Moda dziecięca

28 maja 2013

Przeskok w czasie między wystawą „Szafa Polska” a „Dawną modą dziecięcą” we wrocławskim Muzeum Narodowym nie mógł być chyba większy. Wyplątawszy się ze współczesnych ekspozycji wpadłam w świat małych ubranek, bucików, gorsecików i loczków, w świat zabawek, balów przebierańców i koników na biegunach. Dawno tam nie byłam, więc odbyłam swoistą podróż w czasie – choć nie jestem aż tak stara jak co poniektóre eksponaty, żeby móc je sobie przypomnieć z własnego dzieciństwa.

W niewielkiej sali zgromadzono zupełnie sporo przedmiotów – wspomnianych ubranek, ale też zdjęć i obrazów. Osobne stroje dziecięce nie istniały od zawsze, do XVII wieku stroje dzieci były szyte na podobieństwo strojów dorosłych, co dawało im często wygląd „starych malutkich”, a nierzadko po prostu nieco groteskowy wygląd.

Jeszcze przed wejściem na wystawę znajdują się dwa ekrany, na których pojawiają się zdjęcia różnorodnie ubranych dzieci wraz z opisami: a to dziewczynka z duża lalą (im większa lala, tym bardziej zamożna rodzina), a to aranżacja ze sztucznym pieskiem (bo żywy się poruszał, co nie sprzyjało jakości zdjęcia wymagającego długiego czasu ekspozycji), a to aranżacja na pokoik dziecięcy (żeby dziecko usiedziało przed obiektywem w bezruchu), albo przeciwnie wręcz: małe dziecko obok pełnowymiarowych mebli, żeby pokazać jego kruchość.

Foto: ze zbiorów Zenona Harasyma, materiały prasowe Muzeum Narodowego we Wrocławiu

Jednym ze eksponatów przy którym włączyła mi się lampka „skojarzenia” był strój „zakopiański” dla małego chłopca z lat 30-tych XX wieku. Popatrzcie na te rękawy: czy nie przypominają Wam kimona? Może ma to związek z orientalizmem w modzie, który obecny był w ubiorach okresu dwudziestolecia międzywojennego? Moje przypuszczenia potwierdziła następnego dnia sama kuratorka wystawy, dr Małgorzata Możdżyńska-Nowotka, którą miałam przyjemność spotkać na wrocławskiej konferencji „Media-Moda-Styl”.

Foto: materiały prasowe Muzeum Narodowego we Wrocławiu

A pamiętacie falę oburzenia w odmętach sieci, gdy Suri, córka Katie Holmes i Toma Cruise’a, pokazała się w maleńkich bucikach na obcasie. Internety grzmiały. Ale może Suri sięgnęła do przeszłości, do tzw. mulet z końca XVIII wieku? Widać je na jednym ze zdjęć (drugie od góry) na wrocławskim portalu. (A najnowsze plotki głoszą, że Suri zostanie „projektantką”…).

Na wystawie pojawił się także różowiutki płaszczyk do chrztu (z ok. 1890 roku). Był to płaszczyk dla … chłopców. Okazuje się bowiem, że róż dopiero w początkach XX wieku został przypisany płci pięknej. Wcześniej ubranka niebieskie były ubrankami dla dziewczynek, co było związane z symboliką błękitu jako koloru Maryjnego. Chłopcy nosili natomiast róż, bo temu kolorowi było bliżej do „męskiej” krwi Chrystusa. Przyznam, że to wyjaśnienie dosłownie zbiło mnie z pantałyku.

Foto: materiały prasowe Muzeum Narodowego we Wrocławiu

Wystawie towarzyszy świetnie wydany katalog – nie przypominam sobie równie dobrze opracowanego katalogu z wystawy mody w Polsce. Jeśli kogoś ten temat interesuje, to owo 70 złotych polskich na pewno będzie dobrą inwestycją. Katalog można kupić w księgarni internetowej muzeum.

Ciekawe komentarze w sprawie problemu ubiorów dziecięcych pojawiły się na blogu Muzealne Mody. I tym razem nie do końca się z zgodzę z Autorem: owszem, wystawie nie towarzyszą żadne materiały dla dzieci, ale udało mi się dowiedzieć, że dział edukacji organizuje spotkania dla dzieci (oprowadzania po wystawie) i jest to bardzo udane przedsięwzięcie. No ale to moja jedyna „niezgoda”, z resztą uwag trudno byłoby się nie zgodzić.

Na pewno ciekawym ciągiem dalszym wystawy byłaby prezentacja strojów dziecięcych z XX wieku, może kiedyś się doczekamy. Tymczasem możecie zajrzeć na – moim zdaniem – nieco kontrowersyjny fanpejdż Fashion Kids. Kiedyś już umieszczałam go na fejsbuku i nadal pomysł „umodowienia” dzieci pozostaje dla mnie wątpliwy. Oczywiście, wszystko, co tyczy się dzieci – ubrania, zabawki, jedzenie – to gigantyczny biznes. Zaklęcie „zapewnij dziecku to, co najlepsze” otwiera kieszenie rodziców niczym „Sezamie, otwórz się”. Jednak rodzice posyłający zdjęcia swoich pociech na stronę internetową szukający uznania (?), że ich dziecko jest „faszyn” to dla mnie z jednej strony uprzedmiotowienie dziecka jako jeszcze jednego gadżetu, którym wypada pochwalić się znajomym, a z drugiej potwierdzenie wartości inwestycji w dziecko. Zdjęcie pociechy na podlinkowanym fanpejdżu wydaje mi się czymś na kształt zwrotu z poniesionej inwestycji. Patrząc na ilość osób śledzących ten portal zjawisko bynajmniej nie jest niszowe.

Moda dziecęca raczej nie stanie się moim konikiem, aczkolwiek wykorzystywanie dzieci w reklamach firm odzieżowych różnych marek, sposób ich prezentacji w reklamie czy przywołane „fashion kids” zahaczają mnie pod względem etycznym takich rozwiązań. Z mojej wczesnej młodości nie przypominam sobie reklam ubrań kierowanych specjalnie dla dzieci, po prostu kupowało się to, co było i co mogła uszyć krawcowa według wskazań mamy. Z modą i trendami nie miało to raczej wiele wspólnego – choć owe krawieckie spotkania na pewno w jakiś sposób wpłynęły na moje podejście do ubrań. A może po prostu moja mama była … trendsetterką w zakresie ciuchów szytych na miarę dla dzieci?

Jak zwykle – jeśli będziecie we Wrocławiu, zajrzyjcie do Narodowego. Nawet jeśli małe ciuchy niekoniecznie Was kręcą, to może spodoba Wam się ich zestawienie z ubraniami dla dorosłych, przykłady strojów regionalnych czy same obrazy. Może znajdziecie własne odwołania do ubiorów z różnych epok? 

* * *

Wystawa potrwa do 2. czerwca. Strona wystawy i garść dodatkowych informacji tutaj.

  • http://muzealnemody.blogspot.com/ muzealnemodyblogspotcom

    Nie napisałem nic o oprowadzaniach, bo o nich po prostu nie wiedziałem, ale zaznaczyłem, że mogę o tym po prostu nie wiedzieć :) Dobrze, że Tobie się udało – co dwie głowy to nie jedna :))

    • modologia

      No przecież nie stawiam Ci zarzutów – nie śmiałabym ;)