Adrover: feniks mody

26 marca 2013

Wróćmy na chwilę na Warsaw Fashion Film Festival. Jeden z filmów – a właściwie bohater jednego z filmów – wciąż chodzi mi po głowie. Historia jest z gatunku tych, które widownia często lubi: oto chłopiec z jakiejś tam miejscowości na Majorce zamarzy sobie, że podbije Nowy Jork. I to mu się udaje. Cudowne dziecko, enfant terrible, geniusz – czy jaka tam jeszcze etykietka przyjdzie nam do głowy – spełnia swoje marzenie. A potem następuje spektakularny upadek. Czy bohater wstanie, czy pokonany będzie tak sobie leżał odpuszczając sobie na wieki przygodę z modą? Tyle w w kwestii fabuły.

Naszym dzisiejszym bohaterem jest Miguel Adrover (ur. 1965), pochodzący z wioski Clonge położonej gdzieś na Majorce. Szkołę kończy w wieku lat 12 i zaczyna pracować w rodzinnej farmie. I – jak można wyczytać w jego życiorysie – w 1991 roku pierwszy raz wyrusza do Nowego Jorku. Decyduje się tam zostać, a w 1994 roku wspólnie z Douglasem Hobbsem otwiera butik Horn, który staje się dobrym adresem dla młodych, ekperymentujących projektantów, wśród których znajduje się m.in. Alexander McQeen.

W 1999 roku Miguel decyduje się zaprojektować własną kolekcję dla kobiet. Sukces wisi w powietrzu. Jesienny pokaz z 2000 roku ściąga na niego uwagę Anny Wintour z amerykańskiego Vogue’a i Cathy Horn, dziennikarki The New York Times.  I to z tej kolekcji pochodzą dwa projekty, które kilka lat później Adrover przekaże Metropolitan Museum of Art w Nowym Jorku.

Pierwszy z nich to płaszcz marki Burberry, który Adrover pokazał na wybiegu odwrócony na lewą stronę. W takiej postaci płaszcz przypomina sukienkę, wiązaną z tyłu i zapinaną na plecach. Firma Burberry nie była specjalnie zadowolona z takiego przedstawienia jej kultowego płaszcza, ale udało się w tej sprawie uniknąć ciągania po sądach. Trench Burberry a la Adrover trafił do Met (KLIK).

Drugim ciekawym projektem z tej kolekcji był płaszcz zrobiony ze starego materaca, który należał do sąsiada Adrovera, pisarza Quentina Crispa. Mieszkanie po śmierci Crispa było opróżniane z jego rzeczy – w tym z materaca, który jednak nie trafił na śmietnik, bo przygarnął go właśnie Adrover. I zrobił z niego płaszcz (KLIK).

Dlaczego projektant zrobił płaszcz z dziurawego materiału z używanego materaca? Czy taki pomysł wydaje Wam się niesmaczny? Czy może wyjaśnienia projektanta o zwróceniu uwagi na tę część miasta, w której mieszkał pisarz i na problemy ludzi bezdomnych tłumaczą wystarczająco umieszczenie owej części garderoby w muzeum?

Przywołałam te dwa projekty, ponieważ pytanie „co sprawia, że ubiór dostaje metkę dzieła sztuki?” jest wiecznie żywe, a ostatnio dręczy mnie coraz bardziej. Przy tej okazji zdaję sobie też sprawę, że dokładam kamyczek do tej dyskusji, choć proporcjonalnie problem ujmując rzeczy, które otarły się o „sztukę” jest jakiś promil wobec tych nie pretendujących w żadnym stopniu do bycia dziełem sztuki własnie. Czyli: mikroskopijna ilość projektów buduje sporą ilość tekstów tworząc wrażenie, że w projektowaniu ubiorów chodzi o tworzenie owych dzieł sztuki.

Wracając jednak do projektanta: po kolekcji pełnej sukcesów przychodzi jednak trudny czas: w 2001 roku wycofuje się inwestor Adrovera i projektant traci finansowe wsparcie. Adrover ma pecha, bo jego kolekcje z 2001 roku (Meeteast, Utopia) są pełne bliskowschodnich odwołań, co w świetle ataku na WTC we wrześniu 2001 roku tworzy wokół niego nieprzychylną aurę. Możecie powiedzieć, że to idiotyzm: jak można odwracać się do projektanta, który po prostu stworzył taką, a nie inną kolekcję, i nie ma to żadnego związku z samolotowymi katastrofami? Zbieg okoliczności i tyle. A jednak utrata inwestora jest dotkliwa.

W 2004 roku projektant wraca na Majorkę, a w 2007 podejmuje współpracę z firmą Hess Natur, która prowadzi sprzedaż ubrań poprzez katalogi wysyłkowe. Scena, w której Adrover uzgadnia z przedstawicielami firmy, co i dlaczego proponuje ich klientkom, oraz odpowiedzi jakie otrzymuje to jedno wielkie pytanie: projektując ubrania dla danego zleceniodawcy, jak dalece pójdziesz na ustępstwa? Czy potrafisz odwiesić swoje „wizje” i projektować na zlecenie, choćby nawet estetyka zleceniodawcy leżała na biegunie przeciwnym do twojego? Jak się zachowasz, jeśli to będzie Twoje jedyne źródło utrzymania? To jest druga kwestia, która przychodzi mi do głowy jako istotna po obejrzeniu filmu. Kiedyś już starała się odpowiedzieć na te pytania, więc zainteresowanych odsyłam tutaj.

Suzy Menkes opowiadając o Adroverze zwróciła uwagę na jedną – bardzo ważną moim zdaniem – sprawę. W kontekście tego projektanta dziennikarka stawia pytanie o to, czy będąc buntownikiem, choćby nawet piekielnie zdolnym, jest się gotowym w pewnym momencie na ustępstwa, których wymaga współpraca z inwestorami. Czy i jak dalece można ustąpić projektując kolekcje dla coraz większej grupy odbiorców? Nie projektuję ubrań, więc to nie moje dylematy, ale dla kogoś kto przechodzi ze strony „off” na stronę „designer avenue” (że sobie pozwolę na ten podział rodem z fashion weeku) może warto sobie postawić to pytanie?

Na koniec trailer – choć niewiele mówi on o zawartości filmu. A film nosi tytuł „Call it a balance in the unbalance” (2011).

Film via.

P.S. Jeśli śledzicie tygodnie mody, to pewnie wiecie, że Adrover powrócił z nowymi kolekcjami. Film jednak kończy się w momencie, gdy wcale nie jest to takie pewne.

  • http://efektyuboczne.blogspot.com/ efekty_uboczne

    Trencz na lewej stronie? Hmm, chyba tego nie kupuję ;) Ale zgadzam się z dylematami o ustępstwach, czy bycie buntownikiem nie wyklucza uczestnictwa w tej „sferze glamour”? Według mnie akceptowanie tych reguł i ustępstwa, jednak odejmują kilka punktów z bycia buntownikiem. Nie mówię,że to złe, ale na pewno inne od tego, kiedy ktoś działa na własną rękę i w „alternatywnych” sferach.

  • http://modologia.blox.pl/html modologia

    @efekty_uboczne: Właśnie: co to za bunt, który z zasady jest ograniczony koniecznymi kompromisami? Mnie się wydaje, że nie da się „robić buntu” na masową skalę, to jest po prostu sprzeczne samo w sobie.