Etyka w modzie

31 maja 2013

Sięgnęłam w końcu po książkę Małgorzaty Płonki „Etyka w modzie”. Jedno popołudnie i po lekturze. Przyznaję, że dosyć luksusowe popołudnie, bo lektura się ceni na złotych 59. Raczej nie należę do osób, które specjalnie oszczędzają na książkach („oszczędzanie na książkach” to dla mnie oksymoron), ale gdybym miała zakupić ową książkę na własność, to poważnie zastanowiłabym się nad tym wydatkiem. Tymczasem korzystam z egzemplarza pożyczonego i kilkoma uwagami chciałabym się z Wami podzielić.

Na samym wstępie Autorka podaje do kogo ta książka jest skierowana: do potencjalnych projektantów, kadry zarządzającej i dziennikarzy piszących o modzie. Lubię takie wyłuszczenia, bo lubię wiedzieć z myślą o kim powstaje lektura.

Pierwszy rozdział to próba ugruntowania etyki na tle historii filozofii. Doceniam tę próbę, bo historii filozofii nigdy zbyt wiele, choć porwanie się na próbę zdefiniowania etyki obowiązującej wszędzie i wszystkich uważam za utopijną na starcie. Idee to jedno, realizacja to drugie. Owszem, trudno nie zgodzić się z Autorką, że ową uniwersalność miałoby stanowić „niekrzywdzenie” innych, ale nie da się tego określenia oderwać od czasu i miejsca. W różnych okresach różni ludzie w różnych częściach świata są przekonani o tym, że nie krzywdzą swoich bliźnich, a wręcz przeciwnie: właśnie robią coś dla ich dobra. Pierwszym z brzegu przykładem niech są rewolucje: rewolucjoniści zawsze chcą zmiany „na lepsze”, a że przy tym trzeba poświęcić przedstawicieli starego porządku? Cóż, wszystko dla dobra sprawy.

W kolejnych rozdziałach znajdujemy tematy takie jak praca w trudnych i/lub niebezpiecznych dla zdrowia warunkach, kwestię uprawy organicznej bawełny, cztery rozdziały (z ośmiu) poświęcone są kwestii zwierząt wykorzystywanych do produkcji odzieży i akcesoriów, a na końcu znajduje się rozdział o tym, co my sami możemy robić, żeby nasze zakupy były bardziej etyczne. No i małe podsumowanie. (W kwestii „etyczne zakupy” parę uwag tutaj).

Jeśli sięgnie po tę książkę osoba, która nigdy wcześniej niczego nie czytała na temat odpowiedzialności społecznej w biznesie (czyli CSR – Corporate Social Responsibility), to książka ta może dobitnie przyczynić się do swoistego kaca moralnego na widok własnej garderoby. Zainteresowanym tematem przydadzą się linki zgromadzone przez Autorkę do różnych stron, dane na temat organizacji pilnujących firm odzieżowych czy pewien zestaw dobrych i złych praktyk postępowania w tej gałęzi przemysłu.

Natomiast nie wiem, czy temat będzie w jakikolwiek sposób odkrywczy dla kogoś, kto się tym interesuje. Owszem, wygodnie jest mieć takie ujęcie pod ręką jako źródło pierwszej potrzeby, ale jak teraz wszyscy piszący o etyce w modzie zaczną korzystać z tego źródła informacji, to wszystkie artykuły zaczną wyglądać podobnie.

Zastanawiałam się nad tytułem tej książki i doszłam do wniosku, że sformułowanie „etyka w modzie” to jak moje „oszczędzanie na książkach” – jest ono wewnętrznie sprzeczne. Dlaczego? Istotą mody jest zmiana, ciągła zmiana i coraz szybsza zmiana, czyli dostarczanie konsumentom coraz to nowych produktów,bo stare już są „niemodne” i należy ich się pozbyć. Etyczne zachowanie stoi do tego podejścia na drugim biegunie: etycznym byłoby np. kupować ubrania, które są nam faktycznie potrzebne i nie stracą fasonu po sezonie, lub ubrań używanych, którym dajemy drugie życie – a to stoi w kontrze do całej idei fast fashion. Czyli „moda ekologiczna” u samych swych podstaw jest z modą sprzeczna. Rozumiem jednak, że słowo „moda” w tytule sprzedaje całość, bo na samo „CSR w przemyśle odzieżowym” spojrzałoby zapewne mniej chętnych.

