Brudny trampek to modny trampek

15 marca 2013

W czerwcu zeszłego roku zobaczyłam dosyć luksusową wersję brudnego trampka w Mediolanie. Było zdziwienie, był i ubaw. Potem w październiku na Sardynii rzuciły mi się oczy „Happiness Shoes” – też brudne. Zastanawiałam się, kiedy brudne trampki zawitają do naszego nadwiślańskiego kraju – i voila! Na moje zapytanie znalazłam w zeszłym tygodniu odpowiedź w witrynie sklepu Converse w Warszawie.

Żeby nie było wątpliwości: w tym sezonie królem trampek jest brudnawy trampek, noszący na wstępie oznaki zużycia. Czyste buty są dla nudnych leszczy.

Jednak wersja zaproponowana przez Converse nie jest tak skrajna jak mediolańska, czy podlinkowane we wstępie „buty szczęścia”. To raczej taki fabrycznie wyprodukowany stopień zabrudzenia uzyskiwany po jednym dniu chodzenia w miejskim kurzu. Moim skromnym zdaniem w porównaniu z włoskimi trampkami (opcja skrajna) te są dla tych, którzy „chcieliby, a boją się” (opcja umiarkowana).

Czy modniejsi będą ci, którzy mają prawdziwie znoszone trampki, czy ci, którzy kupią te z najnowszej kolekcji? Oto jest pytanie.

Przykurzenie trampka to nie jest wina szyby – jeśli ktoś i o tym pomyślał.

Naprawdę zastanawiam się, kto jest grupą docelową tak skonstruowanego produktu. Zatwardziałe fashion victims? Jeśli macie na to wytłumaczenie, chętnie przyjmę.

I jeszcze jedno mnie nurtuje: może można je domyć? (napisał to nudny leszcz)

  • http://efektyuboczne.blogspot.com/ efekty_uboczne

    Gdzieś w mieście już wpadłam na tę reklamę, ale na billboardzie i jakoś nie skojarzyłam, że chodzi o takie prawdziwe „Get dirty” a nie metaforyczne ;) Chociaż trzeba przyznać, że to wygodne, można sobie odpuścić szorowanie. A kto szorował białą gumę conversów, ten wie, jaki to problem.. :))

  • http://www.wloczykijka6.blogspot.com/ wloczykijka6666

    Kurczę, zastanawiam się do jakiego klienta skierowane są te buty. Zwolennicy rzeczy używanych? Przecież używane oprócz tego, że nie ma w sobie nowości, jest raczej czyste. Buntownicy świeżo wyprodukowanych Conversów? Że niby taki brudny but jest bardziej ludzki, niedoskonały, klient ma z nim bardziej bliską relację niż z takim nowo zakupionym obuwiem? Chodzi mi o to, że czasem człowiek przywiązuje się do rzeczy i jest z nimi nie w relacji ja – produkt, ale ja – płaszcz noszony od 5 lat, ja – torebka po mamie itd. Tutaj by nie było nawet obecności ,,te trampki noszę od 3 lat i bardzo je lubię”, ale ,,te trampki mają wyglądać jakby były noszone conajmniej rok”. Jeszcze przyszli mi na myśl przeciwnicy ,,Perfekcyjnej pani domu”, że – hej, kupię specjalnie zabrudzone buty, żeby mieć od razu spokój z martwieniem się o ich czystość. Ale tu też mi to nie pasuje, bo te wszystkie powody są tak surrealistyczne i nierzeczywiste, że po prostu nie wiem kto by chciał kupować specjalnie brudne Conversy. Wniosek: czego to ludzie nie wymyślą…