Chanel od podszewki

6 sierpnia 2013

Moje uczucia w temacie „Coco Chanel” są dosyć ambiwalentne: ilość materiałów dostępnych na temat jej życia osobistego zalewa informacje o tym, czym zajmowała się zawodowo. Do tego słaby dokument o Karlu Lagerfeldzie, który nie tak dawno oglądałam oraz zapowiedź kolejnej filmowej produkcji z jego udziałem (filmu „Moda jako religia”), o której wspominałam w poprzednim wpisie tworzy dla mnie mało szczególny klimat wokół tej marki. Dwa „C” mnie ruszają, nie marzę o żakieciku od Chanel, a w „małej czarnej” z moją figurą wyglądałabym – delikatnie rzecz ujmując – mało korzystnie (zwłaszcza od pasa w dół).

Z drugiej jednak strony, mimo wszystko poluję na kolejne dokumenty, które pozwolą zajrzeć za kulisy pracy wielkich marek, do głów redaktorek magazynów czy w życie fotografów. Czasem jest tam tylko kolorowo, bogato i pusto, ale czasem czuję się jak księżniczka na przyjęciu, która od razu może spróbować dziesiątek potraw, a każda lepsza od drugiej, mnóstwo smaków i smaczków, a w kwestiach filmowych: punktów do zastanowienia.

Pięcioodcinkowy dokument o tworzeniu współczesnej kolekcji haute couture w domu mody Chanel trudno było upolować ponieważ przez większość czasu jego cena była absurdalnie wysoka. Na szczęście, jeśli zna się też innych myśliwych (dzięki Piotr!), to można ustrzelić dvd w zupełnie atrakcyjnej cenie – biorąc pod uwagę, że płacimy za 190 minut kolorowego obrazu.

signe_chanel

Foto via.

To nie jest saga ani o życiu Chanel, ani o historii tego domu mody, ani też Karl nie jest jego głównym bohaterem (jakkolwiek bohaterem wyrazistym). W większości bowiem akcja toczy się w pracowniach krawieckich, w których możemy zobaczyć, jak to się dzieje, że rysunek Karla ożywa, z dwuwymiarowej ilustracji staje się zapierającą dech w piersiach kreacją (i to akurat nie z powodu jej ceny). To, co najbardziej mnie zachwyciło w tym filmie to etos pracy i uznanie dla rzemiosła: krawieckiego, szewskiego czy hafciarskiego. Owszem, wizja należy do projektanta, ale bez rzeszy osób realizujących jego fantazje, byłby on – jak sam powiedział – „tylko ilustratorem”.

Wśród madame współpracujących z Karlem jest na przykład madame Jacqueline, która jako jedna z niewielu osób zna się na krawiectwie damskim i męskim, co pozwala nadawać „męskiego sznytu” kolekcjom dla kobiet. Jest szewc, monsieur Massaro który już połowę wieku współpracuje z Chanel i w trakcie przygotowań nowej kolekcji czasem nawet kilkakrotnie w ciągu dnia kursuje między biurem Karla a swoją pracownią, żeby osiągnąć doskonały (czytaj: wymyślony przez Karla) kształt buta. Jest i moja ulubiona bohaterka, madame Pouzieux, która ręcznie, na samodzielnie zaprojektowanym krośnie, tka ozdobne sznury, które następnie zdobią kreacje sygnowane metką Chanel. Owa żwawa 75-latka jest daleka od podekscytowania myślą, że współpracuje z tak znanym domem mody, przede wszystkim zajmuje ją jej gospodarstwo rolne. A gdy zbiera się na deszcz, to z filozoficznym spokojem stwierdza, że pierwszeństwo ma siano, a nie praca dla Chanel. Dom mody już parokrotnie wysyłał do niej osoby na praktyki, bo gdy madame Pouzieux umrze, to nikt nie będzie wiedział, jak tkała swoje ozdobne sznury. Niestety, żadna z tych osób nie wytrwała na praktykach na farmie półtorej godziny jazdy od Paryża. Cóż, może za mało było w nich miłości do mody?

Z przyjemnością oglądałam też sceny krojenia materiałów na kolejne suknie, dobierania najlepszych materiałów, czy utyskiwania krawcowych na to, że teraz trudno znaleźć dobre poduszki do żakietów, bo niemal nikt nie robi ich już porządnie. I jakkolwiek wiem, że w wielu kreacjach koraliki i cekiny nie wchodzą same na materiał, tylko trzeba je przyszyć ręcznie, to jednak scena wyszywania materiału na suknię ślubną dopiero pokazała mi, ile zabiegów wymaga taka kreacja. Trzymając się owej sukni ślubnej, która kończyła pokaz: jak Karl zobaczył ja na jakieś kilka dni przed pokazem, to tak się zachwycił, że aż sam siebie zainspirował do stworzenia kolejnych czterech sukni na pokaz. A krawcowym ścierpła skóra, bo czas to było w tym momencie dobro najtrudniej dostępne. Szycie kolekcji zakończyło się w okolicach piątej rano w dzień pokazu.

