Notatki z Yamamoto

7 maja 2013

Film „Notebook on Cities and Clothes” (1989) leży u mnie już chyba od ponad roku. Raz zaczęłam go oglądać i zdecydowałam, że to nie jest dobry moment na film, który zapowiada się jako refleksyjny. Rozpoczynają go rozważania dotyczące tego, czym jest tożsamość, skąd wiem, że „ja” to „ja”, a ponieważ nie było mnie to w stanie poruszyć, to zrezygnowałam z dalszego oglądania.

Wróciłam do filmu kilka dni temu z mocnym postanowieniem wytrwania do końca. O ile lubię sobie przemyśliwać różne rzeczy, tak sposób opowiadania o Yohji Yamamoto zaproponowany przez Wima Wendersa do mnie jednak nie trafił. Owszem, akurat w tym filmie sceny pokazujące przygotowania do pokazów były w pewien sposób ujmujące: bliskość projektanta i jego współpracowników wydała mi się bardzo kontrastowa w stosunku do żyjącego mocno w swoim własnym świecie Lagerfelda.

Foto via.

Przygoda Wendersa z Yamamoto zaczyna się w chwili, gdy reżyser pierwszy raz zakłada na siebie ubrania japońskiego projektanta. Dają mu one poczucie swoistego „bycia u siebie”, czego wcześniej nie doświadczył podczas tak prozaicznej czynności jak wybór ubrań. Chce poznać projektanta, który tak dobrze trafił w jego potrzeby.

Akcja toczy się w Paryżu i Tokio, projektant opowiada za co lubi miasta i co dla niego znaczą. Dla mnie jednak dużo bardziej interesujące są uwagi na temat wykonywanej pracy. Przede wszystkim Yamamoto stwierdza, że jest damskim krawcem, nie projektantem mody – stoi na pozycji dokładnie przeciwnej zajętej przez Paula Poireta.

Yamamoto projektując ubrania zaczyna od materiałów, od ich tekstury, od tego, jakie są w dotyku. Dopiero w następnym kroku myśli nad formą ubioru. W tym momencie zaczęłam zastanawiać się, jak to jest w przypadku osób projektujących ubrania: czy najpierw myślą o tym, z jakiego materiału chcą uszyć nową kolekcję i to materiał narzuca potem formę ubraniom, czy może najpierw myślą o ciele, które chcą ubrać i do niego dostosowują swoje pomysły? W końcu ubrania są po to, żeby je nosić na ciele – bardzo konkretnym, istniejącym, namacalnym i materialnym. Co jest punktem wyjścia?

Wenders w pewnym momencie pyta projektanta, czy nie boi się pokazywać swoich projektów, ich szkiców czy materiałów, z których skorzysta, przed pokazem? Yamamoto odpowiada, że nie, bo sekret nie tkwi w rysunku czy w materiale, ale w wykończeniu.

Film odkrywa przed nami również motywację projektanta do tworzenia: nie robi tego dla siebie, ale dla tych wszystkich, którzy – jak jego ojciec – zginęli na froncie albo trafili na Syberię. Jego własna twórczość jest sposobem na mówienie w ich imieniu.

Pada w filmie również pytanie, nad którym warto się może zastanowić w kontekście naszych poszukiwań własnego stylu. Czy „własny styl” nie staje się w pewnym momencie więzieniem, pewną pułapką, którą sami na siebie zastawiliśmy? Nosząc ubrania w określonym stylu wpadamy w pewien schemat, z którego czasem trudno się wyzwolić. Pomyślcie o osobie, która od lat zakłada czarne ubrania, a potem przychodzi moment, że chce to zmienić: te pytania „co się stało?”, „dlaczego rezygnujesz z czerni?”, „co to za zmiana?” mogą chyba czasem hamować zmianę, na jaką ktoś ma ochotę, bo otoczenie widzi tę zmianę i ocenia, patrzy i dopytuje. To może już lepiej zostać w swoim ustalonym stylu, bo tam już jest bezpiecznie niż ryzykować proces zmian, podczas którego sami siebie pytamy i inni dociekają a po co, dlaczego, a co za tym idzie, kim się stajemy, czy się zmieniamy i jak bardzo. I czy to „nowe” faktycznie mi się spodoba, i czy inni to zaakceptują.

Projektant ma również odmienne spojrzenie na obraz atrakcyjnej kobiety w szpilkach i w rajstopach ze szwem z tyłu. Dla niego taka kobieta zawsze wygląda starzej niż on sam. A chwilę później dodaje, że wygląda po prostu okropnie.

Oglądając ten film zastanawiałam się nad jeszcze jedną sprawą. Czy konieczne jest poznawanie sposobu myślenia danego projektanta, jego podejścia do pracy, ludzi, świata, żeby zrozumieć jego twórczość i móc odnaleźć coś dla siebie w jego projektach? Czy samo ubranie nie wystarczy? Czy potrzeba tego objaśnienia, że chodzi np. o uwolnienie ciała z obcisłych ubrań, danie ciału swobody w luźnych projektach, odwrócenie uwagi od cielesności na korzyść pojawiających się w ubraniu asymetrii? Najwyraźniej jest nam to potrzebne, takie swoiste tłumaczenie, co dany ubiór znaczy i jaką ma historię, jak będziemy postrzegani w takim czy innym stroju. Ale czy to nie pokazuje, jak bardzo nie ufamy sobie i swoim wyborom?

I tak zrobiło się refleksyjnie niczym z czołówki filmu, która mnie tak nie zachwyciła. Ale może okaże się, że te kilka wysnutych wątków, niby prostych, zostanie z oglądającymi film na dłużej i zasieje jakieś ziarenko do kolejnych rozmyślań. Może film w pierwszym momencie sprawia wrażenie właśnie zbyt refleksyjnego, ale jeśli to jest właśnie „intymny portret projektanta” (jak czytam w opisach), to może bez zbędnego marudzenia takim właśnie należy go przyjąć.

* * *

Notebook on Cities and Clothes (1989), reż. Wim Wenders

  • http://www.efektyuboczne.blogspot.com/ efekty_uboczne

    Dla mnie faktycznie ten dokument był trochę „przeładowany” refleksyjnością i potrzebowałam czasu, żeby uporządkować w głowie wszystkie myśli,bo po jego obejrzeniu miałam 3 razy większą głowę ;) Ale ta intymność ma swój urok i faktycznie miałam wrażenie trochę hm… wejścia w świat Yamamoto? Mam wrażenie, że całość dobrze pokazała całą aurę, klimat, idee towarzyszące projektowaniu, tworzeniu, czy po prostu – jego życiu. Jakby forma była dostosowana do takiego spokoju i trochę powolności, przeciągnięcia (w europejskim rozumieniu oczywiście)..

    • modologia

      Jest jeszcze biografia Yamamoto „My dear bomb” i tak sobie myślę, że film plus książka plus album z pracami Yamamoto dadzą dopiero pełny obraz.