Paryski szyk w poznańskim Zamku

4 lipca 2013

We wtorek wieczorem w poznańskim Centrum Kultury Zamek została otwarta wystawa „Elegancja Francja. Z historii mody XX wieku”, której kuratorem jest Piotr Szaradowski. Czekałam na to otwarcie niemal równie niecierpliwie jak sam kurator, choć na pewno z mniejszym stresem. Stres naturalnie okazał się zbędny, bo świeżo otwarta wystawa to jest właśnie to, czego w naszym nadwiślańskim kraju brakowało jak na lekarstwo: solidnie opracowana i pięknie podana wystawa mody.

Jeśli chcemy mówić o modzie XX wieku to nie da się tego zrobić bez patrzenia wstecz o kilka dekad i postaci Charles’a Fredericka Wortha, który wraz ze swoim wspólnikiem Otto-Gustavem Boberghiem założył na przełomie 1857/1858 roku swój dom mody. Był to ewenement: Worth nie tylko sprzedawał tkaniny, ale w tym samym miejscu oferował również szycie kreacji dla swoich klientek. Wcześniej te dwie usługi świadczone były w dwóch różnych miejscach. I wystawę „Elegancja Francja.  Z historii mody XX wieku” otwiera właśnie suknia z pracowni Wortha z początków XX wieku. Przy wejściu do głównej sali możemy również zobaczyć schemat zależności pomiędzy poszczególnymi projektantami francuskimi, który świetnie pokazuje kto u kogo terminował, zanim założył własny dom mody. Przecież ci „wielcy” nie brali się znikąd, mieli swoich mistrzów, od których najpierw uczyli się zawodu, a potem ich drogi jednak się rozchodziły.

W głównej sali wystawowej znajdujemy kilka zagadnień istotnych dla przemian ubioru w poprzednim stuleciu: mamy tutaj dział poświęcony gorsetowi, który kształtował kobiecą sylwetkę przez dekady, są stroje w stylu Art Deco i przykłady francuskiego haute couture w najlepszym wydaniu: Christian Dior, Cristobal Balenciaga, Jacques Heim czy Jean Patou. Żadne zdjęcie nie odda uroku tych kreacji odpowiednio zaaranżowanych i oświetlonych na wystawie.

IMG_0027

Krok dalej dochodzi jednak do rewolucji: mini-rewolucji. Niektóre z pokazanych sukienek są tak krótkie, że wyobraźnia od razu każe zastanowić się dokąd sięgały (a rozmarzone twarze panów poddanych temu testowi jednoznacznie wskazywały na głęboką refleksję z rodzaju: „to były piękne czasy…”).

Ze wszystkich poruszonych problemów moim ulubionym jest ten zatytułowany „powroty mody”. Zestawienie sylwetek, które dzielą dekady, ale podobieństwo jest tak uderzające jak gdyby pochodziły z tego samego okresu. Ale właśnie: „jak gdyby”, bo gdy przyjrzymy się bliżej to dostrzegamy subtelne różnice w kroju, materiałach, czy technikach szycia. Można tak sobie stać, patrzeć i grać ze sobą w grę „znajdź 10 szczegółów, którymi różnią się te suknie”. W nagrodę dostajemy solidną dawkę wiedzy, zadowolenia i radości dla oka. Przykładem niech będą te dwie suknie: jedna z połowy lat 50-tych, a druga z końca lat 80-tych:

IMG_0011

Ostatnie z prezentowanych zagadnień to „Spojrzenie w przyszłość”: jak projektanci i projektantki wyobrażali sobie ubiór w przyszłości. Jest tu i papierowa sukienka z końca lat 60-tych, i lśniąca metalicznym połyskiem suknia wieczorowa z lat 90-tych, która jest tak wąska, że trzeba było ociosać manekina, żeby w ogóle dało się ją pokazać. Moje serce jednak jest rozdarte pomiędzy dwa absolutnie odmienne pomysły: suknię-mundur od Thierry’ego Muglera, w której od razu chciałabym zostać kapitanem statku kosmicznego, oraz sukienkę-tubę zaprojektowaną przez Issey’ a Miyake (kolekcja A.POC),  w której może osoba o mojej kubaturze niekoniecznie wyglądałaby godnie, ale przemożne uczucie „muszę ją mieć” spycha na dalszy plan myślenie o stosownym wyglądzie. W okolicy ubiorów przyszłości jest też fantastyczne zdjęcie z astronautą – nic więcej o nim nie napiszę, ale to cacko samo w sobie.

Wychodząc z wystawy, naładowani różnymi pomysłami, możemy dać upust swojej fantazji i wyrysować kolorowymi kredkami, czym jest dla nas elegancki strój. Pierwsze próby zostały podjęte już na wernisażu, przykładem czego jest ten oto rysunek:

cotoeleg1

Każdej części wystawy towarzyszy krótki opis danego zagadnienia, każdemu obiektowi poświęcono kilka zdań. Poza ubiorami na wystawie znajdują się również grafiki, okładki gazet, zdjęcia i dodatki – wśród tych ostatnich mój najulubieńszy kapelusz Schiaparelli z ok. 1960 roku. Niestety, nadaje się tylko na małą, elegancką główkę (czyli na pewno nie na moją).

