Cuda niewidy po raz pierwszy

20 marca 2013

W minioną sobotę wybrałam się Torunia, żeby nacieszyć oko wystawą „Cuda Niewidy” w tamtejszym Centrum Sztuki Współczesnej. Zdecydowanie warto było ruszyć się z Poznania, bo tych kilka godzin w mieście piernika kazało mi ruszyć mózgownicą i po raz kolejny spróbować odpowiedzieć sobie na pytania o to, kiedy jakiś ubiór zyskuje miano dzieła sztuki. Ale po kolei.

Co mnie tak zastanowiło?

W pierwszej sali od razu pojawiło się pytanie, które już od jakiegoś czasu mnie męczy: co to takiego jest fashion film? Po obejrzeniu filmów Ruth Hogben nakręconych dla Garetha Pugha na pewno utwierdziłam się w przekonaniu, że fashion film nie musi (a może nawet nie powinien?) w tradycyjny sposób przedstawiać ubiorów danej marki. Co to znaczy „tradycyjny”? Mam tu na myśli takie filmy, które prezentują kolekcję na wybiegu lub pokazują każdy jej element osobno, z dużą ilością zbliżeń na detale, żeby było wiadomo co pokazujemy. Fashion film niekoniecznie musi też być kilkuminutową historią, z konkretnym wstępem, rozwinięciem i zakończeniem. Ulotka towarzysząca wystawie stwierdza, że filmy Hogben mają „artystyczny charakter” i „oddają ekperymentalny wymiar prac Pugha, którego stylistyka oparta jest na zainteresowaniu grą form, cięć, płaszczyzn, konturów i linii”.

Dyskusja o artyzmie jakiegoś przedsięwzięcia jest dla mnie trudna, ponieważ nie widzę takiego kryterium wedle którego można jasno uznać dane dzieło za przejaw artyzmu lub jego brak. Wątło trzymam się tego, że o uznaniu „artystyczności” jakiegoś tworu decyduje z jednej strony wyrobiony smak osób poddających dzieło ocenie oraz umieszczenie dzieła w muzealnej sali (choć to od razu podsuwa mi na myśl wyjątki). Odkładając zatem na bok artyzm, mogę jedynie stwierdzić, że filmy Hogben są niezwykle spójne z estetyką proponowaną przez Pugh, nie widzę tutaj żadnego zgrzytu między ubraniami projektanta, jego wizją i sposobem ich przedstawienia w filmie.

Przyszło mi w tym miejscu do głowy jeszcze pytanie, czy fashion film to zawsze reklama ubiorów danej marki? Na razie zostawię Was z tym pytaniem – i oczywiście chętnie się dowiem, jakie są Wasze propozycje. Wrócimy do tego niedługo w osobnym wpisie.

Drugi obiekt, który był pytaniogenny, to buty zaprojektowane przez Marloes Ten Bhoemer w 2004 roku. Buty zostały wykonane z włókna szklanego i skóry. Eksponatu nie można dotykać, więc nie mogę powiedzieć Wam ze stuprocentową pewnością, że buty te były sztywne – ale na takie właśnie wyglądały. Interesujące od strony architektonicznej konstrukcji, jeśli sztywne – w zupełności nieużytkowe.

Fot: materiały prasowe CSW.

Jeśli te buty są sztywne, to nie wyobrażam sobie, że można w nich chodzić bez szkody dla zdrowia. But musi „pracować” razem ze stopą, żeby przemieszczanie się nie było dla osoby go noszącej bolesne. Sztywne obuwie jest nieużyteczne. Jeśli prace Bhoemer to takie właśnie sztywne twory, to raczej jest to rzeźba buta. Jednak jako pewien koncept zyskują sobie miejsce w wystawie poświęconej sztuce współczesnej. Zatem: jeśli powstaje dzieło inspirowane rzeczą użyteczną, ale samo nienadające się do użytku, to chyba łatwiej mu trafić do galerii sztuki.

Bezużyteczność takiego tworu odnosi się jednak jedynie do tego, że nie bardzo nadaje się do noszenia, choć przypomina „normalne” obuwie. Z drugiej jednak strony prowokuje do różnego rodzaju pytań, może stanowić inspirację dla innych osób projektujących obuwie, w którym jednak da się chodzić, albo może też być próbą stworzenia „nowego” obuwia ze względu na wykorzystane materiały – może jeszcze za wcześnie, by stworzyć elastyczny i wygodny but z włókna szklanego, ale za jakiś czas, kto wie? Czy takie rozważania są wystarczające, by nadać dziełu Bhoemer rangę dzieła sztuki? Czy jego rola została spełniona?