Wracając do rozdziału poświęconej organicznej bawełnie, przyszła mi na myśl taka sprawa, na którą mało kto zwraca uwagę, czyli problem wprowadzania elementów „ekologicznej” odzieży w różnych markach fast fashion, żeby pokazać wolę firmy do zmiany i podreperować jej wizerunek. I tak np. H&M chwali się, że 7,62% bawełny, którą wykorzystuje do produkcji swoich ubrań, pochodzi ze zrównoważonych źródeł. No tak, czyli 92,28% pochodzi z upraw nieekologicznych, prosty rachunek. A jeśli weźmiemy pod uwagę, że firma nie produkuje wyłącznie ubrań z bawełny, to ilość ubrań produkowanych w ramach idei sprawiedliwego handlu mieści się w granicach błędu statystycznego (dane podaję za raportem z Trendbooka F5, nr 9) i dla mnie przykładowo problemem etycznym jest takie podawanie informacji (przed H&M, nie przez F5 gwoli ścisłości).

Szkoda, że Autorka nie poruszyła też problemu „inspiracji” projektantów różnorodnymi projektami, które później uważają za własne lub też wątpliwej jakości tworzenia kolekcji inspirowanej np. ubiorem osób bezdomnych. Ważnym aspektem jest też według mnie sposób, w jaki budowane są sesje zdjęciowe – ogólnie rzecz ujmując problemu reklamowania produktów. Ostatnio ciekawy przykład pokazała Aga z bloga JagaDesign: taka ładna sesja, a tak boleśnie stereotypowa – mama i córka w codziennych sytuacjach. Inna kontrowersyjna sesja to garnitury Suit Supply Shameless prezentowana u Szarmanta. Sama dosyć dawno pisałam o dzieciach w sesji zdjęciowej i też kilka spraw było dla mnie problematycznych. Zdaję sobie sprawę, że to są kwestię dla niektórych osób „wydumane”, ale w końcu jednym z najbardziej wpływowych środków przekazu są właśnie zdjęcia i za ich pomocą utrwala się u odbiorców określony obraz świata – i ciężko mi uwierzyć, że wszyscy patrzący wiedzą, że „jest inaczej”, a „reklama to tylko reklama”, bo w końcu reklama sprzedaje nam taki obraz, z jakim odbiorcy mają się utożsamiać.

Również dzisiejszy wpis tattwy o rozmiarach naszych ciał to problem, z którym branża mody zmaga się od jakiegoś czasu, ale oględnie mówiąc – z przeciętnym skutkiem.

Myślę, że te dodatkowe przykładowe problemy mogłyby pojawić się w książce zamiast bardzo rozbudowanego działu o zwierzętach. Absolutnie nie neguję wagi problemów poświęconych hodowli zwierząt, ale trochę interesując się tym tematem mam wrażenie, że książka skupia się przede wszystkim na znanych już dobrze z prasy problemach.

Jednak mój największy zarzut wobec tej książki jest zgoła innej natury. Płacąc 59 złotych za książkę płacimy właściwie podwójnie: bo identyczna treść jest w języku polskim i angielskim, łącznie ze zdjęciami. Nie bardzo widzę sens takiego rozwiązania, bo literatura anglojęzyczna na temat CSR w przemyśle odzieżowym jest na tyle spora, że na tym gruncie książka pani Płonki nie wniesie niczego nowego, a polskojęzyczny czytelnik zadowoli się częścią polską. Po co dublować całość, strona po stronie? Zrozumiałabym, gdyby część po angielsku składałaby się tylko z tekstu z odwołaniami do konkretnych zdjęć, ale jedna i druga część zawiera identyczne zdjęcia – za co płaci kupujący. Jestem zdecydowanie tekstolubna, więc przy prostym rachunku, że każda z części to około 120 stron, z czego około jedna czwarta to zdjęcia, to średni interes.

