Coco Chanel. Życie intymne

5 kwietnia 2013

Właściwie to nie zamierzałam czytać tej książki. Opis na obwolucie odwołujący się do romansu Chanel z niemieckim baronem von Dincklage w czasie II wojny światowej to dla mnie przeciętna zachęta do brnięcia przez 600 stron tekstu. Co mnie w końcu obchodzi z kim chadzała do łóżka projektantka i czy było to patriotyczne, czy wręcz przeciwnie. Interesują mnie jej projekty, a życie osobiste – cóż, niewątpliwie interesujące, ale to nie ono chadza po wybiegu.

No to dlaczego w ogóle po nią sięgnęłam? Bo właśnie ukazała się wersja „Coco Chanel. Życie intymne” w wydaniu kieszonkowym za 14,99, a miałam przed sobą kilka godzin podróży pociągiem, które jakoś chciałam zabić. Uznałam, że co jak co, ale to dobra okazja na czytanie romansidła – nie wymaga specjalnego skupienia, a zapewne dużo się będzie działo, bo Chanel przeżyła lat 88.

Zabieranie się do czytania z takim nastawieniem woła o pomstę do nieba, ale cóż robić? Nie bardzo wierząc w lekturę zaczęłam rozdział pierwszy. I od razu coś przestało mi grać. Bo niby jak to: po co tu ci wszyscy przodkowie Chanel, skoro rzecz miała być o romansie z przystojnym Niemcem?

Okazało się, że książka, do której podeszłam z takim uprzedzeniem, jest rzetelnym opracowaniem całego życia projektantki. I choć opisy na obwolucie skupiają się niemal wyłącznie na wątku jednego romansu, to wcale nie dotyczy ona tylko tego. Ba, to jest po prostu jeden z poruszonych fragmentów życia autorki „małej czarnej”.

Czyta się tę książkę niezwykle przyjemnie. Autorka Lisa Chaney nie wymyśla wydarzeń, które mogłyby mieć miejsce i nie wkłada w usta postaci kwestii, które nie padły. Życie najbardziej niezależnej kobiety XX wieku jest wystarczająco interesujące i nie ma potrzeby go dodatkowo ubarwiać.

I faktycznie: są wątki romansowe, ale nie pożerają one całkowicie treści książki. Dla mnie atutem jest zwracanie uwagi na tło historyczne, opisy osób pojawiających się w życiu projektantki – przyjaciół, artystów, dziennikarzy, przytaczanie informacji o wydarzeniach kulturalnych dziejących się szczególnie w latach dwudziestych i trzydziestych.

Wersja kieszonkowa nie ma żadnych zdjęć, ale to nie jest publikacja, w których pierwsze miejsce należy ubraniom. Tu pierwsze skrzypce grają ludzie, na czele oczywiście z główną bohaterką.

Po przeczytaniu książki już w ogóle nie dziwi mnie, dlaczego tak wiele osób postrzega Chanel jako inspirującą osobę – historia dziewczynki zostawionej u zakonnic, która stworzyła rozpoznawalny styl kobiecej szafy w XX w wielu miejscach chwyta za serce. Z drugiej strony czasem jednak „gdybam” – z pełną świadomością, że to kompletnie nieproduktywne – a co gdyby Chanel prowadziła ustatkowane życie u boku jednego mężczyzny i tworzyła swoje projekty? Czy wtedy też byłaby tak fascynująca dla potomnych? Ale czy wtedy to byłaby Coco?

Jej biografia, historia budowania własnej niezależności może skłania różne osoby do podążania jej śladem, próby osiągnięcia własnego celu dzięki olbrzymiej determinacji, ale też przede wszystkim tworzy jej legendę. Czasem zastanawiam się, na ile faktycznie znamy jej twórczość, a na ile to właśnie jej życie powoduje, że jej projekty są postrzegane jako wyjątkowe?

Mimo moich pozostawionych bez odpowiedzi pytań, gdyby ktoś się zastanawiał nad przeczytaniem tej książki, to nie będzie to strata czasu. Może nie jest to lektura, do której podchodzę z jakimś olbrzymim entuzjazmem, ale cieszę się, że miło się rozczarowałam.

Lisa Chaney (2011) Coco Chanel. Życie intymne, Wydawnictwo Znak.

  • http://www.blox.pl/html?page=userProfilePreview&username=muzealnemodyblogspotcom muzealnemodyblogspotcom

    Tak, ja też dałem tej książce „zielone światło” i generalnie ją polecam :)

  • http://wwww.wloczykijka6.blogspot.com/ wloczykijka6666

    W tej książce nie podoba mi się jedna rzecz: tytuł. Skutecznie odstrasza czytelnika zainteresowanego modą i twórczością Chanel. Miałam trochę obaw – życie intymne Coco? Co w tym może być rzetelnego, to pewnie takie romansidło opisujące jej związki z dużą ilością sensacji i nic poza tym. Jakże się myliłam. Cała historia Chanel opisana została wnikliwie i bardzo porządnie, a przy tym ciekawie. Dużo nieznanych faktów, pokazanie jeszcze dokładniej postaci projektantki i ludzi, którzy ją otaczali. Nie tylko partnerów, ale po prostu przyjaciół, znajomych, konkurentów w zawodzie. Pamiętam, że był tam konflikt z Elsą Schiaparelli, znajomość z Salvadorem Dali (swoją drogą bardzo podoba mi się obraz przedstawiający kłos zboża, który od niego dostała). Kurczę, chyba wezmę się za nią drugi raz i napiszę recenzję, bo ta książka to przykład nie tyle co ,,nie oceniaj książki po okładce”, ale ,,nie oceniaj książki po tytule”.