IMG_0030

W sali, w której jest wystawiona suknia Wortha, można także podotykać próbek kilku tkanin. Ten pomysł choć trochę ukoi chęć zwiedzających obmacania każdego obiektu pokazanego na wystawie. Pokazanych ubrań nie wolno dotykać – pomyślcie, jakby tak każdy obdotykał łapskami interesującą go suknię, to jak wyglądałyby one pod koniec wystawy?

Wychodząc stajemy oko w oko sami ze sobą: możemy przejrzeć się w lustrze, a nasze odbicie pojawi się pomiędzy kreacją od Chanel (żakiet na lewej stronie, możemy zobaczyć charakterystyczny łańcuszek, którym Mademoiselle obciążała żakiety, żeby lepiej się układały) a suknią od Pierre’a Balmaina (również pokazana od lewej strony, pokazuje kunszt przygotowania kreacji szytej na miarę i ręcznie wykończonych szwów – o ile się nie mylę, to suknia z aksamitu, więc szycie ręczne to musiała być mordęga).

IMG_0035

IMG_0036

Wystawie towarzyszy niewielki katalog, prezentujący historię francuskiej mody przez pryzmat pokazanych na wystawie zagadnień. Kurator zdaje sobie sprawę, że opisanie wszystkich osób, wydarzeń i przełomów w zaledwie kilkunastostronnicowej publikacji to fikcja, niemniej opowieść, którą snuje na kolejnych stronach dobrze przybliża zwiedzającym to, co działo się w paryskiej modzie XX wieku. Katalog można nabyć w punkcie informacji w Centrum Kultury Zamek za zaledwie osiem złotych polskich – jak na jakość tego opracowania mogło ono kosztować spokojnie złotych piętnaście, ale nie mnie decydować o takich sprawach.

To, co najbardziej cenne w tej wystawie, to sposób jej opracowania: z myślą o osobach, które niekoniecznie mają wiedzę z zakresu historii mody i interesują się haute couture od przysłowiowej podszewki. Ta wystawa nie ma onieśmielać, ale zachęcać do własnych poszukiwań. Jednym wystarczy samo obejrzenie strojów, inni przeczytają folder, a najbardziej dociekliwi sięgną po literaturę umieszczoną w przypisach katalogu. Warto też pamiętać o tym, że ubiory pokazane na wystawie to rzeczy pochodzące z prywatnych kolekcji, więc pytanie „a dlaczego na wystawie nie ma  rzeczy od … (wstaw dowolnego francuskiego projektanta)?” jest z założenia bezzasadne. Tym bardziej należy docenić pracę Piotra Szaradowskiego, który wycisnął maksimum efektu z uzyskanych strojów. Biorąc pod uwagę, że to pierwsza wystawa mody, której jest pomysłodawcą i rezultat, jaki udało mu się osiągnąć, trzeba mu tylko życzyć, aby znaleźli się kolejni ofiarodawcy nowych obiektów. Wtedy Piotr na pewno znowu przygotuje nam kolejną ucztę dla oczu i ducha.

Wystawie towarzyszy szereg różnych wydarzeń: pokazy filmowe, warsztaty i wykłady. Już teraz mogę zdradzić, że jeszcze w lipcu odbędzie się spotkanie z panią Grażyną Hase, chodzącą legendą mody w Polsce, zatem śledźcie stronę CK Zamek (klik) oraz stronę wystawy na fejsbuku (klik).

Jeśli CK Zamek zdecyduje się w przyszłości na jakąkolwiek kolejną wystawę poświęconą modzie i ubiorowi to proszę tylko o dwie rzeczy: więcej sal i grubszy katalog. Na tym lista moich próśb się kończy. Jestem bardzo zadowolona, że ta wystawa ma miejsce w Poznaniu właśnie, że nie muszę na nią jeździć, ale mogę sobie w każdej chwili zajrzeć, obejrzeć interesujący mnie szczegół i wrócić ponownie. I spokojnie mogę napisać: takiej wystawy jeszcze w Polsce nie było.

* * *

P.S. Termin spotkania z panią Grażyną Hase to 23. lipca (wtorek) o godzinie 18.00 w poznańskim CK Zamek. Do zobaczenia na spotkaniu!

  • kelly

    Przeczytałam i uświadomiłam sobie, że nie powinnam tego robić…i komentować też nie, bo sprzedam za szybko swoje myśli. ;) To dodam tylko, że wybieram się drugi raz w sobotę! Raz to za mało, żeby obejrzeć takie cuda, jeśli są tuż pod nosem.

    • modologia

      A ja wczoraj obejrzałam film o Chanel i poczułam lekki przesyt ;) Poczekam na zwiedzanie z kuratorem, bo jestem ciekawa, jak Piotr będzie opowiadał o wystawie.

  • olgacecylia

    Żałuję, że Poznań jest tak daleko!

    • modologia

      Żadna wymówka, z TG jest bezpośrednie połączenie do Poznania :)

      • olgacecylia

        Dziesiąty rok mieszkam w Krakowie, i owszem, jest, tylko jeeeedzie się ;-)

  • Pingback: Harel, Modologia i The Style Digger o modowym TOP 3 mijającego roku | Fashion PR Girl