Pokaż mi swoją zawieszkę, a powiem Ci kim jesteś

5 czerwca 2013

Niestety, ten słaby tytuł nieodłącznie kojarzy mi się z różnego rodzaju dyndadełkami, które małe i duże panie noszą na nadgarstku. Popularność „czarmsów” jest dla mnie nie do pojęcia, ale pod względem marketingowym uważam, że to super pomysł: wmówić klientkom, że najlepszą pamiątką czegokolwiek jest nabycie kolejnego świecidełka. Zaczynamy od pierwszej komunii świętej. Nie lubię, nie kupuję, ale pomysł na biznes okazał się wyjątkowo trafiony. Co więcej, okazuje się, że owa nieobdarzona moją sympatią zawieszka ma swoją historię i książkę jej poświęconą.

Wbrew temu, co głosi okładka, nie chodzi tu tylko o wspomniane „czarmsy”, ale o wszelkiej maści wisiorki dyndające czy to na nadgarstku, czy na szyi. Żeby przekonać nas o tytułowej magii dyndadełek najpierw pojawiają się zdjęcia różnych sław, żywych i martwych, które to ozdabiały się wspomnianą biżuterią. Mamy tu i Grace Kelly, i Scarlett Johannson, i Angelinę, i Kate Perry (zanim przeszła metamorfozę i stanęła po jasnej stronie mody).

Za prekusorki bransoletek z zawieszkami uznane zostały Chanel i Schiapparelli, ale dopiero kiedy Grace Kelly pojawiła się z takową bransoletką w 1954 roku w filmie „Rear Window” wybuchła „czarmsowa gorączka”.

Różnego typu wisiorki to jednak nie wymysł XX wieku, ale pomysł stary jak świat. Skarabeusze, złota maska Tutenchamona, różnego rodzaju symboliczne wisiorki mające zapewnić ochronę przed „złym okiem” istniały już w starożytności.

Jednak to nie symbole ochrony przed złem, czy symbole religijne są najciekawszą częścią tej książki. Najciekawsze są … dziwactwa.

I tak oto, królowa Wiktoria (wielka fanka wisiorków wszelakich) miała bransoletkę zrobioną z mlecznych zębów jej dzieci. Dosyć to osobliwe, choć niewątpliwie oryginalne. Podobno już Pliniusz zauważył, że mleczne zęby dzieci mają magiczne właściwości. Zupełnie bezmyślnie pozbywałam się zatem przez lata kolejnych części mojego pierwotnego uzębienia, rzucając wyzwanie losowi – choć jak na brak owego amuletu moje życie toczy się wyjątkowo bezboleśnie.

Zastanawiam się, czy dałoby się również przywrócić pomysł różnego rodzaju wisiorków, w których „ku pamięci” umieszczano kępkę włosów ukochanej osoby. Niecały rok temu pisałam o współczesnej biżuterii z włosów ludzkich, zainteresowanych odsyłam tutaj.

Jest też wersja „na bogato”, ale naprawdę na bogato, czyli upodobanie do biżuterii królowej Elżbiety I, co pięknie widać na obrazie George’a Gowera z 1588 roku:

Taaak. Choć współczesne „czarmsy” mają zablokowany dostęp do mojego serca i portfela, to ten elźbietański przepych trąca jakąś czułą strunę. A może po prostu najbardziej inspirujące są dla mnie kobiety stare (jak Iris Apfel czy panie z bloga Advanced Style) lub martwe – jak powyższa władczyni? Każdemu wedle potrzeb.

Książeczka jest niewielka, więcej zdjęć niż historii, raczej sporo anegdot. Autorom można zaufać, skoro pokończyli takie uniwersytety jak Cambridge i Oxford. Czytania na pół godziny z poślizgiem, a na przyszłe zakupy zostaje z nami takie oto zdanie: „Kolekcje zawieszek są perfekcyjną mapą w pełni przeżytego życia”. No tak, szczególnie, gdy mała zawieszka w kształcie torebki Prady upamiętnia terapię leczącą z uzależnienia od zakupów.

* * *

Wyczytane: Deborah Alun-Jones, John Ayton „Charming” (2005)

  • olgacecylia

    Zgodzę się, że marketingowo to jest mistrzostwo. Tak jak lalki Barbie – kupujesz lalkę, dziecko marzy o Kenie, kupujesz Kena, dziecko chce wszystkie trzy siostry Barbie. A potem jeszcze domek, samochód sportowy, samochód kempingowy, konia, pieska, meble do kuchni, wannę z akcesoriami i specjalną torbę na to wszystko…

    Sztuczne tworzenie potrzeb: na tym najlepiej się zarabia!

    • modologia

      I żebym ja to potrafiła przełożyć na bloga ;)

      • olgacecylia

        Ci, co potrafią, są bogaci ;-)