Kim jesteś Polly Maggoo?

12 marca 2013

Dla obejrzenia tego filmu warto było ruszyć się z Pyrlandii. Choć akcja dzieje się w tzw. świecie mody, to w założeniu reżysera Williama Kleina film miał być przede wszystkim satyrą na działanie mediów w ogóle, a światek okołomodowy był najlepszym sposobem pokazania mechanizmów prania mózgu. Witamy w świecie Polly Maggoo, w roku 1966.

Co my tu mamy?

Mamy tytułową bohaterkę, modelkę Polly. Polly przed kamerami odpowiada na pytanie kim jest. A potem montażysta tnie ten materiał i wychodzi z tego wersja mocno odbiegająca od pierwowzoru. Ta krótka scena jest chyba jedną z najbardziej uderzających w filmie i świetnie pokazuje, jak można zrobić z kogoś konkursowego półgłówka.

Foto: materiały prasowe WFFF

Mamy też wszechwładną panią redaktor, na której ustach zawiesza się wzrok innych czekających na wyrok. Co za ulga, gdy pani redaktor mówi „divine!”, a za chwilę „dee-veen!”. Ta gra słowem w tym czasie jasno pokazywała, kogo reżyser wziął na pierwowzór postaci: legendarną Dianę Vreeland. Jeśli ktoś z Was miał okazję najpierw zobaczyć dokument o Vreeland, a potem film Kleina na pewno wyłapaliście i inne subtelności nie pozostawiające wątpliwości, że chodzi o tę właśnie kobietę.

 

Foto: materiały prasowe WFFF.

Mamy też scenę, w której modelki w garderobie prowadzą rozmowy o pierdołach. Warto spojrzeć na ich stroje, które są fantastycznym przykładem obecnego wówczas w modzie op-artu. Fryzury – patrz Vidal Sassoon. Jak to się wszystko ładnie nakłada na siebie.

 

Foto: materiały prasowe WFFF.

W tym sezonie stroje inspirowane op-artem pojawiły się m.in. u Louis Vuitton’a czy Marca Jacobsa. Nie trzeba jednak sięgać do górnej półki cenowej, bo – i tu znowu kłania się spacerek po Złotych Tarasach – czarno-białe stroje pojawiły się m.in. w sklepach takich jak motivi. Esprit czy Promod.

Po projekcji filmu odbyło się spotkanie z reżyserem Williamem Kleinen, jednym z najbardziej uznanych fotografów XX wieku. Klein fotografował ulice Nowego Jorku i jego mieszkańców od lat 50-tych stając się reprezentatem street photography. Ale nie mylmy tego z fashion street photography, bo jego nie interesowały ubrania osób, ale sami ludzie. Fotografie, które dotąd udało mi się obejrzeć, przykuwają uwagę i zapadają w pamięć.

A jak to się stało, że zaczął fotografować dla Vogue’a? Dostał taką propozycję od Aleksandra Liebermanna, który oglądając inne zdjęcia Kleina zobaczył w nich najwyraźniej chęć tworzenie czegoś nowego. Natomiast sam fotograf przyznał podczas spotkania po projekcji, że na fotografowanie dla magazynu zdecydował się ze względów finansowych – po prostu dla kasy. Jego ówczesne eksperymenty fotograficzne z lat 60-tych zaczynają być dopiero teraz doceniane, a przecież z czegoś musiał się utrzymywać. Poza kasą ważnym powodem były również możliwości technologiczne oferowane przez stanowisko fotografa Vogue’a.

Jednym z jego najbardziej znanych zdjęć jest ujęcie z sesji w Rzymie z 1960 roku. Fotograf kazał modelkom chodzić tam i z powrotem po pasach, co wywołało pewną konsternację u przechodniów, szczególni płci męskiej, którzy uznali modelki za prostytutki i próbowali – hmm… – nawiązać z nimi kontakt.

Foto via.

Jeśli macie ochotę poznać nieco lepiej sylwetkę fotografa, to warto zajrzeć do dokumentu BBC The Many Lives of William Klein. Praca dla Vogue’a to nie jedyne czym zajmował się Klein. Trochę szkoda, że mając w naszym pięknym kraju dziesiątki tysięcy fanów i fanek mody, na spotkanie z jednym z najwybitniejszych fotografów XX wieku zostaje jakieś 30-40 osób. Warsaw Fashion Film Festival stworzył przestrzeń dla spotkania, które po prostu może się już nigdy więcej nie powtórzyć, bo fotograf jest już mocno starszym panem (rocznik 1928), ma trudności z poruszaniem się, a jednak przyleciał na spotkanie z Paryża. Nieobecni – żałujcie.

Film via.