    Co do samej Chanel i jej ciągłej obecności w modzie. Trochę niezręcznie pisać, że wciąż się ją pamięta i podziwia między innymi dlatego, że miała silny charakter i była niezwykła – tak mogą stwiedzić ci, co ją znali a nie odbiorcy paru książek i filmów o Chanel. Myślę, że oprócz pokazania swoim życiorysem hasła ,,wszystko jest możliwe” miała zmysł i szczęście do zaprojektowania małej czarnej i innych dzisiejszych klasyków. Poza tym może to tylko moje wrażenie, ale mimo tych publikacji, filmów o niej wciąż osoba Coco ma w sobie tajemnicę. A to zawsze ludzi będzie ciekawić.

  • http://www.efektyuboczne.blogspot.com/ efekty_uboczne

    O proszę, tyle razy ją widziałam i nigdy nie myślałam nawet o zakupie – tytuł i opis odstraszały. ;)

  • http:http:http://muzealnemody.blogspot.com muzealnemodyblogspotcom

    Faktycznie opisy książek potrafią wprowadzać w błąd. Ostatnio pisałem „u siebie” o książce, której bohaterem jest Gianni Versace muzealnemody.blogspot.com/2013/04/versace-reaktywacja.html Tam tez moim zdaniem opis nie idzie do końca w parze z treścią. Wydaje mi się, że wynika to, Chanel też się w to wpisuje, że takie książki są adresowane do maksymalnie szerokiego grona odbiorców. A co kręci „szerokie grono odbiorców”? Romans, skandal, tajemnica itd…. Czasami jest to strzał w stopę, bo, jak widać, paradoksalnie, Ci którzy książką są (byliby) najbardziej zainteresowani, odstraszani są owymi opisami, podtytułami, tytułami.
    A może jednak grono czytelników najbardziej zainteresowanych modą jest wciąż zbyt małe by jedynie do niego adresować książki? W końcu moda dla bardzo wielu osób, to głównie obrazki, a nie tekst (nie wartościując, ani nie ujmując nikomu)…

  • http://www.welldressedmind.blox.pl/ well-dressed_mind

    Szacun! Ja nie mogę zmęczyć tej książki. Jest nawet na liście moich postanowień noworoczynych…

  • May

    Zdecydowanie zgadzam sie z Twoja opinia na temat ksiazki, a takze promocji (czy raczej antypromocji) zapewnionej jej przez polskiego wydawce. Ja takze zabralam sie za lekture z pewnym wahaniem, spodziewajac sie literatury na poziomie brukowca, tymczasem okazalo sie, ze pozycja ta jest bardzo wywazona i swietnie napisana. Po raz kolejny sprawdza sie stare porzekadlo „nie oceniaj ksiazki po okladce” :) Pozdrawiam!

    • http://www.modologiablog.pl/ modologia

      Jak rzadko kiedy, w tym przypadku przysłowie trafia w sedno :) A co do tej książki – lubię tego rodzaju „rozczarowania” ;)

      • May

        Jezeli poza takimi milymi „rozczarowaniami” lubisz takze tematyke poswiecona zyciu i tworczosci Chanel, serdecznie polecam „Coco Chanel. The Legend and the Life.” autorstwa Justine Picardie. Ksiazka bogata nie tylko w tresc, ale rowniez w piekne zdjecia.
        Nie jestem pewna, czy polski przeklad jest dostepny na rynku, choc wydaje mi sie, iz widzialam ta pozycje w jednej z ksiegarni. Jakkolwiek by nie bylo, po angielsku czy po polsku, pozycja ta jest godna uwagi.

        • http://www.modologiablog.pl/ modologia

          Ta książka została wydana po polsku rok czy dwa lata temu, ale jeszcze jej nie czytałam – jest na liście, ale teraz zamiast żywotów projektantek muszę obrobić inne lektury.

  • Kayka Sadowska

    czytam już recenzję numer X i zamówiłam właśnie 4 książki na Allegro, bo już nie się mogę doczekać, kiedy zacznę je czytać. W tym o Coco Chanel. Ale z drugiej strony jestem na Panią strasznie wkurzona, bo je kupiłam, a miałam wydać te pieniądze na pozycje potrzebne do pisania mojej pracy magisterskiej, a nie na przyjemności i teraz mam problem :-) Pozdrawiam!

    • http://www.modologiablog.pl/ modologia

      Jedna mała książka, a ile emocji ;) Proszę się nie złościć, bo – jak mówi przysłowie – złość piękności szkodzi. Mam nadzieję, że zakupy książkowe i zadowolenie z lektur zmniejszą ciężar tej złości ;)

      • Kayka Sadowska

        oj zdecydowanie! żadna to złość, to pełna satysfakcja. Dziękuję (już ogólnie mówiąc) za teksty i za recenzje, bo są bardzo rzeczowe i dają świeże spojrzenie. pozdrawiam