Dokąd idą blogi?

11 maja 2013

Obejrzałam właśnie nagranie panelu na temat sytuacji modowej blogosfery w Niemczech. I tak oglądając równocześnie przychodziły mi do głowy różne pytania.

 

Głównym punktem ciężkości dyskusji była kwestia profesjonalizacji blogosfery, która dokonuje się m.in. wówczas, gdy blog staje się częścią jakiejś sieci, przynależy do strony skupiającej blogerów, która staje się pośrednikiem pomiędzy osobami zainteresowanymi współpracą z blogosferą a samymi blogującymi. Poprawcie mnie, jeśli się mylę, ale w Polsce nie ma chyba takiego specjalnego ciała skupiającego osoby prowadzące „modowe” blogi. W Niemczech czymś takim zajmuje się m.in. Glam.de oraz Musenet.com – przedstawiciele tych stron brali udział w dyskusji.

 

Z jednej strony, korzyścią z takiej współpracy (dla blogujących) jest to, że odpada im część pracy związanej z zarządzaniem blogiem, nie muszą już myśleć o sprawach organizacyjnych lub reklamowych, bo robi to za nich pośrednik. Może się również zdarzyć, że bloger otrzymuje stałą wypłatę w ramach określonej w umowie współpracy.

 

Drugą stroną medalu jest jednak pewna zależność od takiej pośredniczącej agencji. Bo może zdarzyć się tak, że nie bloger przestaje mieć wpływ np. na reklamy pojawiające się na blogu. Wyobraźcie sobie, że na blogu pozycjonującym się jako prezentujący ubrania z górnej półki pojawia się reklama taniego dyskontu spożywczego. I co? Średnio to wtedy na blogu wygląda.

 

Oczywiście, pośrednicząca agencja stara się, aby wpisy na temat produktu, który jakaś firma stara się wprowadzić na rynek, były nie tylko z gatunku „kopiuj-wklej”, ale aby wpisywały się w indywidualny styl bloga. Nikt nie każe reklamować burgerów z wołowiny na stronie zawziętego weganina, bo nikt w taki wpis nie uwierzy.

 

Niemniej trudno wybrzydzać w otrzymywanych od pośrednika ofertach, bo wielkie marki dużo rzadziej przygotowują różne kampanie – i w dodatku ograniczają liczbę blogów, z którymi współpracują – niż np. popularne sieciówki. A jeśli ktoś chce zarabiać na blogu, to przynajmniej na starcie wybrzydzanie może nie wyjść na korzyść – finansową, bo kwestia wizerunku to osobna sprawa.

 

W toku dyskusji pojawiła się też sprawa Elen Kling, która prezentując produkt, nie napisała, że wpis jest sponsorowany oraz nie odpowiadała w komentarzach na krytyczne uwagi swoich gości. Strzał w stopę, choć zastanawiam się ilu faktycznie straciła „fanów”, a na ile jej mocna pozycja pozwoliła na to, żeby komentarze części z nich po prostu olać.

 

Nie wiem jak na Was to działa, ale mnie zniechęca do odwiedzania bloga brak jasnej informacji, czy np. ciuch, jakikolwiek produkt lub akcja, o której bloger/ka informuje, to tekst sponsorowany. Po prostu nie kupuję „wpisu identycznego z naturalnym”. Przy tej okazji przyszło mi jednak do głowy, że ja też nie zawsze informuję Was, czy książka lub film, o którym piszę są moje własne czy pożyczone (bo to są moje kategorie dla książek). Jeśli istnieje potrzeba, żeby to jasno zaznaczyć, to dajcie znać.

 

Zasadniczo przez cały czas cały problem profesjonalizacji blogosfery i tak ostatecznie wracał do jednego punktu: jak utrzymać niezależność bloga i zaufanie odbiorców dotyczące tego, że opinia blogera lub blogerki jest faktycznie ich własną, a nie podyktowana chęcią zadowolenia reklamodawcy. Jak zachować swój własny styl, a równocześnie nie poddać się mechanizmowi wdzięczności, że skoro ktoś mi płaci za tekst, to pewnie oczekuje pozytywnej informacji zwrotnej, a nie wylania kubła z pomyjami.

