Bio couture

21 lipca 2013

Gdzie leży „nowe” w modzie XXI wieku? Gdzie i jak szukać pomysłów, których wcześniej nie było, żeby to, co projektujący proponują swoim odbiorcom było naprawdę nowatorskie, a nie tylko mniej lub bardziej kreatywnie przerabiało wzory, fasony i cięcia znane już z poprzednich epok? I jedyne światełko w tunelu powtarzalności widzę w punkcie pod hasłem „nowe technologie”. To, czego nie miały wcześniejsze pokolenia, a co mamy my, to nowe technologie produkcji.

Jednym z takich eksperymentów wykorzystujących skomplikowane urządzenia i świetną znajomość procesów biologicznych jest tytułowy pomysł bio couture, którego autorką jest Suzanne Lee, od lat związana z londyńską szkołą Central Saint Martins jako wykładowczyni, ale również działająca jako projektantka.

biomimicry-fashion-biocouture-bacteria

Foto via.

Wiecie z czego to jest zrobione? Z herbaty z cukrem. Z pomocą bakterii. W krótkich wystąpieniu podczas konferencji TED, Suzanne wyjaśnia cały proces produkcji, starania o ograniczenie emisji szkodliwych gazów do atmosfery w trakcie produkcji, a także wspomina o ograniczeniach jej pomysłu: kamizelka, która ma na sobie podczas wystąpienia (podobna do tej ze środkowego zdjęcia), chłonie jej pot, a działające wówczas bakterie chyba niemalże można poczuć na własnej skórze (wystąpienie można zobaczyć tutaj - polecam).

Zanim jednak wyrzucimy projekt do kosza jako bezużyteczny, to pomyślmy chwilę, po co w ogóle projektantka podejmuje takie działania – choć do nazwania ich sukcesem jeszcze daleko? Jednym z problemów, z którymi zmaga się przemysł odzieżowy, jest powracający jak bumerang problem etycznej produkcji odzieży. I dopóki będą istniały fabryki, w których w nieludzkich warunkach pracują ludzie, dopóty problem ten będzie nierozwiązany. Jak się ma do tego pomysł Lee?

Jak wynika z wykładu materiał na kreację można – z zachowanie odpowiednich warunków – wyhodować sobie samodzielnie we własnej wannie z wykorzystaniem niedrogich półproduktów. Uzyskany materiał można albo kroić wedle uznania i uzyskać w efekcie tak skomplikowane rzeczy jak widoczne na zdjęciach kurtki, albo można też modelować schnący materiał na manekinie uzyskując bezszwową kreację o określonym kształcie. Jak na razie nie został rozwiązany jeszcze podstawowy problem wynikający z kwestii użytkowania tak powstałych kreacji: nie są one odporne na wilgoć, więc ich zmoknięcie może zakończyć się dla ubranej w nie osoby wyjątkowym w swej naturze nude look - i wówczas brak makijażu będzie naprawdę najmniej zwracającą uwagę sprawą.

Sam pomysł, czy choćby tylko cień możliwości, że w przyszłości będziemy sobie samodzielnie hodować ubrania, jak nie w wykorzystywanej przez projektantkę wannie, to może na przykład w doniczkach, brzmi teraz co najmniej jak wzięty żywcem w filmów science-fiction, niemniej … wykluczyć go nie można. Jestem bardzo ciekawa, jakie jeszcze inne pomysły na „ubiór przyszłości” ma autorka, więc niewykluczone, że w najbliższym czasie zajrzę i do jej książki „Fashioning the Future: Tomorrow’s Wardrobe”, bo choć wizja sukienki zjeżdżającej mi z ramion pod wpływem mżawki jest mało kusząca, to sam pomysł hodowania ubioru w domowym zaciszu ma dla mnie pewien urok. Przede wszystkim zaś warto docenić kreatywność w myśleniu o ubiorze pani Lee, która nie zamyka się w myśleniu, że jak ubranie, to musi być z tkaniny lub tworzyw sztucznych. Szuka innych dróg i osób zainteresowanych tą samą problematyką, ale zajmujących się zupełnie inną dziedziną: biologią. W takich rodzajach współpracy widzę duży potencjał na ciekawe projekty młodych i niemłodych osób, zajmujących się projektowaniem ubiorów.

Rozbawiła mnie w tym wszystkim uwaga projektantki dotycząca tworzenia potencjalnych kreacji bio couture za pomocą insektów, jak podejrzewam wszystkich tych, które przędą jakieś sieci czy niteczki: bo gdzieś chodzi jej po głowie możliwość składania zamówień u tych naturalnych prządek i składania wytycznych w postaci: o tutaj, uprządź mi taką nitkę, która będzie biodegradowalna, ale mocna, no i nie będzie rozpuszczać się pod wpływem wody. A jeśli łaska, to od razu zrób nie tylko „przędzę”, ale i gotową, trzywymiarową kreację.

Czy zatem naszym ubiorem będą w przyszłości rządzić pająki? Czy powstanie lobby broniące je przed wyzyskiem eko-pracodawców? U jakiego owada chcielibyście się ubierać? Czy staniecie jednak po stronie mikrobów i kiecki z posłodzonej herbaty? Bo ja nie mogę się zdecydować.