rozpoczynające się od „weźmisz sześć silnych dziewek kuchennych” są kompletną abstrakcją, bo przyzwyczajone jesteśmy do własnoręcznego wykonywania większości zabiegów pielęgnacyjnych.

    PS. Ciekawą lekturą na temat krótkich fryzur jest książka „Przewodnik stada” Connie Willis. Niby powieść, ale pełna interesujących faktów :-)

  • http://modologia.blox.pl/html modologia

    @misself: film o Sassoonie jest na brytyjskim amazonie – cena: 14 funtów. Im dłużej się grzebie w temacie „moda” to okazuje się, że zajmowanie się ubraniami to tylko fragment (choć najszerzej opisany), a np. takimi włosami zajmuje się o wiele mniej osób. Dzięki za informację o książce, poszukam sobie w bibliotece.

  • http://www.blox.pl/html?page=userProfilePreview&username=somtam somtam

    Fakt, technika scinania wlosow perfekcyjna. O 10 lat jestem ich klientka:))). Na 2 letnia nauke do nich, przychodza juz gotowi super zdolni , kreatywni fryzjerzy, aby nabrac dobrego szlifu. Robia fryzury na codzien, po umyciu pare minut zabawy z szuszarka i fryzura gotowa. Najwieksza radosc to, ze przy moim bobie wystarczy ciecie,… co 6 miesiecy. Zaznaczam , ze nie mam „latwych” wlosow, ale po wizycie u nich , mam FRYZURE przez 6 miesiecy :)). Scinanie , bez wzgledu na dlugosc wlosow , trwa ponad godzine. SUPER!!!

  • http://modologia.blox.pl/html modologia

    @somtam: no to chyba poprosimy o adres tego salonu ;)