Och, Karl…

2 maja 2013

Miało być pięknie. Jakoś po dokumencie o Dianie Vreeland mój apetyt na filmowe odkrywanie „wielkich świata mody” znacznie się zaostrzył. Korzystając z nie do końca satysfakcjonującej pogody w mijający majowy weekend sięgnęłam po film o Karlu. Nazwiska chyba nie trzeba podawać?

Foto via.

Czytałam wcześniej różne wywiady z tym panem i nastawiłam się na film skrzący celnymi uwagami, na 85 minut odkrywania człowieka skrytego za słonecznymi okularami, usztywnionego białym kołnierzykiem, uzbrojonego w masę pierścieni i w zbroi z eleganckiego garnituru. Liczyłam na skruszenie tej fasady.

Tymczasem co? Film wypełniają różnego rodzaju ujęcia z gatunku: Karl rysuje, Karl na backstage’u pokazu, Karl na wybiegu, Karl w samolocie do/z, Karl z gwiazdą, Karl z modelem i modelkami. Czyli ujęcia widziane już tyle razy, że trudno o zaskoczenie.

W wywiadzie sam reżyser przyznaje, że nie zakładał z góry, czego chce się dowiedzieć o Karlu i może w tym tkwi szkopuł? Może niektórym trafi do przekonania argument, że to jest taka „nowa szkoła dokumentu”, ale moim zdaniem, jeśli reżyser nie wie, jak chce przedstawić swojego bohatera (albo też pomysł ten jest bardzo ogólnie zarysowany) to potem wychodzi nieco rozjechany i nieskładny obraz końcowy.

Rozmowy? Niestety pan przeprowadzający wywiad z Karlem nie dorósł do poziomu swojego rozmówcy. Kiedy pyta go o jego orientację seksualną i związki z mężczyznami jąka się jak nastoletnia panienka, przy której ktoś po raz pierwszy powiedział głośno „seks”. Niemalże można zobaczyć, jak projektant wywraca oczami po usłyszeniu tego pytania i niezdolność swojego rozmówcy do pytania o „to” okrutnie komentuje. Może było to podyktowane onieśmieleniem w obecności „geniuszu”, ale – choć zabrzmi to obrazoburczo – osoby projektujące ubrania to też ludzie, łącznie z tymi najwybitniejszymi, i poza byciem najlepszymi w swoim fachu, mają również trzewia i organy płciowe. I korzystają z nich tak, jak inni śmiertelni.

Pada jednak w tym filmie kilka celnych uwag, z którymi zgadzam się tak, jakbym sama na nie wpadła po raz pierwszy.

Krótka wypowiedź Karla o tym, że moda to niesprawiedliwy przemysł, że najlepsi są nieliczni i trzeba się z tym pogodzić, że jeśli nie potrafisz tego zrozumieć – idź do urzędu i przekładaj papiery przez następne dzieści lat. Że każdy pokaz to praca od nowa, a nie odcinanie kuponów od poprzedniego.

Mówiąc o tym, czym się zajmuje, stwierdza, że to po prostu praca. W kontekście tego, czym się zajmuje mówi też o dużym szacunku dla osób, które realizują jego pomysły. On tylko rysuje i zachwyca się tym, że inni potrafią jego pomysły wprowadzić w życie. Nie ma tym żadnej kokieterii, po prostu wie, że bez chmary osób pracujących na zapleczu jego pomysły pozostałyby na kartce papieru.

Jego poglądy na małżeństwa osób homoseksualnych, wychowanie dzieci czy pedofilię mogą czasem szokować swoja niepoprawnością polityczną, ale nie da mu się odmówić jednego: potrafi je uzasadnić, wie dlaczego tak twierdzi. Dosadność jest w tym miejscu lepsza od rozmemłania.

Słuchając jego opinii na tematy związane i niezwiązane z modą aż trudno uwierzyć, że nie ukończył studiów, nie ma nawet matury. To może być argumentem dla osób, które nie wierzą w edukację, ale w sukces odniesiony własną, ciężką pracą, ale z drugiej strony: ilu faktycznie odnosi sukces w danej branży na miarę Karla, a ilu jednak wykształcenie znacząco pomaga?

Przywołane uwagi (i kilka innych, o których nie piszę, bo po co wszystko zdradzać) mogłyby jednak zostać streszczone w półgodzinnym filmie, a niekoniecznie rozciągnięte w trzy razy dłuższej produkcji. Mam wrażenie, że reżyser albo nie potrafił, albo może bał się natłuc skorupę-wizerunek Karla, nad którym on sam pracował przez lata i pracuje nadal. Oglądając film miałam wrażenie, że już, za chwilę zajrzymy gdzieś pod podszewkę, ale ostatecznie to główny bohater pokazuje nam tylko tyle, ile chce i ani skrawka więcej. W końcu to on rządzi.

* * *

Lagerfeld Confidential (2007), reż. Rodolphe Marconi

Oficjalna strona filmu tutaj.

  • http://pampeluna/ joannabeckwith

    myślę, że właśnie to „niedorastanie” autora filmu do poziomu intelekualnego jego bohatera jest filmu największym problemem. i to nie tylko w pytaniu o seksualność. w gruncie rzeczy było to najwyraźniejsze z wrażeń jakie odniosłam po jego obejrzeniu — Karl nie traktował swojego rozmówcy poważnie. najładniejsze ( i najintymniejsze) moim zdaniem sceny to moment rozgrzebywania biżuterii i kanapowa opowieść o matce, o niemieckim dzieciństwie. reszta to takie szwedanie się świeżo przygarniętego kundla za jego nowym panem — nigdy nie wiadomo w ktorym momencie pan się wkurzy i kopnie.

  • http://modologia.blox.pl/html modologia

    @joannabeckwith: Właśnie, takiej uwagi mi zabrakło – o niepoważnym traktowaniu rozmówcy. Poza tymi dwoma intymnymi scenami, o których piszesz, mnie jeszcze jedno zapadło w pamięć, gdy kamera najeżdża na zdjęcie mężczyzny w pilotce – i niestety film nie daje odpowiedzi na pytanie, dlaczego akurat jego zdjęcie jest tak wyróżnione w apartamencie projektanta. Szkoda. Można się tego dowiedzieć z innych dokumentów, ale film tego nie robi. Dziękuję za komentarz.