Od Chanel do Versace: style w modzie

29 marca 2013

Kolejna książka w naszym rodzimym języku. Ta książka to Od Chanel do Versace. Style w modzie (2013) autorstwa Marnie Fogg.  Kupiłam bez zastanowienia. Ale nie wiem, czy kupiłabym po raz drugi.

Foto via.

Dlaczego? Z jednej strony książka zbierająca w jednym tomie ponad setkę postaci jest może pomocna, jeśli chcemy się zorientować, kto jest kim, na czym polega styl wybranej osoby lub domu mody, a w przypadku tej publikacji – mamy dostęp do 1000 zdjęć różnych sylwetek (jak podaje wydawca na obwolucie). Do części z tych zdjęć niełatwo jest dotrzeć, więc przyjemnie jest mieć je zebrane w jedym miejscu.

Ciekawym pomysłem w tej książce jest umieszczenie na końcu próbek różnych wzorów charakterystycznych dla różnych domów mody czy konkretnych projektantów. Myślę, że pomaga to uchwycić w niektórych przypadkach, gdzie leży punkt ciężkości zainteresowań osoby, która wymyśliła lub zastosowała dany wzór.

Z drugiej strony, historia mody XX wieku podana na początku książki jest już tak skrajnie w pigułce, że naprawdę nie wiem, jaki obraz wyłoni się osobom niemającym wcześniej do czynienia z podobną lekturą. W tej części możemy dowiedzieć się, że tym, z czego zasłynął Yves Saint Laurent było utworzenie kolekcji Rive Gauche. Owszem, inne fakty pojawiają się już przy sylwetce projektanta, ale wybór tego jego działania jako najważniejszego jest dla mnie cośkolwiek wątpliwy.

Zastanawiam się też, czy poza Madeleine Vionnet był jeszcze ktoś o tym nazwisku, bo na 24. stronie pojawia się określenie „nieśmiertelny Vionnet”, więc albo błąd tłumacza, albo ówych Vionnet było ciut więcej (ale z książki się tego nie dowiemy).

Kolejna sprawa to dobór nazwisk. Na pewno trudno wybrać setkę osób z XX wieku, co do których udaje się znaleźć dobre uzasadnienie, dlaczego akurat ci, a nie inni są warci zaprezentowania. Ale np. czy marki takie jak Erdem czy Rag&Bone są ważniejsze niż Andre Courreges i Paco Rabanne? Dlaczego niejaka marka Antik Batik wygrała z Husseinem Chalayanem czy Iris van Harpen?

No i problem, który pojawił się już w przypadku książki z serii Taschena „Moda XXI wieku” - nic się tak szybko nie starzeje, jak najnowsze opracowania. Już kto inny projektuje dla domów mody Balenciaga czy Yves Saint Laurent.

Myślę, że powód dla którego warto mieć tę książkę to zdjęcia i – być może – informacje o markach, których nie znaliśmy. Ale czy to wystarczy?

  • http://www.efektyuboczne.blogspot.com/ efekty_uboczne

    Mam wrażenie, że z większością książek, które są dostępne i łatwo je kupić (przez „łatwo” rozumiem, że nie kosztują wielokrotności średniej krajowej ;)))), jest podobny problem. Czyli „fajne na początek”, ale w którymś momencie chce się trochę więcej. I niestety, zostaje niedosyt…

    Za to ostatnio zamówiłam sobie na wyprzedaży „Red Dress” Valerie Steele, zachęcona ceną i opisem (Między innymi „It provides an informative, entertaining discussion of the power of red in our culture and in fashion, then showcases over eighty stunning dresses, from medieval attire to the latest looks on the catwalk. „), ale się zdziwiłam, kiedy okazało się, że to w 95% zdjęcia + 3 strony tekstu wstępu + 1 strona opisu zdjęć. To „discussion” raczej sugerowało połączenie zdjęć z tekstem…ale przynajmniej wydanie ładne ;))

  • http://www.blox.pl/html?page=userProfilePreview&username=muzealnemodyblogspotcom muzealnemodyblogspotcom

    Myślę, że większość książek z „wiedzą w pigułce” ma podobne zalety i wady – pomijając oczywiście jakość zdjęć itd. Taka ich rola. Po prostu :))

  • http://modologia.blox.pl/html modologia

    @efekty_uboczne: Tak się czasem zastanawiam, gdzie jest ta granica w kupowaniu książek, gdy mówisz sobie „dość” – i myślę, że jeszcze hen przede mną ;) A co do „Red Dress”, to biorąc pod uwagę autorkę to masz przynajmniej gwarancję, że na tych kilku stronach nie ma bzdur. A to już coś.

    @muzealne_mody: Zgoda (bo cóż by innego?). Pytanie jednak: jak wybrać lepszą pigułkę od gorszej?

  • http://www.blox.pl/html?page=userProfilePreview&username=agajanas agajanas

    Byłam dla tej książki łaskawsza w swojej recenzji. Uważam, że ma kilka mocnych punktów: nieźle opracowaną, zwięzłą historię domów mody czy projektantów, dobrą część poświęconą projektantom nadruków na tkaninach (zwłaszcza tym mniej znanym), dobry wybór charakterystycznych dla marki kolekcji. Na kolana nie rzuca, ale miejsce w biblioteczce ma zapewnione.