Ale jako jedna z pierwszych publikacji na ten temat, praca niewątpliwie przeciera szlaki, a pionierzy zawsze mają najtrudniej. Jako książka dla początkujących w eko-temacie na pewno spełni swoją rolę, dla bardziej wymagających czytelników pozostawi pewien niedosyt.

* * *

Magdalena Płonka „Etyka w modzie” (2013), Wydawnictwo MSKPiU

  • http://www.szeptywmetrze.blox.pl/ fidrygauka

    Nie wiem, czy będę miała szansę przeczytać (na pewno nie kupię, no i nie jestem targetem :)), ale temat wydaje mi się ciekawy, choć – jak sama przyznajesz – nieco utopijny.
    Jako osoba zupełnie nieznająca się na modzie i nieznosząca zakupów (naprawdę piszesz bardzo fajnego bloga, skoro taka dyletantka jak ja chce tu zaglądać :)) pewnie też bym miała kaca moralnego, chociażby ze względu na metki. Nie jakieś tam znowu ‚posh’, ale w każdej by się pewnie znalazł jakiś dowód ‚niemoralności’ :)

  • http://www.modologia.blox.pl/ modologia

    @fidrygauka: dlatego ja odcinam metki zaraz po zakupie ;) A tak poważnie, to owszem, chciałabym się ubierać bez myślenia o tym, że warunki w jakich powstał mój ciuch, są dla kogoś szkodliwe. Czasem obchodzę się lumpeksem albo uszyciem, ale to nie załatwia wszystkiego, tak więc brak zadowolenia co do tego, jak wygląda i moja szafa pod względem pochodzenia niektórych rzeczy, nie jest mi obcy. No ale myślę sobie, że przynajmniej zaczęłam i od razu mi ciut lepiej ;)

  • http://www.blox.pl/html?page=userProfilePreview&username=agajanas agajanas

    Nie byłam książka zachwycona. Wyraziłam to w recenzji na blogu agnieszkaomodzie.blox.pl. Dla mnie za dużo tu walki z wiatrakami, ideologii, udowadnia z góry założonych tez, a za mało propozycji i przykładów pozytywnych działań. Propagowanie dobrych wzorców jest nieodwołanie związane z CRS-em. Dla mnie to zmarnowana okazja na rozpowszechnienie idei ważnej i słusznej, chociażby w kontekście katastrofy w Dhace i zachowania LPP, gdy na jaw wyszło, że też tam lokowali produkcję.

  • http://www.modologia.blox.pl/ modologia

    @agajanas: możesz bez przeszkód wkleić linka do swojej recenzji. Nie uznałabym tej książki za zupełnie zmarnowany potencjał, choć jeśli chodzi o mnie, to trudno mi o entuzjazm. Ilość wstrząsających zdjęć działa dla mnie na niekorzyść, bo moim zdaniem mogłoby ich być mniej, a efekt zaszokowania okrucieństwem zostałby utrzymany, a cześć zdjęć jest po prostu zbędna. Czy chodzi Ci o to, że po prostu za mało miejsca zostało poświęcone konkretnym dobrym praktykom?

  • http://www.blox.pl/html?page=userProfilePreview&username=agajanas agajanas

    Tak. Uważam, że to nie sztuka zebrać te wszystkie okrucieństwa. Sztuka jest pokazać, że można robić coś etycznie np. Stella. Niue jestem wielbicielka jej stylu, ale doceniam konsekwencję. Do tego autorka wikła się w sprzeczności np. raz pisze, że cętki i futra to atrybut prostytutek i pokazuje tak zdjęcia, by pokazać tez stylizację Ralpha (którego wychwala) ze sztucznym futrem itp, jako elegancką. No to albo-albo. Oczywiście, że lektura to nie jest zmarnowany czas. Chociażby dlatego, że o tym dyskutujemy. I to po raz kolejny.Dziękuję za zgodę :-) agnieszkaomodzie.blox.pl/2013/04/Dobrymi-checiami-pieklo-wybrukowane-8211-recenzja.html

