Valentino radzi: nie pokazuj kostek!

19 czerwca 2013

Obejrzałam film o Valentino z nieodpartym wrażeniem deja vu: oto mamy sceny „projektant w pracowni”, „projektant ze współpracownikami”, „projektant się zdenerwował i nie chce kamery w pobliżu”, „projektant wzruszony” i „projektant z życiowym partnerem”. Nie wiem, czy to ta sama szkoła dokumentu, co w przypadku filmu o Lagerfeldzie, ale o ile ten drugi dostrzega świat poza kreacjami, które tworzy i ma coś do powiedzenia, to w przypadku dzisiejszego bohatera cóż można powiedzieć? Całe życie robi kiecki – nic innego nie potrafi, ale przynajmniej szczerze się do tego przyznaje. Bardzo dba o jakość wykonania – jego kreacje to istota haute couture, wszystko wykonywane jest ręcznie. Firma zakupiła co prawda jedną maszynę do szycia, ale nikt jej nie używa.

Projektant ma również urocze pięć piesków, a pieski swojego opiekuna, który pieczołowicie szoruje im ząbki. Pieski są tak urokliwe, że należy im się osobny, choć skromny, paragraf.

Valentino wydaj się być przeciwieństwem swojego partnera, Giancarla Giammetti. To pan Giammetti wydaje mi się być cichym bohaterem sukcesu Valentino, jako jego partner biznesowy, ale przede wszystkim oddany partner życiowy. Może to właśnie pięćdziesięcioletni związek tak wpływa na twórczość projektanta? Nie odmawiam mu w żaden sposób umiejętności tworzenia pięknych sukien, w których kobieta czuje się – jak podejrzewam – nie tylko jak księżniczka, ale jak królowa świata. Co prawda w trakcie oglądania filmu spłonęłam raz rumieńcem, gdy Valentino jasno oznajmił, że nigdy nie zaprojektował sukni, w której widać kobiecie kostki u stóp, gdy się porusza – to jest okropne! Cóż, mnie widać i troszkę się tego wstydzę. Ale te panie w sukniach sięgających kostek prawdopodobnie nigdy nie musiały wsiadać w nich do tramwaju, a wtedy poruszanie się w spódnicy czy sukience za kostkę to ruletka, w której stawką jest własne uzębienie.

Niemniej fankom (i fanom również) polecam stronę wirtualnego muzeum Valentino, o tutaj. Dla mnie to o wiele większa przyjemność niż oglądanie filmu. Co prawda na taki upał jak dziś, film będzie jak znalazł, bo nie wymaga żadnego skupienia, ale te 92 minuty można jednak inaczej spożytkować (i nie chodzi mi tu o nerwowe sprawdzanie, gdzie jest w tej chwili najnowsza przesyłka z amazona).

VALENTINO

Foto via.

Film: Valentino. The Last Emperor (2008), reż. Matt Tyrnauer

  • kelly

    Warto obejrzeć dla tych przesłodkich mopsów :D

    • modologia

      Może należałoby im poświęcić osobny film? Np. o tym, jak one widzą świat swojego pana, projektanta Valentino? (albo widzą go jako ich niewolnika ;))

  • Muzealne Mody

    Ten jego partner, to jest ciekawy wątek w tym sensie, że tak samo było u YSL, Gaultiera, Armaniego – gdyby nie ich partnerzy, którzy się stroną biznesową zajmowali, to niewiele byłoby z ich karier. Versace akurat miała brata Santa, ale i innych można jeszcze znaleźć. Dążę do tego, że do sukcesu nie wystarczy tylko świetne projektowanie, natchnienie itd. – potrzeba konkretnego myślenia biznesowego.

    A że zazwyczaj ci ich partnerzy to postaci, które są w cieniu, to później wielu ma wyobrażenie, że swoimi projektami zawojują Polskę i świat tak jak wielcy projektanci… no i na marzeniach się kończy…

    • modologia

      Masz absolutną rację. Dobrze dobrany tandem projektant – biznesmen to najwyraźniej podstawa sukcesu.