W kontekście relacji ubiór-dzieło sztuki, a konkretnie obraz malarski, praca Miny Lundgren od razu skojarzyła mi się z „Płonącą żyrafą” Salvadora Dali z 1937 roku.

Fot: materiały prasowe CSW.

Foto via.

Lundgren nie zajmuje się – jak mogłabym sugerować – takimi inpiracjami, ale relacjami między figurą a kostiumem. Niemniej nie mogę pozbyć się tego skojarzenia z obrazem Dalego.

Wracając do intencji autorki: co wynika ze spotkania żywego, ruchliwego ciała ze statycznym, geometrycznym kształtem? Autorka łączy miękkie materiały (np. bawełna, jedwab, dżersej) z twardymi, jak np. drewno. Czy udaje jej się osiągnąć równowagę między tym, co miekkię i tym, co ostre? Żeby to rozsądzić, trzeba zobaczyć jej pozostałe prace w Toruniu.

Na dziś tych kilka spostrzeżeń zamyka pierwszą część refleksji z wystawy. Zostało mi ich jeszcze sporo, ale na razie wysupłałam te najbardziej natrętne skojarzenia i pytania. Kolejne wkrótce.

Jeśli ktoś planuje zobaczyć te wystawę, to może warto doczekać na weekend 17-19 maja, podczas którego wystawie będą towarzyszyć różnego rodzaju spotkania i wykłady. Postaram się dotrzeć tam również w maju – tym bardziej, że czekam niecierpliwie na album z tekstami towarzyszącymi wystawie.

  • http://www.muzealnemody.blogspot.com/ muzealnemodyblogspotcom

    Ja w maju nie będę mógł, bo ten termin to Noc Muzeów i wtedy jestem w pracy :/ Dlatego wybieram się tam w najbliższą sobotę i szczerze mówiąc nie mogę się doczekać :)
    Co do Twojego skojarzenia z żyrafą – to jest tak jak mówisz – nie możesz się od niego uwolnić i tyle. Dzieło sztuki powinno taką konfrontację wytrzymać.

    Natomiast problem dzieła sztuki w galerii jest znacznie bardziej skomplikowany. Z jednej strony pojawia się ocena ludzi, którzy decydują się umieścić jakiś przedmiot w przestrzeni galerii. Z drugiej zaś przestrzeń galerii, zwłaszcza „white cube” działa tak mocno, że w zasadzie niemal każdy przedmiot „staje się” dziełem sztuki; zaczynamy przyglądać mu się uważniej, analizujemy go. Nic nie odciąga od niego uwagi, nic z nim nie konkuruje. To z jednej strony fantastyczne, a z drugiej duże pole do nadużyć.
    Czasem bowiem okazuje się, że „król jest nagi”…

  • http://modologia.blox.pl/html modologia

    @muzealne_mody: Jak dojadę w maju do Torunia, to będę Cię na bieżąco informować ;) Jestem bardzo ciekawa Twoich wrażeń z wystawy i mam nadzieję, że też napiszesz kilka słów, bo kto jak kto, ale Ty coś wiesz o wystawach :)

  • http://krakeluryiturniury.blogspot.com/ krakeluryiturniury

    Mnie jeszcze nie było na wystawie więc na jej temat nie mogę się wypowiedzieć, ale zastanowiła mnie kwestia butów Bhoemer. Dokładniej ich nieużyteczności w przypadku sztywności. Nie mogę być w pełni obiektywny, bo nie chodzę w tego typu obuwiu :) ale przecież istnieją buty z platformą i obcasem z tworzywa sztucznego, które przecież do „pracujących” nie należy. Można jeszcze przywołać różnego typu drewniane koturny z np.paskami ze skóry (jak w przypadku butów Bhoemer), podejrzewam, że komfort chodzenia jest zbliżony. Zresztą można przywołać Annę Dello Russo „Fashion is always uncomfortable” ;)

  • http://modologia.blox.pl/html modologia

    @krakeluryiturniury: Te buty, które wymieniasz jako „niepracujące” są na dłuższą (a często i na krótszą) metę po prostu niewygodne. Ale np. jeśli but ma grubą koturnę z korka, z dobrze wyrzeźbionym podbiciem dla stopy i niezbyt dużą różnicą między położeniem pięty i palców, to takie buty nadają się niemalże do biegania ;) Z mojego obuwniczego doświadczenia wynika jednak, że im sztywniejsza podeszwa, tym gorzej dla mojej stopy.

    A co do ADR i jej stwierdzenia: nie lubię się męczyć cały dzień w czymś, co jest niewygodne – choćby to nie wiem jakim krzykiem mody było. Trzeba mieć chyba w sobie nutę masochizmu, żeby tak się dręczyć ku chwale bycia osobą modną. Nie ma to jak dresik i trampeczki ;)