 

Może najlepszym rozwiązaniem jest prowadzić bloga, ale utrzymywać się z innych źródeł. W takiej sytuacji był jeden z panelistów, autor bloga Dandy Diary. Po próbie współpracy w ramach sieci blogerów zrezygnował z przynależności i wrócił do samodzielnego prowadzenia strony. Co ciekawe, na stronie została w pewnym momencie wyłączone opcja komentarzy, choć na profilu bloga na fejsbuku komentarze jak najbardziej działają.

 

Przy okazji tej dyskusji po raz kolejny zaczęłam zastanawiać się, gdzie będą za 5-10-15 lat dzisiejsze gwiazdy blogosfery. Czy zostaną w tym biznesie, czy to będzie etap przejściowy i zaprowadzi je do zupełnie innych miejsc? Czy pojawi się jakaś nowa, przebojowa osoba, która odmieni oblicze modowej blogosfery? Takie pytania pisane patykiem na wodzie, ale i tak ciekawe. Czy moda na modę utrzyma się jeszcze długo, czy jej sukcesy to początek jej końca? To akurat jest pytanie za milion ;)

 

Jeśli znacie niemiecki, posłuchajcie dyskusji. Nie jest wywrotowa, ale i tak warto. Możemy też pobawić się w przewidywanie „a co będzie?…”, bo może macie inną perspektywę i spostrzeżenia od moich. A potem za lat kilka będziemy się z tego podśmiewywać, bo i tak rzeczywistość nas zaskoczy.

 

 

Film via.

 

P.S. Ok, ten wpis to tylko pretekst do tego, żeby napisać, że „modologia” ma już własną domenę i w niedalekiej przyszłości objawi się w nowej odsłonie. Ale kto to widział, żeby wpis miał dwa zdania, więc musiałam stworzyć otoczkę dla tej dobrej nowiny – przynajmniej przyszłość mojego bloga jawi się zatem … ładnie :)

  • http://www.efektyuboczne.blogspot.com/ efekty_uboczne

    Dla mnie największym atutem blogosfery jest jej subiektywność, dlatego nie rozumiem tego, że blogerom zarzuca się brak obiektywizmu i wiedzy. Po pierwsze dlatego, że blog z natury ma być subiektywny, a ja to w obiektywizm, nawet w ujęciu naukowym, nie wierzę:) A po drugie, każdy człowiek ma ograniczony zasób wiedzy, dobrze, kiedy chce ją uzupełnić, ale nie da się wiedzieć wszystkiego – nie da się więc o wszystkim napisać.
    Za to największym problemem jest to, że wiele blogów w ogromnym worze „moda”, prowadzą ludzie, którzy bardzo lubią czasem porzucać mięsem na kogoś z działu PR, robić różne przekręty i niemiłe akcje, na czym cierpi wizerunek całej blogosfery. Mam wrażenie, że wszyscy – zarówno czytelnicy, jak i twórcy (no i PR-owcy też), dopiero poznajemy blogi, przez co czasem dochodzi do nieporozumień, ale jeśli teraz nie ustawimy dobrych definicji (np. czy blog z założenia jest w jakimś stopniu reklamą, czy nie?), to potem będzie tylko gorzej z odczytaniem czytelnego przekazu.
    Ale mimo wszystko nastawiam się, że będzie dobrze. Wielu się znudzi, wiele nowości powstanie..i tak do końca ;)

  • http://www.modologia.blox.pl/ modologia

    @efekty_uboczne: zgadzam się, obiektywizm jest przereklamowany. Już samo to, że wybieram jakiś temat ma w sobie pewien element oceny: wybrany temat uznałam właśnie za najlepszy, czyli lepszy od innych. Uznaję jednak za obiektywne takie teksty, które przedstawiają więcej niż jedno rozumienie danego zjawiska, a następnie autor/ka tekstu pisze, dlaczego wybiera jedno stanowisko na niekorzyść drugiego.

    W Polsce ciągle dostęp do Internetu nie jest tak powszechny jak byśmy sobie to wyobrażali, a dodatkowo – mimo popularności pewnych blogów – wciąż więcej osób nie wie niczego o blogosferze w jakimkolwiek wymiarze, więc przyszłość przed nami :)