Wciągnij flagę … na siebie

18 lipca 2013

Co można zrobić z flagą? Wciągnąć ją na maszt w jakieś narodowe święto i powiewać. Albo – jak zrobił to Marek Raczkowski – umieścić w psiej kupie i wywołać skandal dekady o profanowanie symbolu narodowego. Można też wielokrotnie przemielić ją na świetnie sprzedający się gadżet dla turystów, co pokazuje przykład Wielkiej Brytanii. Czy tam jest jeszcze jakiś przedmiot, na którym nie wykorzystano brytyjskiej flagi? Wątpliwe.

Można też wykorzystać flagę jako materiał na sukienkę. I to nie byle jaką flagę, ale flagę Chińskiej Republiki Ludowej. Dlaczego to takie wyjątkowe?

Otóż hiszpańska artystka Alicia Framis (klik) zaprosiła do współpracy kilkunastu projektantów i projektantki ubiorów i poprosiła ich o wykonanie stroju z chińskiej flagi. Efekty tego pomysłu mogłam oglądać ponad dwa lata temu w Londynie, ale jakoś nie udawało mi się dojść do etapu wpisu – aż do dziś. Projekt nazywa się „100 Ways to Wear a Flag” i jak widzicie na zdjęciu poniżej osoby biorące w nim udział, chociaż korzystały z tej samej bazy jaką jest flaga Chin, stworzyły dosyć zróżnicowane ubiory. Czerwony kolor flagi dominuje, ale już układ gwiazd dosyć swobodnie migruje czy przekształca się w coś podobnego, ale nie identycznego, z układem oryginalnym.

100_ways_to_wear-a-Flag

Foto via. Więcej zdjęć tutaj.

Ten pomysł wydał mi się interesujący z paru względów. Po pierwsze, co było intencją artystki, na swój sposób chce ona zwrócić naszą uwagę na ubrania z metką „made in China”, na którą wciąż niewiele osób zwraca uwagę, pomimo coraz to kolejnych doniesień o łamaniu praw człowieka w chińskich fabrykach. Nie da się ignorować faktu, że Chiny są jednym z największych (jeśli nie największym) producentem ubrań na świecie, więc skala zjawiska pod tytułem „made in China” jest naprawdę spora.

Czytając opinie o pomyśle stworzenia kreacji z chińskiej flagi natknęłam się między innymi i na taką, że zrealizowanie tego pomysłu w Chinach byłoby niemożliwe, ponieważ flagi nie można tam traktować w tak frywolny sposób. To od razu kazało się zastanowić, czy taki pomysł miałby szansę powodzenia u nas, w Polsce, czy spotkałby go ten sam los jak pomysł Raczkowskiego. Owszem, dopuszczamy możliwość czerwieni i bieli na strojach sportowców, bluzy z napisem „Polska”, a orzełek Kupisza jest świetnym wentylem do napuszonej wersji patriotyzmu pod sztandarem którego, miejsce orła to tylko godło i nic innego. Ale zrobić jakąś seksowną kreację z flagi? I żeby jeszcze tytuł kolekcji lub ubioru jasno wskazywał, że nie chodzi tutaj o zwykłe połączenie czerwieni i bieli, ale o inspirację flagą Polski? Czy może zestawienie biało-czerwone nie wywołuje tylu emocji, jak flaga chińska i brytyjska i trzeba byłoby zrobić naprawdę wokół takiego pomysłu duży szum, żeby wywołać kontrowersje? Zdarza mi się nosić białą koszulę do czerwonych spodni, ale nigdy nie powiedziałabym, że chcę takim strojem cokolwiek zamanifestować – po prostu do twarzy mi w takich kolorach.

A może już ktoś w Polsce stworzył kiedyś taką „flagową” kolekcję, a ja trochę nadaremnie tracę litery? Czy takie wykorzystywanie flagi wydaje się Wam kontrowersyjne – czy to wersji zaproponowanej przez artystkę, czy to jako pomysł możliwy na naszym rodzimym gruncie, czy może nie ma o co kruszyć kopii?*

*Ta ostatnia metafora to pokłosie mojej nieustającej lektury „Gry o tron” oraz małej dyskusji, którą w zeszłym tygodniu zrodziła się na fejsbuku: czy umieszczanie na majtkach królów polskich jest dobrym pomysłem i jak podzielić dni tygodnia i miesiąca wobec poszczególnych władców? To takie małe wyjaśnienie dla tych, którzy z fejsbuka nie korzystają.

  • http://irisvallis.blogspot.com/ Ola

    Sukienki to jeszcze pół biedy, ale jakby komuś przyszło do głowy zaprojektować z taką myślę biustonosz, skarpetki albo majtki, to myślę że oburzenie byłoby ogromne.

    • http://www.modologiablog.pl/ modologia

      Jak widać, Brytyjczycy nie mają z tym problemu, ale u nas w kraju też średnio mi się to widzi, choć kto wie? Może trochę ewoluowaliśmy ;)

      • http://irisvallis.blogspot.com/ Ola

        Brytyjczycy traktują chyba takie ubrania jako przykład dumy narodowej, manifestują przez to swoją przynależność do narodu brytyjskiego. Myślę że to całkiem dobrze o nich świadczy. My natomiast mamy trochę fizia na punkcie obrażania nas i naszej narodowości.