To, co możemy potem podziwiać przez – ile? – dwadzieścia minut na wybiegu to wytężona praca dziesiątek anonimowych osób, o których historia zwykle milczy. Dlatego tak cieszyło mnie oglądanie tego filmu, bo pokazuje on, że doskonały pokaz to efekt doskonałego rzemiosła. Nie wystarczy „geniusz” osoby projektującej ubrania, potrzeba przede wszystkim solidnych wykonawców – bez nich projektanci nie istnieją. I w tym filmie Karl pokazuje inną twarz niż w poświęconym jemu samemu dokumencie: osoby, która naprawdę docenia ludzi, z którymi współpracuje, bo wie, że bez ich umiejętności on nie istnieje.

Sam pokaz natomiast wcale nie kończy prac krawcowych, bo teraz trzeba dostosować modele z wybiegu do realnych ciał klientek, które – jak mówi jedna madame – „nieco” odbiegają od kształtów modelek i uroczo się przy tym uśmiecha. I od razu zabiera do pracy.

* * *

Signé Chanel (2005), reżyseria: Loic Prigent.

  • Piotr Dowski

    Ale co jest najlepsze w tym serialu, to to że wciąga on widza momentalnie. Pamiętam, że kiedy zaczynałem oglądać go powiedziałem sobie: „tylko jeden odcinek i koniec”. Tymczasem obejrzałem od razu trzy. Dwa kolejne odcinki skonsumowałem kolejnego dnia :)) Mnie ujęły wszystkie przesądy związane z krawiectwem – ukłucie szpilką, upadnięcie nożyczek na podłogę itp. Oczywiście jest tam całe mnóstwo fantastycznych historii, np. krawcowej, która chyba 4 razy od początku kroi tę samą suknię, bo Karl zmieniał zdanie….
    Także gorąco polecam ten serial :))

  • METR52

    Jak wielką tajemnicą jest fakt jak udało Ci się zdobyć dokument? Jeśli nie aż tak dużą jak sobie wyobrażam to uchyl proszę rąbek tajemnicy. ;)
    Akurat aspekt sztabu, niezastąpionych a jednocześnie niezauważonych osób, które pracują na sukces domów mody jest jednym z tych, o które zawsze walczę w rozmowach o fenomenie ‚kreatorów’ mody.

    • http://www.modologiablog.pl/ modologia

      To żadna tajemnica: brytyjski amazon. Trzeba śledzić spadki cen, bo czasem można kupić książkę czy dvd nawet z 60% rabatem, a normalnie i tak jest taniej niż w jakiejkolwiek polskiej księgarni.

  • kelly

    O, chyba muszę się mocno uśmiechnąć, bo brzmi świetnie. Mam słabość do przedstawiania mody jako rzemiosła, pokazywania tego długiego procesu tworzenia rzeczy… no i co za ulga, ze w końcu cisza na temat romansów, znaków zodiaku i innych przygód… ;)

    • http://www.modologiablog.pl/ modologia

      Znaki zodiaku powrócą wkrótce, bez obaw :) Serial jest naprawdę świetny.

  • Kinga

    Przyznam szczerze, że żadna z książek o Chanel, które do tej pory przeczytałam nie pozostawiła po sobie dobrego wrażenia (ani „Życie intymne”, ani „Legenda i życie” ani „Coco i Igor”). Irytował mnie w nich wręcz bałwochwalczy stosunek do samej Chanel i marginalne zainteresowanie autorów „modą”. Przykład: w jedenj z wyżej wymienionych pozycji autorka zachwycała się tym, że Chanel jako pierwsza dama w historii zakładała spodnie do jazdy konnej. I tyle. Żadne głębsze wnioski z tego nie wynikały. Jakby to było wystarczającym argumentem potwierdzającym geniusz (ja akurat podchodzę do tego z wielką rezerwą) projektantki. Dlatego tym chętniej zapoznam się z polecanym przez Ciebie dokumentem. Bardziej niż sam pokaz mody fascynuje mnie proces, który jest niewidoczny dla zwyklego śmiertelnika. I być może to dziwne ale zdecydowanie większą frajdę sprawia mi oglądanie „tworzenia” buta niż gotowych szpilek od Blahnika czy Louboutina.

    • http://www.modologiablog.pl/ modologia

      Jeśli masz dość życia osobistego CC, a lubisz podglądać pracę w pracowni krawieckiej, to na pewno Ci się spodoba. Dramaturgii dodaje odpowiednia narracja, jakby autorzy mieli obawy, czy obraz się obroni, ale mnie pokazane postaci naprawdę ujęły. Plus jeśli znasz podstawy kroju i szycia, to taka perspektywa też dużo daje przy oglądaniu serialu. Naprawdę warto.

  • Lena

    nie ma się nad czym i nad kim tak rozpływac. Pani Chanel „leciała” na bogatych facetów (dzisiaj mowi się na to sponsoring) i była wielką fanką Hiltera. tyle w temacie.

    • http://www.modologiablog.pl/ modologia

      A gdzie ja się rozpływam nad Chanel? Rozpływam się nad doskonałością wykonania kreacji i sposobem pokazania i docenienia wykonania kreacji w dokumencie, ale to nie jest film o projektantce.