Chanel i kropka.

30 czerwca 2013

Kiedy w 1954 roku Chanel wróciła do Paryża i pokazała pierwszą od lat kolekcję jej recenzje były miażdżące: projektantka utkwiła w przeszłości i stać ją jedynie na „kolekcję dla babć” – ta scena otwiera film o Coco Chanel, w którą to postać wcieliła się Shirley MacLaine. Pokazanie życia Chanel z perspektywy kobiety dojrzałej, która przeżyła już tyle porażek i zawodów w swoim życiu, że jedna więcej chyba nieszczególnie robi jej różnicę, to pomysł może niekoniecznie odkrywczy, ale kreacja MacLaine warta jest poświęcenia trzech godzin naszego cennego żywota. Twórcy filmu już na początku informują, że film jest raczej luźno oparty na faktach z życia projektantki, dzięki czemu historyczni puryści muszą od razu odpuścić swoje roszczenie dociekliwości i dokładności historycznej. Wiedzą na wstępie, co ich czeka, bo reżyser od razu stawia sprawę jasno.

1Sheet_Mech.indd

Foto via.

Film oparty jest na formule wspomnień przywoływanych przez Chanel w trakcie tworzenia drugiej kolekcji po jej powrocie na scenę mody w 1954 roku. Pierwsza kolekcja, tak skrytykowana przez prasę, nie zniechęciła jej do podjęcie kolejnej próby. Ale zanim dojdzie do drugiego powojennego pokazu, Coco wraca pamięcią do wydarzeń, które ją ukształtowały: dzieciństwo w sierocińcu prowadzonym przez siostry zakonne, w którym nauczyła się szyć, romans z Etiennem Balsenem, a następnie z Arthurem „Boyem” Capelem. Wokół tych wydarzeń reżyser zdecydował się zbudować całą opowieść.

Chociaż wątek romansowy przeważa w tej historii, to reżyser postarał się jednak i o to, żeby pokazać jak spełniało się marzenie Chanel o niezależności, własnym atelier, a w końcu o rozpoznawalnej na całym świecie marce.

Jedną z ciekawszych scen w filmie jest ta z początków kariery Chanel, gdy jako krawcowa pomaga ubrać klientkę w kolejne warstwy kobiecego stroju: te wszystkie gorsety, tasiemki, mnóstwo różnych warstw: to, że strój taki nie był wygodny i bynajmniej ostatnią jego funkcją była użytkowość jest chyba dla nas oczywiste – w końcu to początki XX wieku. Ale pierwszy raz przyszło mi do głowy, że tu nie chodziło o to, że strój nie służył kobiecie, ale to kobieta była dla stroju: w końcu na żywym wieszaku odzież prezentuje się o niebo lepiej niż na statycznym manekinie. A pozostając jeszcze na chwilę w pracowni: możecie sobie wyobrazić, że tydzień pracy na stanowisku szwaczki trwał od poniedziałku do soboty od siódmej rano do ósmej wieczorem?

Pracując w zakładzie krawieckim Chanel poznaje Etienne’a Balsena, dzięki pomocy którego otwiera w Paryżu swoją pracownię kapeluszy – pierwszy krok w stronę własnego imperium. Film pokazuje ten czas bardzo dramatycznie, sceny z gatunku „rozrywanie serca” biegną jedna za drugą, a początek znajomości Chanel z Boyem (przyjacielem Etienne’a) wieńczy niezwykle emocjonalna scena tanga: w rytm tego tańca Chanel tańczy na zmianę to z Etiennem, to z Arthurem. „Symbolizm” tejże sceny jest straszliwie kiczowaty, ale  ponieważ do tanga mam słabość nieodpartą to odpuszczę sobie dalszą drwinę.