  • kelly

    Tak teraz myślę i myślę… a czy w prawie międzynarodowym nie ma czegoś odnośnie odpowiedniego traktowania symboli narodowych? Tak mi coś świta z zajęć, a jeśli tak, to w państwie, które dość, powiedzmy, intensywnie zwraca uwagę na takie aspekty, można by to podpiąć pod jakieś naruszenie(?). A z drugiej strony, wtedy chyba bez znaczenia, gdzie by powstał taki projekt, bo to w końcu prawo międzynarodowe, więc argument o produkcji czegokolwiek w danym państwie jest bez sensu. Chyba, że chodzi o jakiś osobisty ‚szacunek’ (?) do swojej flagi, na zasadzie „to jest FLAGA a nie sukienka, więc nie uszyję z niej czegoś takiego”. Pewnie u nas znaleźli by się i obrońcy flagi, i zwolennicy flagowej wolności, szukający tylko pretekstu, by się ze sobą pokłócić i ponarzekać, że to wszystko wina państwa ;)

    • http://www.modologiablog.pl/ modologia

      Nie pomyślałam o tym, że może być i w tym aspekt prawny – i oczywiście, że w ramach flagowych eksperymentów nie chodzi mi w ogóle o to, żeby np. deptać po fladze w ramach jakiegoś pseudokontrowersyjnego performansu, bo to żałosne. Raczej interesują mnie różnice międzykulturowe w podejściu do symbolu i możliwości jego przetworzenia, możliwości komercyjnego lub „artystycznego” romansu. Swoją drogą, artystka też nie bawi się flagą własnego kraju (hiszpańską), ale obcą, chińską, z którą nie łączą jej chyba takiego rodzaju emocje jak patriotyzm. Muszę na następnym hiszpańskim dopytać o stosunek tej nacji do flagi – czy bardziej turystyczny, czy raczej nabożny, to też może być ciekawe.

  • olgacecylia

    Majtki z królami? Hm. Można, tylko po co?

    Rozumiem symbolikę robienia sukienek z flagi Chin, ale wydaje mi się, że tego rodzaju manifestacje powinny mieć przede wszystkim jasno ustalony cel. Jeśli go nie ma, to jest tylko zabawa, która dla jednych może być głupawa, a dla innych wręcz obraźliwa. To samo jest z symbolami religijnymi.

    • http://www.modologiablog.pl/ modologia

      Majtki z królami, a konkretnie z królową Elżbietą I, pojawiły się na londyńskim tygodniu mody w 2008 roku i kilkanaście dni temu podlinkował je nowojorski Fashion Institute of Technology jako „akcesorium dnia”, stąd i reszta pomysłu. Po co? Choćby właśnie po to, żeby się zastanowić, jak traktujemy własną przeszłość.

      Zgadzam się z Tobą, że zabawa symbolami powinna być dobrze przemyślana, żeby nie była tylko jakimś tanim sposobem wywołania poruszenia czy oburzenia. Przy okazji tego projektu nie mogę jednak uwolnić się od myśli, że jeśli jakiś symbol wykorzystuje osoba nazywana „artystą/artystką” to łatwiej jest przeżyć takiemu projektowi, bo to przecież „sztuka”. A z tym czasami łączy się – chyba zbyt szybko – wolność artystycznej wypowiedzi zapominając o tym, co napisałaś: że może to być głupawe lub obraźliwe. Zastanawiam się czasem, co by się działo, gdyby np. Niemcy zaczęli zarabiać pieniądze na sprzedaży gadżetów związanych z „Solidarnością” i Lechem Wałęsą, a Rosjanie np. na
      t-shirtach z generałem Jaruzelskim? Jakie wywołałoby to komentarze? W sumie to aż strach o tym myśleć ;)

      • olgacecylia

        A z drugiej strony – ile jest gadżetów z Che Guevarą… Co też przecież dla wielu może oznaczać po prostu „nosisz koszulkę z twarzą człowieka, przez którego zginął mój dziadek”.

        Prawda jest taka, że symbol to z definicji jakieś odniesienie do doświadczeń większości, do stereotypu, do ogólnie znanej opinii. Tu nie ma miejsca na indywidualne doświadczenia, więc nie sposób myśleć „a bo może obrażę panią Jadzię z trzeciego piętra”. Nie zmienia to jednak faktu, że korzystając z symboli przy projektowaniu przedmiotów codziennego użytku, warto się czasem zastanowić. Noszenie bluzy z nazistowskim orłem to nie jest najlepszy pomysł na świecie.

        • http://www.modologiablog.pl/ modologia

          Co do Che Guevary – myślę, że akurat popularność jego podobizny wynika w dużej mierze z nieznajomości jego historii. Jeśli ktoś obejrzał „Dzienniki motocyklowe”, to myśli sobie, że to był taki fajny gość, z ideami, a co działo się dalej w jego życiu – w to już nie wnika, ale to zobaczy w filmie wystarczy, żeby kupić sobie koszulkę.

          Przy wykorzystywaniu jakiegokolwiek symbolu też nie myślałabym nad indywidualnymi odniesieniami – jak owa „pani Jadzia”, czy ją urazi mój pomysł, czy nie, ale trudno nie pomyśleć w tym przypadku, że taki pomysł celuje w przekonania określonej grupy i może wywołać określone kontrowersje. Niestety, kolekcje z owym nazistowskim orłem nie tak dawno pojawiły się na jednym z wybiegów i okazało się, że można taki pomysł wybronić właśnie „wolnością artystyczną”. Wszystko zależy kto, jak i do kogo kieruje swój przekaz. Pisałam kiedyś o nazi-szyku, który dla większości osób znających historię II wojny światowej, jest szokujący, ale twórcy koszulek z podobizną Hitlera w ogóle to nie poruszało. Z kolei suknie z podobizną Mao stworzone przez chińską projektantkę, ale prezentowane na Zachodzie, trafiły do muzeum sztuki współczesnej. Zatem wszystko zależy od interpretacji. A „prawda”? Po studiach z filozofii mogę się tylko kpiąco uśmiechnąć.