  • EwaGG

    „(…) a to stoi w kontrze do całej idei fast fashion. Czyli „moda ekologiczna” u samych swych podstaw jest z modą sprzeczna.” – autorka w sposób nieupoważniony utożsamia modę z terminem ‚fast fashion’. Moda jako taka jest zjawiskiem szerszym, nie rozumiem zupełnie dlaczego jest tutaj zrównywana z węższym pojęciem. Moda ekologiczna nie jest zatem niemożliwa, czy też sprzeczna z MODĄ, jak twierdzi autorka. Jeśli dla Pani MODA=H&M, to współczuję serdecznie!…

    • modologia

      Podstawowy problem ze słowem ‚moda’ jest taki, że to jest wór bez dna. Nie utożsamiam mody z markami ‚fast fashion’, o czym niejednokrotnie pisałam na blogu. W podanym kontekście moja uwaga wypływa z tego, że w opisywanej książce jej Autorka często mówiąc o ‚etyce w modzie’ ma na myśli odpowiedzialność przedsiębiorstw ‚fast fashion’.

      Żeby zaistniało zjawisko mody musi dojść do zmiany, np. pojawia się jakiś nowy trend i stary ciuch przestaje być modny – nie nosimy go, choć nadal do noszenia się nadaje, bo pojawiło się coś nowego. W tym sensie ‚moda ekologiczna’ jest dla mnie o tyle oksymoronem, bo – bez względu na to, czy dana rzecz jest ekologiczna – żeby mówić w tym momencie o modzie musi dojść do stanu, w którym starą rzecz wymieniamy na nową (nawet równie ekologiczną), bo pojawiło się coś nowego, modnego (choćby też eko). A takie zachowanie nie jest dla mnie ekologiczne.

      Chętnie dowiem się również od Pani, co miała Pani na myśli pisząc, że „moda jako taka jest zjawiskiem szerszym”. Pozdrawiam i dziękuję za głos w dyskusji.

  • Krzysztof

    Trochę mam wrażenie, że obydwie Pani e szukają dziury w całym. Skoro
    znalazły tyle punktów, do których mają uwagi, to dlaczego do tej pory same nie
    napisały takiej książki? Nie wiem, jakie są recenzentek tytuły naukowe, ale skoro
    nikt inny do tej pory w Polsce nie napisał takiej książki, a autorka, jak można
    przeczytać na jej stronie, wielokrotnie była zapraszana do tworzenia podobnych
    publikacji, czy odczytów, to może odrobinę skromności w wypowiedziach. Polacy
    mają bardzo nieładną cechę- nadmierny krytycyzm. Oczywiście obok zawiści J

    • modologia

      Panie Krzysztofie, zacznijmy może od tego, że – wbrew temu co można znaleźć w różnych pochwalnych recenzjach książki pani Płonki – to nie jest pierwsza tego typu publikacja na polskim rynku. Jeśli ktoś tak twierdzi, to znaczy, że nie za bardzo orientuje się na rynku wydawniczym. W 2009 roku została opublikowana książka pt. „Etyczne dylematy na rynku tekstylno-odzieżowym” pod redakcją Moniki Malinowskiej-Olszowy. Ale w 2009 nie było jeszcze takiej „mody na modę” jaką mamy obecnie i mało kto wie o tej książce. W tytule nie ma też słowa „moda”, które w tej chwili bardzo dobrze wszystko sprzedaje, nie jest to też opracowanie kipiące od poruszających czy makabrycznych zdjęć, za to jest w nim sporo treści.

      Druga sprawa: dlaczego ja, autorka powyższej recenzji, nie napiszę sama lepiej, skoro tak się uskarżam? No cóż, zajmuję się w tej chwili pisaniem doktoratu (o modzie zresztą), jak i pisaniem tego oto bloga, więc mimo najszczerszych chęci i pomysłu na takową publikację, po prostu nie przeskoczę faktu, że doba ma tylko 24 godziny. Co myślę w temacie „etyka w modzie” znajdzie Pan pod odpowiednim tagiem.