Mamy zatem sierociniec, pierwszego kochanka, pierwsze zajęcie: projektowanie kapeluszy i zapowiedź kolejnego romansu. Co jeszcze? Jest i scena o wykorzystaniu dżerseju do produkcji damskiej odzieży, i stworzenie perfum Chanel no. 5, i „mała czarna”, i powstanie charakterystycznego logo złożonego z dwóch liter . W kwestii małej czarnej filmowa Chanel wspomina, że stworzyła sukienkę po śmierci Boya. Boy jednak zginął w wypadku samochodowym w 1919 roku, natomiast sukienka Chanel powstała w 1926 roku – czy faktycznie proces twórczy trwał tak długo?. Zasadniczo więc filmowa scena nie mija się z prawdą (sukienka jest późniejsza niż śmierć Boya), ale ciekawa jestem, czy inne źródła potwierdzają tę informację.

Z kolei w kwestii logo Chanel istnieją dwie wersje:w myśl pierwszej dwa C mają oznaczać inicjały „Coco Chanel”, druga natomiast odwołuje się od tego, że jedno C to Chanel, a drugie to Capel, największa miłość życia projektantki.

Żeby jednak nie było tak słodko i różowo, to jest w tym filmie sporo scen upokorzeń, które były udziałem Chanel. „Towarzystwo” nie dawało jej zapomnieć jej niskiego pochodzenia, braku obycia i bycia jedną z wielu kochanek wybrańców jej serca. Ale pokazuje to też, że jak na filmidło, które ma poruszyć serca (bo umysły to chyba jednak nie) widzów, wszystkie elementy konstrukcji zostały uwzględnione i wyważone. To nie jest film, który obudzi w nas głębokie refleksje nad życiem typu „skąd przyszliśmy?” i „dokąd zmierzamy”, czy „po co to wszystko?”. Trudno jednak nie zgodzić się ze zdaniem Chanel, która w pewnym momencie stwierdza, że sukcesy niczego nas nie uczą, uczą nas jedynie porażki. I może właśnie to warto sobie zapamiętać (jednak bez popadania w nadmierne rozważania z gatunku pana Coehlo)?

W filmie trochę drażniła mnie postać młodej Chanel, granej przez aktorkę – jak na moje wyobrażenie, kto powinien zagrać młodą Coco – zbyt ładniutką. W dodatku przez pewien czas aktorka mówi po angielsku ze straszliwym akcentem francuskim – w sumie nie wiadomo po co, bo później jej ta maniera mija. Owszem, widać jej charakter (charakterek), zdecydowanie i samozaparcie, ale okrąglutki fizys tej młodej aktorki jakoś mi nie pasuje do obrazu tej – jakby na to nie spojrzeć – często heksowatej postaci.

W wymiarze edukacyjnym film nauczył mnie jednej rzeczy: jak nosić broszki. Mam ich już kilka, a jeszcze więcej upatrzonych, ale kompletnie nie wiem, jak je wykorzystać, żeby uniknąć efektu „starsza pani z broszką w klapie żakietu”. Otóż: broszki nosi się do pereł na szyi i klipsów w uchu, wtedy osiągnięty efekt (w wersji XXI wiek, a nie kopiuj-wklej ze sceny filmowej) może dać zupełnie niezły zestaw.

Szkoda, że film pomija cały wątek znajomości Chanel z bohemą paryską w okresie międzywojennym, nie istnieje w nim Misia Godebska, ani okres II wojny światowej. Może to byłoby zbyt wiele na jeden film, a w części wspomniane przeze mnie braki można odnaleźć w filmie o romansie Chanel z Igorem Strawińskim.

W najbliższą środę w Centrum Kultury Zamek w Poznaniu o 19.00 będzie można zobaczyć film o Chanel z Audrey Tatou w roli projektantki, więc jestem ciekawa, jakie w tym filmie pojawią się wątki (tak, tak, nie grzmijcie, jeszcze nie widziałam tej wersji).

A jak skończyła się sprawa z drugą kolekcją Chanel? Odniosła ogromny sukces, a projektantka powróciła do panteonu największych projektantów XX wieku.

* * *

„Coco Chanel” (2008), reżyseria: Christian Duguay

  • olgacecylia

    Mnie film z Tautou znudził niemożebnie – zwykle jestem dość odporna na filmy w stylu „nic się nie dzieje”, ale one muszą być dobrze zagrane. McLaine wierzę :-)

    • modologia

      No to jutro się przekonam, jak bardzo w filmie z Tatou brakuje akcji ;)