      Co do moich kompetencji w ocenie dzieła pani Płonki i tytułu jaki posiadam to – gdyby Pan kliknął w zakładkę „o mnie” – zobaczyłby Pan, że kieruję się w stronę stopnia doktora. A jako, że przerób literatury z modą związanej mam naprawdę spory, to proszę o odrobinę zaufania, że potrafię ocenić jakość publikacji. Jeśli proszę o zbyt wiele, cóż, prawa do własnej opinii nie może mi Pan odmówić. Myślę, że do końca wakacji uporam się z uzupełnieniem również i moich wystąpień w tematach z modą związanych, więc będzie Pan miał możliwość przyjrzenia się, gdzie i o czym opowiadam.

      Skoro stoi Pan na stanowisku broniącym tej publikacji, to ciekawa jestem jaki ma Pan stosunek do tego, że – jak wspomniałam w recenzji – zupełnie zbędnie kupujący płaci podwójnie za identyczną treść i zdjęcia w wersji polsko- oraz anglojęzycznej? Czy uważa Pan, że problemy, które zasugerowałam jako takie, które mogłyby zostać poruszone w publikacji za niewarte wzmianki?

      Dziękuję za głos w dyskusji.

  • Olga Zawisza

    bardzo się zgadzam z tą recenzją. ja książkę kupiłam ale odniosłam identyczne wrażenie że stanowczo przepłaciłam bo liczyłam na coś bardziej dla mnie odkrywczego

    • http://www.modologiablog.pl/ modologia

      Dzięki za poparcie. Aktualnie niestety nie mam czego polecić, co mogłoby być świeżoodkrywcze, ale jeśli coś się takiego pojawi, to dam znać.

      • Olga Zawisza

        Ja jednak będę musiała trochę się wycofać z tego co napisałam. Tzn w miarę czytania zaczynam doceniać pewne sprawy: że jest to jedna z nielicznych publikacji pisanych teraz, jest bardzo dużo odnośników do różnych ciekawych źródeł i są jednak tematy których nie znałam a interesuję się sporo ochroną przyrody i zwierząt. Jednak najważniejsze jest to, że te tematy są poruszane! że ktoś czyta takie książki i może ktoś będzie dzięki nim zyskiwał wolę walki z taką smutną rzeczywistością.
        Jak skończę czytać to napiszę swoją własną recenzję również, taki mam plan :-)

  • Dr mango

    Moda to zjawisko przede wszystkim socjologiczne; biorąc przy tym pod uwagę szerokie spektrum definicji i znaczeń słowa etyka faktycznie mogła Pani nie zrozumieć wyrażenia „etyczna moda”. Owo wyrażenie mogło się odnosić do kilkunastu różnych aspektów, a pani napisała tylko o jednym. To akurat świadczy o wąskim spojrzeniu na świat. O pracy pani Płonki można mieć różne zdania. Ja w powyższych krytycznych komentarzach dopatrzyłam się pewnej standardowej, wynikającej zapewne z antropocentryczno-indywidualistycznego wychowania, maniery. Otóż to, co jest nieprzyjemne, np. zdjęcia wykorzystywanych, cierpiących ludzi czy zwierząt, jest od razu krytykowane i próbuje się to odsunąć sprzed własnego widoku, a zatem i myślenia. Cóż, nic więcej nie mam do powiedzenia. Pozdrawiam

    • http://www.modologiablog.pl/ modologia

      Pozostaje mi tylko wyrazić żal, że z powyższego komentarza niewiele dla mnie wynika: napisać, że coś jest „be” potrafi każdy, pokazać, że faktycznie istnieje „kilkanaście różnych aspektów” wyrażenia „etyczna moda” naprawdę niewielu – ja swoje rozumienie przedstawiłam powyżej i chętnie poznam pozostałe. Prosta matematyka podpowiada, że z Twojej strony powinno pojawić się ich minimum dziesięć, żeby osiągnąć najniższy wynik „nastu” aspektów. Zatem zachęcam do podzielenia się tą wiedzą. Ale jeśli wolisz działać w myśl zasady „wiem, ale nie powiem”, też zrozumiem.

      A co do oceny mojego spojrzenia na świat oraz wychowania w powyższym komentarzu – nie biorę tego do siebie, bo z racji tego, że się nie znamy, owe uwagi mówią więcej o osobie komentującej niż o mnie. Pozdrawiam.